Coming out Łukasza Sakowskiego - autora bloga naukowego ToTylkoTeoria.pl to wybuchowa historia. W artykule
"Moja historia cofnięcia zmiany płci. Tranzycja i detranzycja" Sakowski opisuje jak jako nastolatek został zmanipulowany i nakłoniony do tranzycji, by kilka lat później zdecydować się na cofnięcie tego procesu, czyli na detranzycję. Zachęcam do zapoznania się z tą historią, bo jest to kluczowe dla zrozumienia problemu. Warto także poznać zarzuty, które formułowane są przeciwko blogerowi przez aktywistów i aktywistki społeczności trans. Wiele z nich zostało omówionych się w artykule
"To tylko teoria spiskowa", który na kilka dni przed coming outem Sakowskiego został opublikowany na łamach portalu Magazynkontakt.pl.
Nie będę się odnosił do sporu na temat tranzycji zawartym w obu publikacjach, choć z wieloma wnioskami, które formułuje Sakowski się nie zgadzam, lub nie zgadzam się cześciowo. Nie posiadam wykształcenia medycznego, nie jestem naukowcem, ani też osobą transpłciową i choć jako sprawny i wieloletni obserwator mam zdanie na ten temat, to pozwolę sobie w tym felietonie zachować je dla siebie. Chciałem się skoncentrować na reakcjach na wyznanie blogera i ich znaczeniu dla całej społeczności LGBT+, której jestem członkiem i od lat także komentatorem.
Historia Sakowskiego to oczywiście woda na młyn na polityków - zwłaszcza tych najbardziej populistycznych. Wyciąganie politycznych wniosków na podstawie jednej historii jest pozbawione logiki i etyki, ale akurat obie te cnoty pozostają w polityce deficytowe. Tak więc wykorzystywanie przejść blogera w celu dorysowania potworowi LGBT kolejnych rogów zupełnie mnie nie dziwi, choć oczywiście wkurza. Równocześnie nie zauważyłem, żeby sam Sakowski aktywnie namawiał te środowiska do podjęcia tematu. Nie popierał wypowiedzi skrajnie prawicowych środowisk ani nie rozpowszechniał ich.
Mnie bardziej niż reakcje radykałów (bo domyślałem się, że będą radykalne) interesowały reakcje tzw. środka. W komentarzach w mediach i środowiskach liberalnych i centrolewicowych dość często pojawiało się skojarzenie, które po przeczytaniu komentarzy niektórych organizacji LGBTQ także mi przyszło w pierwszej chwili do głowy (i na szczęście wyparowało).
"Tylko nie mów nikomu wersja 2023" - pisał jeden z internautów,
"Epistkopat LGBT" - zatytułowała inna osoba swój komentarz. I oczywiście:
opowieść Sakowskiego i świadectwa tysięcy ofiar systemowo ukrywanego molestowania są kompletnie nieporównywalne. Oba te tematy są zasadniczo różne: różnią się liczbą świadectw, zaangażowaniem najwyższych rangą hierarchów czy strukturami ochrony sprawców przypominającymi struktury mafijne. Historia detrazycji blogera to tymczasem opowieść o katastrofalnie niskim poziomie edukacji seksualnej w Polsce, spychaniu tematów związanych z odmienną seksualnością lub tożsamością płciową do sfery tabu oraz nadużyciami, zaniedbaniami a być może także przestępstwami konkretnych osób. Skąd więc ten niesprawiedliwy zarzut formułowany przez osoby, które zasadniczo są przychylne lub przynajmniej nie wrogie naszej społeczności?
"W wieku 15 lat otrzymał diagnozę iż nie jest transkobietą, tylko nieakceptującym swej orientacji homoseksualnym mężczyzną. Zamiast iść w tranzycję trzeba było iść do łóżka z innym facetem" - to fragment oficjalnego komentarza jednej z organizacji LGBT+, którą notabene bardzo szanuję. Taki zarzut to nic innego niż "victim blaming". Dodam, że jest to określenie lansowane przez progresywne środowiska - nie przez "prawackich oszołomów". Taką samą strategią posłużył się abp Michalik wypowiadając 10 lat temy słynne już słowa
"Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa, czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga". Nastolatek nie musi wiedzieć, czy niepokój, który odczuwa jest spowodowany dysforią płciową, homoseksualnością czy depresją. Oskarżanie go o podjęcie złej decyzji to kopiowanej nieakceptowanej przecież przez naszą społeczność manipulacji. Na nieszczęście dla naszej społeczności ta wypowiedź poszła już "w eter" i wywołała właśnie skojarzenia z episkopatem, o których pisałem.
Innym nadużyciem jest kolejny cytat - tym razem ze strony internetowej jednej z organizacji LGBT+.
"Następnego dnia rano tweet (informację o coming outcie Sakowskiego - przyp. autora) udostępnili już tacy politycy jak Sebastian Kaleta, Robert Winnicki czy Krzysztof Bosak. Wszyscy są oczywiście przeciwni nie tylko tranzycji, ale i równouprawnieniu osób niehetero". Zdanie w oryginale zostało pogrubione. To nie tak! Ofiara nie ponosi odpowiedzialności za sposób w jaki wykorzystuje się jej historię. Tak jak pisałem już we wstępie, cyniczni politycy będą zawsze wykorzystywać takie opowieści. Będą to robić wbrew logice i wbrew dobrym obyczajom. Zawłaszczają świadectwo ofiary, aby budować swoją własną populistyczną narrację. Sugerowanie ofiarom "tylko nie mów nikomu" to przemoc. Tutaj wyrażona w sposób bardzo ostrożny i podprogowy, ale widziałem także "mema" na profilu jednej z organizacji, na którym twarz Sakowskiego (z czarną belką na oczach) została zestawiona z logo Ordo Juris. To nie tylko nadużycie ale najpewniej także wypowiedź, która mogłaby doprowadzić do procesu o zniesławienie.
Wypowiedzi które przytoczyłem nie pochodzą z emocjonalnych komentarzy przypadkowych osób w mediach społecznościowych. To oficjalne stanowiska. Jeśli ktoś odważy się wejść na Twittera lub przeczytać komentarze w grupach dla osób LGBT+ to odnajdzie wypowiedzi, które nie różnią się niczym od wylewanego wiadrami hejtu na naszą społeczność. Nie będę ich cytował, bo są obrzydliwe a dowodzą tylko tego, że w naszej społeczności, tak samo jak w każdej innej są osoby, które nie panują nad swoimi negatywnymi emocjami. To stwierdzenie dodaje nam "normalności" ale odbiera moralną wyższość, którą nasza społeczność uwielbia się chełpić.
Mam nadzieję, że moje uwagi nie zostaną potraktowane jako krytyka podejmowania debaty w obronie jasno formułowanych praw - nawet jeśli ta debata miałby być burzliwa. Jest zupełnie odwrotnie: to debata potrzebna i musi być burzliwa. Uważam jednak, że w tym przypadku wiele osób i instytucji przekroczyło granicę, którą same uważają za nieprzekraczalną czyli "victim blaming" oraz obarczanie odpowiedzialnością za cyniczne wykorzystanie własnego świadectwa przez inne osoby.
Od ponad 20 lat budujemy wokół naszej społeczności sieć osób i środowisk sojuszniczych, które są nam potrzebne w uzyskaniu praw, o które walczymy. Do uchwalenia tych praw potrzebna jest nie tylko silna motywacja, moralna wyższość czy ideologiczne konstrukcje intelektualne, ale także banalna, matematyczna większość. Te działania doprowadziły w bardzo szybkim czasie do niesłychanie szybkiej zmiany w postrzeganiu osób LGBT+ przez społeczeństwo - dodam, że zmiany na lepsze. Mam wrażenie, że ta dobra passa może zostać przerwana. Stosowanie przemocowych strategii w komunikacji jest nie tylko moralnie wątpliwe, ale także nieskuteczne. Pisząc ten tekst świadomie zrezygnowałem z wymieniania nazw organizacji, które cytuję. Nie jest moim zamiarem recenzowanie pracy innych lecz zwrócenie uwagi postrzeganie naszej społeczności jako zaborczej, antywolnościowej i przemocowej grupy radykałów. Wiem, że ta ocena jest niesprawiedliwa - tym bardziej powinno nam zależeć na tym, aby się nie rozpowszechniała. Mamy na to wpływ.
- -
To tak "błyskawicznie" działają sądy po wspaniałych "reformach" rządu… ;)
Powodzenia :)
Proces się jeszcze nie rozpoczął nawet. Dwa razy zmieniano sąd, trzy razy zmieniał się prokurator (obecnie jest dwóch), dwa razy sąd próbował umorzyć, ale prokuratura wnosiła sprzeciw, naprawiała błędy i na wniosek okręgowego, wznawiała postępowanie. W tym roku, po 4 latach sąd w końcu poprosił o dokumenty źródłowe, czyli świadectwa święceń, liturgię i prawo kanoniczne. Dostał to na początku kwietnia, czekamy na dalsze ruchy ;)
To jest oczywiście uogólnienie, bo znam orgi, które robią swoje - czasami z grantami, czasami bez, ale w tym uogólnieniu jest sporo prawdy. Część NGOsów to przedsięwzięcia stricte finansowe lub trampoliny do promowania kierujących nimi osób.
A można prosić konkretnie? "Kaczyński dojdzie do władzy i będzie rządził z Lepperem i Giertychem" to jednak prognoza, o której można dyskutować i którą można zweryfikować. Z kolei pod "sami w swoim szaleńczym stylu zagryziemy się na śmierć..." można podciągnąć wszystko…
PS Skoro już mam okazję pogadać to chciałem zapytać jak tam proces za nabożeństwo ekumeniczne. Bo medialne nagłówki zatrzymały się na czymś w rodzaju "Aktywista LGBT stanie przed sądem za obrazę uczuć religijnych"…
Przesadzasz.
Jestem w tym bagnie od 1998 roku... swoje wypowiedzi opieram na wiedzy i doświadczeniu... i jak każdy sygnalista słyszę, że przesadzam...przyzwyczaiłem się....jak w 2004 mówiłem, że Kaczyński dojdzie do władzy i będzie rządził z Lepperem i Giertychem to "aktywiści" kazali mi się zamknąć, bo nikt na to nie pozwoli.... potem udawali, że mnie nie znają...nic się w tej materii nie zmieniło...
Dosłownie pierwsze wyszukiwanie w google: https://blogs.lse.ac.uk/usappblog/2017/12/08/gay-or-h(...)-rights/
Error 503 Backend fetch failed xD (może spróbuję później)
Dziękuję za ten wykład (szczerze, takie rzeczy warto powtarzać, nie ze względu na mnie, ale ze względu na czytających tę dyskusję). Niestety, to nijak ma się do mojej kontrargumentacji :(
A ja tak napisałem o.O ?
Pozwól, że dalej będę odnosił się tylko do merytorycznej części Twojej odpowiedzi, na resztę przymknę oko ;)
Okej, dostrzegam w tym argumencie pewien sens. Rzeczywiście ta nazwa (mniejszość seksualna) jest nieco nieprecyzyjna, bo w takim razie bycie mniejszością seksualną miałoby się nijak zarówno do aktywności seksualnej, jak i płciowości.
Ja mam propozycję kompromisową. Może zamiast "LPGQWERTYRTVAGD+" zacznijmy używać konsekwentnie jakiegoś nowego słowa, może być już nawet zapożyczenia z angielskiego, nawet jeśli kiedyś znaczyło coś nieco innego, albo miało pejoratywny wydźwięk…
Proponuję: queer
Okej ;) ?
i bardzo często wywala polskie linki. Może to być blokada regionalna.
Raczej już nie da rady zrobić kalki z angielskiego. Gdyby słowo gej nie było u nas rzeczownikiem było by idealne. W końcu znaczy wesoły i w angielskim mówi się często gay society, gay people, czy nieco rzadziej ale nadal gay woman. Kolejnym słowem jest pink no ale to zaraz wzbudzi oburzenie w męskich kobietach uważających się za naturalne i gejów którzy muszą udowadniać swoją męskość bo jej nie czują xD
Koncept słowa queer średnio mi się podoba, bo chociaż prawie wygląda podobnie do queen to jednak jego etymologia jest dość średnia i dawniej to słowo było używane jako dziwny (synonim odd) i nadal w wielu książkach znajdziesz taki właśnie kontekst tego słowa. W sumie nie wiem czy widziałxm to słowo użyte określenia queer w kontekście LGBT. Może kiedyś się gdzieś zdarzyło jak komuś już bardzo brakowało synonimów. Ja tam zwykle w języku polskim po prostu używam określenia tęczowy. "Tęczowa społeczność", "tęczowi ludzie", "tęczowa strona", "tęczowy chłopak". Zwykle każdy wie o co chodzi, słowo jest polskie i raczej pozytywne (przynajmniej wśród nie-fanatyków). Słowo queer zostało przyjęte na przekór tym którzy chcieli właśnie określać LGBT w sposób negatywny. Dlatego tym bardziej tęczowy wydaje mi się lepiej pasować kontekstowo. Bo w sumie tęczowy jest polskim queer.
Ciężko żeby wszyscy byli konsekwentni skoro większość ma problem mówić o swojej orientacji i często siedzi w szafie. Można zacząć promować jakieś określenie ale może być ciężko.
Przesadzasz.
Dosłownie pierwsze wyszukiwanie w google: https://blogs.lse.ac.uk/usappblog/2017/12/08/gay-or-h(...)-rights/
Error 503 Backend fetch failed xD (może spróbuję później)
Dziękuję za ten wykład (szczerze, takie rzeczy warto powtarzać, nie ze względu na mnie, ale ze względu na czytających tę dyskusję). Niestety, to nijak ma się do mojej kontrargumentacji :(
A ja tak napisałem o.O ?
Pozwól, że dalej będę odnosił się tylko do merytorycznej części Twojej odpowiedzi, na resztę przymknę oko ;)
Okej, dostrzegam w tym argumencie pewien sens. Rzeczywiście ta nazwa (mniejszość seksualna) jest nieco nieprecyzyjna, bo w takim razie bycie mniejszością seksualną miałoby się nijak zarówno do aktywności seksualnej, jak i płciowości.
Ja mam propozycję kompromisową. Może zamiast "LPGQWERTYRTVAGD+" zacznijmy używać konsekwentnie jakiegoś nowego słowa, może być już nawet zapożyczenia z angielskiego, nawet jeśli kiedyś znaczyło coś nieco innego, albo miało pejoratywny wydźwięk…
Proponuję: queer
Okej ;) ?