Prawa człowieka w Tokio
Afera zaczęła się od tego, że władze Tokio zapowiedziały uchwalenie nowych "wytycznych", dotyczących praw człowieka w stolicy Japonii. Sprawa ta jest o tyle istotna, że wymienionym w "wytycznych" grupom, przysługują konkretne przywileje. Można to sobie wyobrazić, przytaczając konkretny przykład: Ktoś kogoś pobił za to, że jest gejem. Ofiara skarży się policji i sądom, te zaś rozkładają ręce mówiąc: "Dla nas nie istniejesz, nie ma cię w ustawie".
Podczas pracy nad "wytycznymi", powołana została komisja, która wysłuchała stanowiska japońskich organizacji gejowskich i słowo "homoseksualista" pojawiło się początkowo w tekście "wytycznych". Potem jednak w tajemniczy sposób znikło.
Gejowskie organizacje podniosły alarm. Gdy temat podjęła międzynarodowa prasa, burmistrz Tokio Shintaro Ishihara wzruszył ramionami "Nie mam zielonego pojęcia czy geje są dyskryminowani, czy nie". W końcu, przeprowadzono kolejne badania i okazało się, że większość mieszkańców Tokio zażyczyła sobie, by pośród grup objętych definicją praw człowieka znaleźli się także geje.
Sprawa jest ciekawa o tyle, że Japonia jest krajem o silnych tradycjach i związanych z nimi normach etycznych. Homoseksualizm nie jest w Japonii zabroniony - ściślej: prawo w ogóle o nim nie wspomina. Tym większe znaczenie tokijskich "wytycznych". Gejowskie grupy w Japonii są dość hermetyczne. W dużych miastach działają gejowskie lokale. Większość z nich jednak bardzo trudno jest znaleźć. Do wielu, Europejczycy nie są w ogóle wpuszczani. Centrum gejowskiego życia w Tokio to dzielnica Shinuku. Jest tam kilka barów, jak "GB" lub "Fuji", gdzie stosunkowo łatwo można nawiązać kontakt z tubylcami.
(PS)