„François Ozon znów bawi w stylu 8 kobiet."
„François Ozon znów bawi w stylu 8 kobiet."
Player François Ozon wraca do formy z komedią o morderstwie. Dwie spłukane przyjaciółki ogrywają paryski patriarchat lat 30. w wielkim stylu, przypominającym kultowe "8 kobiet".
Paryż, lata trzydzieste. Madeleine to spłukana aktorka, która nie potrafi dostać żadnej roli, a jej współlokatorka Pauline jest prawniczką bez klientów. Ich los odmienia się w najmniej spodziewany sposób, gdy pewien wpływowy producent teatralny próbuje wykorzystać Madeleine, a niedługo później zostaje znaleziony martwy. Dziewczyna staje przed sądem oskarżona o morderstwo. Zamiast jednak płakać i błagać o litość, przyjaciółki zamieniają proces w feministyczny spektakl. Pauline broni Madeleine, ta wygłasza płomienne mowy o ucisku kobiet, a ława przysięgłych – złożona z samych mężczyzn – kompletnie traci głowę. Zbrodnia staje się dla nich przepustką do sławy, pieniędzy i luksusu. Pytanie tylko, czy Madeleine faktycznie pociągnęła za spust?
Zobacz recenzje filmu „Moja zbrodnia" na YouTube
Jeśli spodziewacie się ciężkiego, mrocznego dramatu o walce z patriarchatem, trafiliście pod zły adres. François Ozon bierze na warsztat tematy, które dzisiaj oglądamy w poważnych produkcjach z nurtu #MeToo, ale ubiera je w pióra, cekiny i przerysowaną, teatralną formę. Reżyser wraca tu do swojego ulubionego, kampowego stylu, który przyniósł mu gigantyczny sukces przy 8 kobietach. Bawi się konwencją farsy, podkręca kolory i pozwala aktorom na cudowną szarżę. Jak zauważył Antoine Desrues na łamach Ecran Large, Ozon jest w swoim żywiole właśnie wtedy, gdy "w pełni akceptuje sztuczność swoich chwytów", a ten film to po prostu "jego najlepsze dzieło od lat".
O sile Mojej zbrodni decyduje jednak nie tylko reżyserska żonglerka gatunkami, ale fantastyczna chemia między głównymi bohaterkami. Relacja Madeleine i Pauline to coś więcej niż tylko lojalność - to absolutne, nierozerwalne siostrzeństwo, pozbawione cienia rywalizacji. Mężczyźni w tym filmie są zresztą na ogół albo uroczo naiwni, albo żałośnie bezradni wobec kobiecego sprytu. Prawdziwe trzęsienie ziemi następuje jednak w połowie seansu, gdy na ekranie pojawia się Isabelle Huppert. Wciela się w zapomnianą gwiazdę kina niemego, która desperacko pragnie wrócić na szczyt. Huppert dosłownie kradnie każdą scenę, udowadniając, że w zwariowanej komedii czuje się równie wybornie, co w dusznych psychologicznych thrillerach.
Nie masz pojęcia, moja Michalino, jak wielką rolę odegrał w moim życiu gest ujęcia za rękę. Mnie ujęcia. Jak on się przez to całe moje życie przeplatał, jak powracał w najniezwyklejszych momentach. Mężczyzna, który chwyta mnie za rękę i gdzieś prowadzi.