Co to było za show! Wypełniona po brzegi krakowska Arena została porwana przez Queen i Adama Lamberta. Dawno nie byłam na koncercie, podczas którego wśród publiczności czuło się aż tyle pozytywnej energii. Oczywiście, można się zastanawiać, czy to faktycznie jeszcze stare Queen, czy Lambert pasuje wokalnie do niektórych utworów legendarnego zespołu i czy nie za dużo w tym teatralnej sztuczności. Ale po co?
Adam Lambert to dowód na to, że "amerykański sen" może się spełnić: utalentowany chłopak, który w popularnym programie telewizyjnym pokazał na co go stać i wykorzystał swoją szansę. To właśnie w "Idolu" Lambert, Brian May i Roger Taylor spotkali się po raz pierwszy. Kilka lat później Adam jedzie z Queen w trasę. Czy może być lepsze zakończenie tej historii?
Oczywiście, wiele osób do pomysłu Maya i Taylora podchodziło sceptycznie. Czy ktokolwiek jest w stanie zastąpić Freddiego? I tu pierwsza wielka pochwała dla
Lamberta - on nikogo nie próbuje zastąpić. Na scenie jest sobą: przegiętą, zaczepną, ale uroczą i świetnie śpiewającą divą. Jest pewny siebie gdy śpiewa, ale jest też miłym i skromnym chłopakiem, który pomiędzy piosenkami dziękuje publiczności za danie mu szansy i na każdym kroku oddaje hołd muzykom i Freddiemu.
Cały koncert jest w sumie wielkim hołdem oddanym Mercury'emu. Jednym z najbardziej magicznych momentów show było wspólne (Maya z publicznością) odśpiewanie "Love of my life". W pewnym momencie na telebimach pojawił się śpiewający Freddie (nie ostatni raz podczas koncertu).
Trasa z Lambertem to także okazja dla Briana Maya i Rogera Taylora, by pokazać, że
rock'n'rolla mają we krwi. Długie solówki gitarowe Maya, pojedynek Taylora (z synem) na perkusje, świetne aranżacje największych hitów Queen - mam wrażenie, że starzy fani Królowej byli usatysfakcjonowani. W pewnym momencie May zapowiedział, że "udamy się w kosmos", przyznam, że czułam się w ten kosmos zabrana. Obecność na scenie Lamberta była idealnie zbalansowana - zaśpiewał największe hity, miał też swoją chwilę na popisywanie się ("Somebody to Love", podczas którego uroczo przeginał się na wszystkie strony), ale May i Taylor nie dali nam zapomnieć, że to nie Adam jest tu największą gwiazdą.
Dzień przed koncertem Brian May napisał na Twitterze, że Kraków jest piękny i jest podekscytowany tym, że zagra w tym mieście po raz pierwszy. Podobne zapewnienia padały też ze sceny, zarówno z ust Maya, jak i Lamberta. Po koncercie Brian podziękował za wspólny "emocjonalny wieczór".
Oj tak, emocji nie brakowało. Wśród publiczności były też osoby, które
w naszym konkursie wygrały wejściówki. Mam nadzieję, że bawili się równie świetnie jak ja!