Przed nami seria wyborów: samorządowych, europejskich, prezydenckich i parlamentarnych. Sytuacja nie jest za wesoła, wprawdzie w ostatnich sondażach coś drgnęło, ale siły progresywne, które mogłyby stanowić ofertę polityczną dla osób LGBTQIA+ wciąż w tych sondażach zajmują albo ostatnie miejsca, albo wręcz ich w nich nie ma. Co robić? Podpowiedzi trzeba szukać w doświadczeniach dawnej opozycji PRL-owskiej i słynnym haśle Jacka Kuronia: „Nie palcie komitetów. Zakładajcie własne!”. Wtedy odnosiło się to do akcji podpalania budynków komitetów (miejskich czy wojewódzkich) Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. A dziś?
- Jacek Kochanowski -
Dziś w ogromnym stopniu polska polityka jest zakładniczką kolejnych wybryków rządzącej partii. Jest to w jakimś stopniu usprawiedliwione: trzeba zabierać głos i protestować, walczyć z tym wszystkim, co wyprawiają kaczyści, niszcząc demokrację i państwo prawa.
Ale musi temu towarzyszyć propozycja pozytywna, realny program na czasy „po PiS-ie”, wizja tego, jakiego państwa chcemy, w jakim kierunku mają zmierzać polskie sprawy.
Szczególnie jest to istotne w przypadku sił postępowych, progresywnych: odsunięcie ugrupowania Kaczyńskiego od władzy może stworzyć klimat dla wprowadzenia ważnych dla naszej społeczności rozwiązań. Skrajnie konserwatywny PiS może obudzić elektorat, który chce żyć w państwie otwartym, tolerancyjnym, szanującym prawa człowieka i demokrację. Musimy być na to przygotowani.
Taką ofertę prezentują dziś oczywiście przede wszystkim partie lewicowe. Razem, Zieloni, Dom Wszystkich Polska Ryszarda Kalisza, Społeczeństwo Fair Anny Grodzkiej czy Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej - wszystkie te partie i organizacje przedstawiają progresywny program dla Polski, obejmujący także takie kwestie, jak równość małżeńską czy przynajmniej związki partnerskie, prawne uregulowanie sytuacji osób transpłciowych, ochronę praw mniejszości, walkę z mową nienawiści, edukację na rzecz tolerancji itp. Myślę, że Sojusz Lewicy Demokratycznej, choć wielokrotnie nas zawiódł jako partia rządząca, zdał sobie wreszcie sprawę, że na samych sentymentach PRL-owskich nie da się już zbudować ugrupowania zdolnego do rządzenia. Co więcej: także partie prawicowe (choć chyba bardziej .Nowoczesna niż Platforma Obywatelska) zaczynają dostrzegać, że europejskie partie konserwatywne także zrozumiały, że prawa kobiet, osób nieheteroseksualnych, osób transpłciowych czy sprzeciw wobec mowy nienawiści to nasze zdobycze cywilizacyjne, które należy implementować do narodowych systemów prawnych ponad różnicami politycznymi. Jak wiadomo, .Nowoczesna przygotowuje nawet własny projekt ustawy o związkach partnerskich.
Ale - nic o nas bez nas! Nie możemy biernie czekać, aż ktoś poda nam związki partnerskie, równość małżeńską czy regulację uzgodnienia płci na tacy. Musimy brać przykład z Roberta Biedronia i Anny Grodzkiej. Oni przetarli „szlak bojowy”, oswoili polskie społeczeństwo z osobą jawnie homoseksualną czy transpłciową w polityce. To nie było łatwe: Robert Biedroń został przecież kilkakrotnie pobity, zaś Ania Grodzka, której miałem zaszczyt i szczęście być bliskim współpracownikiem, wielokrotnie mierzyć się musiała z brutalnymi atakami i agresją. Ale dali radę i byli skuteczni. Doprowadzili do zajęcia się przez Sejm sprawami dla nich ważnymi: związkami partnerskimi czy uzgodnieniem płci. Ustawę w tej drugiej sprawie Sejm nawet uchwalił, ale za późno - zawetował ją prezydent z PiS-u.
Ani i Robertowi udało się coś jeszcze: choć nie zaniedbywali „naszych” spraw, pokazali, że osoba homoseksualna czy transpłciowa wcale nie musi być polityczką czy politykiem jednej sprawy. Robert odnosił wielkie sukcesy w polityce międzynarodowej m.in. jako przedstawiciel Polski w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy (proszę nie mylić z Radą Europejską, instytucją UE kierowaną obecnie przez Donalda Tuska czy Parlamentem Europejskim). Ania zaś bardzo szybko i skutecznie zajęła się sprawami sprawiedliwości społecznej, pracując m.in. nad ochroną praw lokatorskich, zabezpieczeniem praw pracowniczych (jej organizacja Społeczeństwo FAIR przygotowało projekt nowelizacji Kodeksu Pracy) czy problemami związanymi z ideą zrównoważonego rozwoju. Dlatego dziś prawie bez echa przeszedł coming out kandydującego na stanowisko wiceprezydenta Warszawy polityka .Nowoczesnej Pawła Rabieja. Gej, lesbijka, osoba biseksualna czy transseksualna w polityce to dziś już żadna sensacja. Dzięki Robertowi i Ani.
Dlatego namawiam serdecznie: kandydujcie. Nie ma co czekać, aż progresywna polityka zrobi się sama.
Zamiast zużywać całą energię na krytykowanie PiS-u czy, co gorsza, krytykowanie przychylnych nam organizacji - działajmy.
Naprawdę polityka jest dla ludzi, trzeba tylko mieć odrobinę motywacji - a wizja otwartego, tolerancyjnego państwa jest chyba wystarczającą motywacją? Jeśli takiego państwa chcemy, jeśli chcemy osiągnąć w Polsce europejskie standardy w zakresie przestrzegania praw człowieka, musimy wejść do polityki.
Przed nami wybory samorządowe. One dają możliwość zaangażowania się na takim poziomie, jaki odpowiada naszemu temperamentowi i zainteresowaniom: od poziomu dzielnicy czy gminy, przez poziom miast i powiatów po poziom wojewódzki. Na każdym z tych etapów jest miejsce dla tęczowych polityczek i polityków. Pamiętajcie - samorządy odpowiadają m.in za edukację (Robert Biedroń doprowadził do tego, że w słupskich szkołach będą lekcje edukacji seksualnej), za instytucje kultury, ale przecież także za ochronę środowiska, transport, budownictwo komunalne - wiele spraw, które składają się na codzienną jakość naszego życia.
A potem wybory europejskie - czy trzeba przekonywać, że tęczowi europosłowie i tęczowe europosłanki są bardzo potrzebni, by lobbować za wsparciem dla przemian społecznych i kulturowych w naszym kraju tak, by z państwa skrajnie konserwatywnego stać się modelowym państwem postępowym? Konieczności startu queerowych polityczek i polityków w wyborach parlamentarnych nie muszę chyba uzasadniać. Co zaś do wyborów prezydenckich, no cóż. Robercie, niestety, musisz!
Jeśli naprawdę chcesz zmiany w naszym kraju, jeśli masz dość wszechobecnego smrodu kruchty i odoru seksizmu, homofobii, bifobii, transfobii i ksenofobii, jeśli chcesz społeczeństwa otwartego, jeśli chcesz, by wreszcie zrealizowano art. 2 Konstytucji RP: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej”, jeśli chcesz o tę sprawiedliwość walczyć - do roboty!
Znajdź partię lub organizację, która jest ci bliska i zgłoś chęć współpracy i ewentualnie także kandydowania w wyborach. Niech w tych wyborach Polskę zaleje wielkie tsunami tęczowych kandydatów i kandydatek na radnych, burmistrzów, starostów, prezydentów.
Daj szansę ludziom ze swojej społeczności lokalnej, by mogli głosować na osobę reprezentująca siły progresywne. Lesbijki, geje, osoby biseksualne, osoby transpłciowe oraz wszystkie inne osoby o nienormatywnej identyfikacji płciowej czy seksualnej: do polityki! Lewą marsz!
Piątek, 24.08.2018 Kochanowski prozą: Biedroń nadchodzi?
Piątek, 10.08.2018 Kochanowski prozą: przebudzenie
Piątek, 06.07.2018 Kochanowski prozą: partia na swoim
Wtorek, 27.03.2018 Dwa zbawienia Toma of Finland
Poniedziałek, 01.06.2015 Parlament bez lewicy jest coraz bardziej realny?
Zdaję sobie sprawę, że to też może być kwestia przyzwyczajenia i dlatego też niektóre żeńskie formy mogę wydawać się zabawne.
Czy możesz rozwinąć "indywidualną sytuację"? To znaczy, że są panie, które życzą sobie używania tylko i wyłącznie form żeńskich?
Tak, niektóre Panie tak chcą, ale nie o to mi chodziło.Miałam na myśli, że niektóre rzeczowniki da się sfeminizować, utworzyć rodzaj żeński bez utraty przez nie powagi, a inne nie, np "doktorka" jest fatalne, ale "dziennikarka" już nie.
Zdaję sobie sprawę, że to też może być kwestia przyzwyczajenia i dlatego też niektóre żeńskie formy mogę wydawać się zabawne.
Czy możesz rozwinąć "indywidualną sytuację"? To znaczy, że są panie, które życzą sobie używania tylko i wyłącznie form żeńskich?
Zdaję sobie sprawę, że to też może być kwestia przyzwyczajenia i dlatego też niektóre żeńskie formy mogę wydawać się zabawne.
Czy możesz rozwinąć "indywidualną sytuację"? To znaczy, że są panie, które życzą sobie używania tylko i wyłącznie form żeńskich?
Czy serio podoba Wam się określenie "polityczka"? Słyszałem też w radiu ostatnio "naukowczyni" albo "gościni". Mam wrażenie, że po zaserwowaniu takiego tytułu ulatuje gdzieś powaga z dyskusji, czy artykułu. Mi w każdym razie ząb zgrzyta trochę.
Pytam poważnie.
"...zapraszam do okrągłego stołu w Słupsku i współpracy ze mną. Zapraszam Grzegorza Schetynę, Katarzynę Lubnauer, Ryszarda Petru i innych. Załóżmy symboliczną partię wszystkich Polaków pod nazwą Polska. Weźmy odpowiedzialność za Polskę i stwórzmy szeroki front."
'i innych"... tzn. lewicę (nie padło żadne z wymienionych przez Jacka Kochanowskiego nazwisk). Już to napisałem, ale powtórzę RB to polski odpowiednik Macrona - a neoliberalna prawica jest najgorszą rzeczą, jaka może przyjść po PiS.
"partię wszystkich Polaków" - ein Reich... być może, tylko wróg w postaci ein Zwilling to trochę za mało (gdzie mu tak do gejów niewolących naród czy imigrantów z owsikami)...