"Dorastasz, wierząc, że miłość pokona wszelkie przeszkody. Że gdy tylko się zakochasz, wszystko będzie “ok”, wszystko jakoś się poukłada. A tak się nie dzieje. Spotykasz kobietę, zakochujesz się w niej, ale od czasu do czasu odzywa się ten wewnętrzny głos, domaga się uwagi. Tworzysz mechanizm tłumienia swojej seksualności, ale on działa tylko do pewnego czasu. Tak było w moim przypadku" - mówi Steven Bloom, przewodniczący GAMMA Australia, organizacji samopomocowej dla gejów, którzy są bądź byli w związku z kobietą. Zapraszamy do lektury rozmowy ze Stevenem, którą przeprowadził Adam, autor bloga "Homomąż".
Gdy czytałem Twojego bloga, miałem wrażenie, że nasze historie są bardzo podobne. To pokazuje, że pewne mechanizmy są uniwersalne. Wychowałem się na drugim końcu świata, za żelazną kurtyną, w innej religii, a jednak dzielimy te same doświadczenia!Steven: Gdy dorastaliśmy ludzie zwykle krzywili się na homoseksualizm czy wszelką inność. A takie zachowania warunkują w nas określone mechanizmy psychologiczne, takie jak wyparcie, wycofanie, strach, niezależnie od rasy czy wiary. Przypominam sobie mroczną reklamę z kostuchą i ścielącymi się trupami, przestrzegającą przed AIDS, z gejami przedstawionymi w niej w negatywnym świetle. Do dzisiaj pamiętam strach, który wywołał we mnie ten clip. Pomyślałem, że jeśli tak ma wyglądać moje życie, to ja dziękuję. Nie będę gejem i już.
Uruchamiamy blokady, które potem sprawnie działają przez długie lata…Dorastasz, wierząc, że miłość pokona wszelkie przeszkody. Że gdy tylko się zakochasz, wszystko będzie “ok”, wszystko jakoś się poukłada. A tak się nie dzieje. Spotykasz kobietę, zakochujesz się w niej, ale od czasu do czasu odzywa się ten wewnętrzny głos, domaga się uwagi. Tworzysz mechanizm tłumienia swojej seksualności, ale on działa tylko do pewnego czasu. Tak było w moim przypadku. Gdy byłem już dorosłym mężczyzną, mężem i ojcem. W tym trudnym czasie pomoc dostałem właśnie od GAMMY.
GAMMA pomaga mężczyznom, którzy czują pociąg do innych mężczyzn, a jednocześnie są lub byli w związkach z kobietami. Co konkretnie robicie?
Wszystko, co robimy, dzieje się dzięki czterem osobom. I choć jesteśmy mocno zapracowani, staramy się, by organizacja działała możliwie najaktywniej.
Dostajemy grant od departamentu zdrowia naszego lokalnego samorządu, ok. 20 tyś. dolarów australijskich rocznie, co pomaga nam utrzymywać całodobowy telefon zaufania. Prowadzimy stronę internetową i grupę na Facebooku. Odzywają się do nas ludzie nie tylko z naszego stanu Nowej Południowej Wali, ale z całej Australii i z całego świata.
Współdziałamy też z innymi organizacjami, np. z „Pomocą dla Partnerek Biseksualistów” (“Women Partners of Bisexual Men Service”). Udzielałem wywiadów telewizyjnych i radiowych z przewodniczącą tej organizacji. Razem pracowaliśmy też nad książką, która pokazuje obie perspektywy: żony i męża. Bo po rozpadzie małżeństwa geja z kobietą jest równie dużo smutku po stronie mężczyzny, co po stronie kobiety.
Jak wygląda typowe spotkanie GAMMY?
Naszą rolą nie jest ocenianie czy ktoś ma rację czy nie, ani dawanie wskazówek jak żyć. Głównym celem GAMMY jest udzielanie wsparcia. Nasze spotkania zaczynamy zawsze od przywitania uczestników, którzy przyszli po raz pierwszy, oraz od docenienia ich odwagi. Trudno jest zmierzyć się z tematem, zrobić pierwszy krok, a jeszcze trudniej jest przyjść na spotkanie w sprawie, którą pieczołowicie całe życie skrywałeś. Niektórzy uciekają sprzed wejścia do budynku, by za jakiś czas się przemóc, wrócić i wejść.
Na początku spotkań powtarzamy też nasze podstawowe zasady pracy w grupie. Upewniamy się, że wszyscy akceptują cztery zasady. Pierwszą z nich jest, poufność i bezpieczeństwo. Uczestnicy są na różnych etapach w życiu, szczególnie jeśli chodzi o coming out. Niektórzy są całkowicie niewyoutowani, więc treść rozmów i informacje ze spotkań muszą pozostawać całkowicie poufne i prywatne, nie wolno rozmawiać o tym, co się dzieje na spotkaniach GAMMY z kimkolwiek z zewnątrz. Drugą zasadą jest to, że tworzymy środowisko, w którym nie oceniamy. GAMMA musi być naprawdę bezpiecznym miejscem, w którym można rozmawiać otwarcie i bez obaw. Trzecią zasadą jest to, że jesteśmy grupą wsparcia, nasze spotkania nie są terapią. Wielu facetów mówi, że uczestnictwo w sesjach ma dla nich charakter terapeutyczny, ale to dlatego, że na spotkaniach dużo mówimy, słuchamy się uważnie, ale to nie jest terapia grupowa. Ostatnia zasada: nasze zebrania to nie randki, nie podrywamy, nie flirtujemy. Nie mamy, oczywiście, nic przeciwko, ale najważniejsze jest stworzenie przestrzeni, w której wszyscy będą się czuć komfortowo i bezpiecznie.
Co dzieje się po ustaleniu tych podstawowych zasad? Siadamy w kole i każdy się przedstawia, mówi o swojej sytuacji, o tym gdzie jest w życiu. Niektórzy wolą tylko słuchać i my to szanujemy. Spotkania są okazją do dzielenia się swoimi doświadczeniami, emocjami, uczymy się od siebie nawzajem. Właśnie to dzielenie się swoimi doświadczeniami i uczuciami, szczególnie w grupie, ma tak potężną moc.
Jeżeli wychodzisz ze spotkania z jedną nową rzeczą, której się nauczyłeś, to świetnie! Może jest to coś, co będziesz mógł zastosować w swoim życiu albo przynajmniej coś dającego Ci do myślenia.
Czy warto zrobić coming out wobec żony? Według mnie i wielu mężczyzn, których poznałem poprzez GAMMA, absolutnie tak! Bez wątpienia. Choć kiedyś myślałem, że jeśli się wyoutuję, mój świat eksploduje i zostaną z niego tylko zgliszcza. Ta decyzja oczywiście sporo kosztuje i ma konsekwencje. Nie jest tak, że przyznasz się do bycia gejem i już. To długotrwały proces. Ja także go przeszedłem. Pamiętam, jak silne targały mną emocje, czułem paraliżujący strach. Ale to, co zyskujesz na końcu tej podróży, to możliwość życia w sposób autentyczny i szczery.
Co ciekawe, moja żona podejrzewała, że jestem gejem. Mówi, że bardzo często o tym myślała, ale świadomie podejmowała ryzyko, bo było jej ze mną dobrze. Dopiero 18 lat po ślubie miała wystarczająco odwagi, by mnie zapytać. Zobaczyłem wtedy całe swoje życie przed oczami, wykrztusiłem „chyba tak” i wybuchłem płaczem.
Później zaczęło się tłumaczenie. Bo ludzie lubią myśleć, że skoro ukrywałem swoją orientację, całe moje życie było jednym wielkim kłamstwem. No więc, nie było. Podejmujemy decyzje, które w danym czasie uważamy za właściwe. Zakochujemy się, żenimy, często będąc do tych decyzji szczerze przekonanymi. Ale z czasem te nasze odczucia się zmieniają. Cierpimy, często czujemy fizyczny i psychiczny ból. Spotykałem mężczyzn, którzy zapadali na poważne choroby, bo nie potrafili się otworzyć. Tłumienie pożądania doprowadzało ich do szału.
Oscar Wilde mówił, że impulsy, które próbujemy zdusić, fermentują w naszych umysłach, dusząc nas. Gdy przychodzi do mnie facet i mówi: “Nie wiem, co robić. Mam żonę, ale od lat nie uprawiamy seksu. Staram się, ale nie wychodzi. Czuję pociąg do mężczyzn, czy to oznacza, że jestem „bi”?”. Odpowiadam: “Zadaj sobie kilka pytań. Zacznij od tego, dlaczego tutaj przyszedłeś, czy obecny stan rzeczy Ci odpowiada?”. Zagubienie zwykle oznacza, że niebawem dowiesz się o sobie czegoś nowego. Spróbuj nazwać to, co naprawdę czujesz. To moment, w którym kluczowa jest “brutalna” szczerość z samym sobą. Ty sam musisz zrozumieć siebie, swoje potrzeby i podjąć odpowiednie decyzje. GAMMA nie daje rad, nie twierdzimy, że koniecznie musisz zrobić wobec żony coming out. Mówimy: zrób to, co czujesz, że jest według Ciebie właściwe.
Wtedy właśnie wsparcie jest kluczowe, ktoś może pomóc Ci zadać sobie właściwe pytania. Musi się wydarzyć cały proces akceptacji Twojej sytuacji i to jest najtrudniejsze. Cztery procesy i wartości są dla nas w GAMMA fundamentalne: samopoznanie, akceptacja, autentyczność i spójność.
Tylko cztery słowa, ale jak ważne. Nieustannie przypominam o nich uczestnikom spotkań. Samopoznanie zajęło mi trzy lata, podczas których dużo medytowałem, szczególnie w temacie mojej seksualności. Aż wreszcie siebie odkryłem i zaakceptowałem. A potem chodzi o to, by być autentycznym, być dokładnie tą osobą, którą się jest. Niczego nie udawać ani przed sobą, ani przed innymi. Gdy ktoś Cię pyta, czy jesteś gejem, odpowiadasz: „Tak. Czy masz z tym problem? Jeżeli tak, to Twój problem, nie mój”. Bycie gejem to nie jest powód do wstydu.
Co zrobić, jeżeli utknąłeś na lata, nie potrafisz zrobić tego decydującego kroku? Musisz wyjść od pytania, czy obecny stan rzeczy Ci odpowiada? Jeżeli ciągle powielasz te same zachowania, równocześnie oczekując różnych rezultatów, to można to nazwać szaleństwem. Kluczem jest zmiana zachowań. “Utknięcie” oznacza ciągłe rozmyślanie: „zrobić coming out czy nie” . To może trwać latami i donikąd nie prowadzi, ponieważ brakuje przecinającej ten schemat decyzji. Wybieramy myślenie w kółko o jednym. Wiele zależy więc od zrozumienia tego mechanizmu oraz od wypracowania metody na wyrwanie się z błędnego koła.
Nasze działania powodowane są prostym systemem oceny myśli. Wartości, które przypisujemy myślom, wywołują emocje. Te emocje kierują z kolei naszymi zachowaniami. Jeżeli nieustannie zamartwiasz się, że jesteś gejem, że to straszna rzecz, to oznacza, że przypisujesz tym myślom dużą wartość. Skutkuje to silnymi emocjami, zwykle stanami niepokoju, lękami, czy nawet depresją. Można więc powiedzieć, że źle się czujemy z wyboru (oczywiście nie mówię tutaj o jednostkach chorobowych).
Pomocna jest zmiana zachowań, np. używanie innych słów niż mieliśmy w zwyczaju. Nasza wewnętrzna komunikacja, jak i ta zewnętrzna, są bardzo ważne. Jeżeli ciągle powtarzasz sobie “Jestem gejem i to jest złe”, to tak się pewnie będziesz czuł. Zmień to, mów: “Jestem gejem, ale to nie znaczy, że jestem złą osobą. Wszystko sobie ułożę!”. Bądź dobry dla siebie.
Jak odebrały te wszystkie zmiany dzieci? Ten element często pojawia się w e-mailach, które dostaję od czytelników bloga. Powiedziałem dzieciom tak szybko, jak to było możliwe, dzień po tym, gdy powiedziałem mojej żonie. Moje córki miały wtedy 9 i 11 lat. Było kilka łez, ale można powiedzieć, że przyjęły to stosunkowo dobrze. Moja młodsza córka potrzebowała trochę więcej czasu, by przetrawić temat (gdy jej powiedziałem, to po chwili wróciła do przerwanej zabawy). Kilka tygodni później rozmawiałem w samochodzie z moją starszą córką i wtedy ta młodsza powiedziała: „Jesteś gejem tato, tak?”. Gdy kilka tygodni po moim coming oucie kładłem dziewczynki spać, starsza zaskoczyła mnie, mówiąc: “Jestem szczęściarą, będę miała trzech tatusiów!”.
Dzieci różnie przyjmują coming out rodzica. Ważne, by im uświadomić, że niezależnie od wszystkiego, nadal je kochamy. Ja sam szybko zrozumiałem, że muszę być wyjątkowo uważny, muszę mieć pewność, że moje córki wiedzą, że je kocham, że jestem i nigdzie się nie wybieram, że chcę być częścią ich życia oraz by one były w moim życiu, że jestem ich ojcem i nic tego nie zmieni. Te komunikaty są dla dzieci ważne. I nie chodzi tylko o ich wypowiedzenie, ale także o pokazanie w sposób niewerbalny poprzez nasze zachowanie. To musi wybrzmieć jasno, że chcesz być dla nich zawsze, nawet jeżeli mieszkacie w różnych miejscach. Tak było w moim przypadku. Dzisiaj moje córki mieszkają ze mną i moim partnerem. Twierdzą, że dzięki temu doświadczeniu są bardziej otwarte na różnorodność.
Znasz inne doświadczenia? Raz zaprosiliśmy dorosłe dzieci uczestników spotkań GAMMA, by przyszły na nasze spotkanie i opowiedziały o swoich doświadczeniach. Ich historie były naprawdę interesujące. Jeden chłopak wstał i powiedział, że ma pretensje do ojca, bo nie powiedział mu wcześniej – „Jestem Twoim synem! Jak mogłeś zataić coś, co jest dla Ciebie tak ważne?!”. Ten brak szczerości skomplikował ich relacje. Były też opowieści o tym, że dzieci same zorientowały się wcześniej.
Jako przewodniczącemu GAMMA, co daje Ci najwięcej satysfakcji? Szczęśliwi mężczyźni. Przychodzą z niepokojami, w depresji, na lekach, czasami z myślami samobójczymi. Te problemy wydają się znikać, gdy dokonają coming outu.
Blog Adama znajdziecie pod adresem Homomąż.blog.
Ale złożona i skomplikowana sytuacja związana z seksualnością nie uprawnia do bredzenia, że słowo "gej" i "homoseksualista" oznacza coś innego. Te słowa oznaczają dokładnie to samo, przy czym "homoseksualista" niesie konotację nieco negatywną.
W żadnych pracach naukowych ani żaden lekarz, seksuolog, psychiatra ani nikt inny nie wymyśla takich chorych rozróżnień.
Słowo "gej" to słowo potoczne, które po prostu oznacza osobę homoseksualną, a to, co ta homoseksualność oznacza, jest już CAŁKOWICIE osobną sprawą. Przestańcie udawać ekspertów, którymi nie jesteście.
W przypadkach opisywanych w artykule i podkreślonych mylącym tytułem mówimy o osobach o orientacji homoseksualnej (lub biseksualnej), które przynajmniej okresowo realizowały się seksualnie w małżeństwie heteroseksualnym. Czyniąc tak - niezgodnie z własną biologiczną naturą - dawały do zrozumienia, że widoczny społecznie homoseksualizm jest czymś złym.
Czyniąc tak (czyli ukrywając swoją orientację) nie daje się niczego do zrozumienia.
Coo najwyżej przekonuje się samego siebie. Tylko po co?
poza tym większość "nas" w tym kraju ukrywa swoją orientację wobec świata i nie istotne czy nazywamy ich gejami, czy homoseksualistami, to kolejna bzdura powodująca, że nie komentujemy artykułu tylko cytujemy czarekz'a
Proszę zatem mnie nie cytować, tylko napisać coś cytatliwego.
W przypadkach opisywanych w artykule i podkreślonych mylącym tytułem mówimy o osobach o orientacji homoseksualnej (lub biseksualnej), które przynajmniej okresowo realizowały się seksualnie w małżeństwie heteroseksualnym. Czyniąc tak - niezgodnie z własną biologiczną naturą - dawały do zrozumienia, że widoczny społecznie homoseksualizm jest czymś złym.
Czyniąc tak (czyli ukrywając swoją orientację) nie daje się niczego do zrozumienia.
Coo najwyżej przekonuje się samego siebie. Tylko po co?
Czyżby? Ukrywanie orientacji to nie założenie peleryny niewidki pożyczonej od p. Pottera. To swoista gra z otoczeniem, które najczęściej doskonale wie, co w trawie piszczy, a zwłaszcza w jakiej tonacji. Często lepiej od samego ukrywającego się.
W przypadkach opisywanych w artykule i podkreślonych mylącym tytułem mówimy o osobach o orientacji homoseksualnej (lub biseksualnej), które przynajmniej okresowo realizowały się seksualnie w małżeństwie heteroseksualnym. Czyniąc tak - niezgodnie z własną biologiczną naturą - dawały do zrozumienia, że widoczny społecznie homoseksualizm jest czymś złym.
Czyniąc tak (czyli ukrywając swoją orientację) nie daje się niczego do zrozumienia.
Coo najwyżej przekonuje się samego siebie. Tylko po co?
poza tym większość "nas" w tym kraju ukrywa swoją orientację wobec świata i nie istotne czy nazywamy ich gejami, czy homoseksualistami, to kolejna bzdura powodująca, że nie komentujemy artykułu tylko cytujemy czarekz'a
W przypadkach opisywanych w artykule i podkreślonych mylącym tytułem mówimy o osobach o orientacji homoseksualnej (lub biseksualnej), które przynajmniej okresowo realizowały się seksualnie w małżeństwie heteroseksualnym. Czyniąc tak - niezgodnie z własną biologiczną naturą - dawały do zrozumienia, że widoczny społecznie homoseksualizm jest czymś złym.
Czyniąc tak (czyli ukrywając swoją orientację) nie daje się niczego do zrozumienia.
Coo najwyżej przekonuje się samego siebie. Tylko po co?
Przykro mi, ale nie przyjmuje tego tłumaczenia.
Orientacja seksualna, ukryta i wypierana (abstrahując od powodów) nie jest równoznaczna orientacją zaakceptowaną, ujawnioną i dającą jakieś poczucie wspólnoty (mniejszej czy większej, to inna sprawa), zmieniającą tym samym w pozytywny sposób świat.
W przypadkach opisywanych w artykule i podkreślonych mylącym tytułem mówimy o osobach o orientacji homoseksualnej (lub biseksualnej), które przynajmniej okresowo realizowały się seksualnie w małżeństwie heteroseksualnym. Czyniąc tak - niezgodnie z własną biologiczną naturą - dawały do zrozumienia, że widoczny społecznie homoseksualizm jest czymś złym.
Nawet jeśli w języku polskim definiujemy geja szeroko, to w przypadku tytułu tego artykułu, jest to zgrzyt i fałszowanie rzeczywistości.
Cieszę się, że jest organizacja, która jakiej grupie osób (chyba już coraz mniej licznych, zważywszy przemiany cywilizacyjne, w części 'zachodniej' świata) pomaga. Ale zróbmy jednak rozróżnienie, między 'dumnymi gejami', a 'ukrytymi homoseksualistami' (nie odbierając tym drugim ludzkiej godności i rozumiejąc ich trudną niekiedy sytuację).