Na zachodzie gorąca dyskusja o PrEP - czyli profilaktyce przedekspozycyjnej. Czym PrEP jest i o co chodzi z Truvadą? Dlaczego wywołuje takie emocje? I co z tym wszystkim mają wspólnego mężczyźni uprawiający seks z mężczyznami? Zapraszamy do lektury naszej rozmowy ze Stanisławem Żołądkiem, wiceprzewodniczącym Stowarzyszenia Profilaktyki i Wsparcia w zakresie HIV/AIDS „Jeden Świat”!
Największy amerykański magazyn LGBT, "The Advocate" przez cały październik serwował swoim czytelnikom i czytelniczkom teksty, wyniki badań, poradniki, felietony dotyczące PrEP.
Profilaktyka przedekspozycyjna (pre-exposure prophylaxis) polega na przyjmowaniu leku Truvada w celu zredukowania możliwości zakażenia się wirusem HIV. Czym Truvada jest? Niebieską tabletką przeciwwirusową, którą stosuje się w profilaktyce poekspozycyjnej - mówiąc jeszcze prościej: Truvadę przyjmują osoby zakażone, lek redukuje liczbę kopii wirusa HIV we krwi i utrzymuje ją na niskim poziomie, hamuje też rozwój zakażenia i zapobiega rozwojowi AIDS. Kilka lat temu zaczęły się duże badania, by sprawdzić działanie Truvady jako profilaktyki przedekspozycyjnej - nie jako medykamentu po, ale
prewencyjnego, zapobiegającego zakażeniu się. Amerykańska Agencja Żywności i Leków zatwierdziła Truvadę jako PrEP w 2012 roku, w maju tego roku rządowe Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom (CDC) zarekomendowało PrEP jako metodę ograniczenia nowych zakażeń u osób, u których występują ryzykowne zachowania.
CDC przygotowało poradnik, w którym zachęca do korzystania z PrEP, w tym m.in.
homo- i biseksualnych mężczyzn. Podobne zalecenia wydały też w tym roku Światowa Organizacja Zdrowia (o czym było trochę głośniej nawet w Polsce), czy jedna z największych organizacji LGBT w USA, Human Rights Campaign. Największym echem w polskich mediach odbiło się
zalecenie WHO dotyczące MSM - czyli mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami. Czy nam się to podoba, czy nie, seks analny jest wciąż w kontekście zakażenia HIV ryzykownym zachowaniem, a niestety statystyki w USA nie napawają optymizmem:
najwięcej nowych zakażeń jest właśnie w grupie MSM, w tym wśród Afroamerykanów i Latynosów. Przez cały październik i listopad trwała w USA duża ofensywa edukacyjna dotycząca zalet PrEP, wypowiadali się lekarze, działacze, celebryci. Niedawno w USA miał miejsce też jeden z pierwszych coming outów truvadowych - ujawnił się polityk z San Francisco, Scott Wiener. "Geje powinni więcej uwagi poświęcić PrEP. Mam nadzieję, że moje głośne mówienie o tym pomoże" - napisał Wiener w oświadczeniu. Na rolę PrEP zwrócił też uwagę ostatnio
Elton John, który skrytykował społeczność LGBT za skupienie się na równości małżeńskiej i zapomnienie o AIDS. Nie wszyscy są jednak takimi optymistami, największy opór względem PrEP pojawił się u grupy starszych, pamiętających lata 80. aktywistów. "Jak dla mnie jest coś tchórzliwego w przyjmowaniu Truvady, zamiast korzystania z kondomów. Bierzesz lek, który jest dla ciebie trucizną i przez to masz mniej energii na walkę, na zaangażowanie, na działanie" - mówił z okazji telewizyjnej premiery filmu "Odruch serca" dramaturg i ikona gejowskiego aktywizmu w USA,
Larry Kramer. Nie brakuje też obaw, że spychanie prezerwatyw na margines spowoduje wzrost zachorowań na choroby przenoszone drogą płciową.
Tymczasem kolejne kraje zlecają badania nad profilaktyką przedekspozycyjną i rozważają włączenie PrEP w programy profilaktyczne, w tym m.in. Francja, Kanada i Wielka Brytania.
O czym w całej dyskusji, która wciąż trwa, się zapomina? Że PrEP jest także dla par plus/minus, czy dla par, które chcą mieć dziecko.
O tym, zaletach i wadach profilaktyki przedekspozycyjnej, ale też o innych kwestiach związanych z PrEP opowiadał w rozmowie z naszym portalem Stanisław Żołądek, wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Profilaktyki i Wsparcia w Zakresie HIV/AIDS "Jeden Świat".Czym PrEP jest?PrEP, czyli profilaktyka przedekspozycyjna to przyjmowanie dokładnie tych samych leków, które przyjmują osoby zakażone HIV. Ma to znacznie zmniejszyć prawdopodobieństwo zakażenia się HIV, jeśli dojdzie do jakichś ryzykownych zachowań. W tym momencie na rynku dostępna jest przebadana i dopuszczona Truvada, która jest połączeniem dwóch leków: emtrycytabiny i tenofowiru.
Leki antyretrowirusowe nie tylko hamują rozwój zakażenia HIV i pomagają osobom seropozytywnym. Można je też stosować jako profilaktykę poekspozycyjną (PEP) – po jakimś zdarzeniu, kiedy mogło dojść do zakażenia, osoba narażona bierze je przez miesiąc, dzięki czemu w dużym stopniu uniemożliwia rozwój zakażenia. Do zakażenia po prostu nie dochodzi. Podobnie ma się rzecz z PrEP – ktoś wpadł na pomysł, że dwa odpowiednio dobrane leki brane regularnie i systematycznie powinny mieć działanie zapobiegające zakażeniu – w mechanizmie podobnym jak w PEP. Kluczem jest oczywiście systematyczność w przyjmowaniu leków – bo tu często zaczyna się problem.
Dlaczego na zachodzie o PrEP tyle się mówi w kontekście MSM?Bo niestety w krajach zachodnich, przez co rozumiem Europę Zachodnią i Stany Zjednoczone, najwięcej nowych zakażeń jest w populacji MSM. Prawda też jest taka, że o PrEP dużo się mówi w mediach w kontekście MSM, bo to jest bardzo medialne. Zapomina się jednak, że PrEP jest też dla par plus/minus, nie tylko tych, które starają się o dziecko, dla osób używających narkotyków w iniekcjach. Słyszymy: o, muszą brać leki, więc w końcu mamy dowód, że to taka straszna grupa ryzyka! (jak wiemy
grupy ryzyka nie istnieją) A jak nie będą brać tych leków to wymrą – to się medialnie fajnie sprawdza, prawda?
Co z prezerwatywami?O prezerwatywie mówiliśmy przez 20 lat, a nawet i 30! Jak tylko się okazało, że prezerwatywa zabezpiecza przed zakażeniem, to było trucie o prezerwatywie. Nie ukrywajmy, nie każdy je lubi. W szczególności, gdy mówimy o populacji MSM, a w zasadzie o gejach, bo w MSM jest mnóstwo ukrytych populacji, do których się nie dociera. Uważa się oczywiście, że geje są najlepiej w kwestii HIV wyedukowaną grupą, niekoniecznie młodsi, ale zwłaszcza ci starsi, którzy przeszli swoje, widzieli umierających w związku z AIDS znajomych. Oni mają wtłoczone do głowy, że gumka jest potrzebna, ale kurde nie każdy te gumki lubi!
Do tej pory były trzy drogi zabezpieczające bez zakażeniem:
A) abstynencja seksualna – nie będziesz uprawiał seksu, nie zakazisz się drogą kontaktów seksualnych,
B) bycie wiernym – przy założeniu, że oboje partnerzy są niezakażeni,
C) condoms - czyli prezerwatywy. Nie da się ukryć, że dla niektórych punkty A i B mogą być trudne. Jeżeli do tego dojdzie jednak
droga D (drugs?) – tym lepiej. Dlaczego tak dużo o Truvadzie się też mówi na zachodzie? Być może właśnie z tych samych powodów, dla których przez te 30 lat mówiło się o prezerwatywie. Nie do wszystkich informacja ta jeszcze dotarła.
Zastanawiam się też jaki to może mieć wpływ na Polskę. Jak to jest z nowymi zakażeniami?Mamy od 500 do 700 nowych zakażeń rocznie, zarejestrowanych oczywiście. Problem polega na tym, że
w pesymistycznej wersji tylko 30 proc. zakażonych wie o zakażeniu, reszta się po prostu nie bada. W tym momencie w Polsce mamy ok. 18 tys. zakażonych osób, więc nawet jeżeli to jest tylko 30 proc. wszystkich zakażonych to maksymalnie mamy ponad 60 tys. osób w Polsce. Pytanie – kim jest ta grupa, która nie wie o swoim zakażeniu? Większość historii o późnych diagnozach, czyli już w stadium AIDS, jakie znam to są historie 40/50-letnich heteroseksualnych mężczyzn, którzy nigdy nie pomyśleliby, żeby wykonać test na HIV. Geje jednak o wiele częściej się testują niż cała reszta. Ciężko jest jednak oszacować. Przede wszystkim powinniśmy jednak promować testowanie: tak naprawdę najczęściej zakażamy się od osób, które nie wiedzą, że są zakażone. Jeśli osoba zakażona bierze leki i ma niewykrywalną wiremię (poziom wirusa we krwi) - to istnieje zdecydowanie mniejsze prawdopodobieństwo, że ktoś się od niej zakazi. Obecnie są przeprowadzane duże badania w USA, które wstępnie wskazują, że jeżeli osoba zakażona bierze regularnie leki i ma od 6 miesięcy niewykrywalną wiremię – nie ma ryzyka zakażenia partnera seksualnego. Badanie co prawda kończy się za dwa lata, ale tak właśnie wskazują wstępne wyniki. Z resztą mówili o tym już w 2005 Szwajcarzy.
Czyli w naszym polskim przypadku ciągle bardziej edukacja niż informowanie o nowych metodach profilaktyki?W sumie tak. W Polsce jest w ogóle problem z kampaniami promującymi używanie prezerwatyw, co świat zrobił jakieś 20 lat temu. "Sukcesem" Krajowego Centrum ds. AIDS była kampania "Prezerwatywa przedłuża przyjemność" - w naszych badaniach wyszło jednak, że mało kto ją widział...
Wiemy też jak się skończyła kampania "Seks w wielkim mieście"...Tak, była zbyt liberalna jak na polskie standardy. Więc jeśli jest problem z kampaniami z prezerwatywami, kierowanymi do wąskiego grona i teraz zaczniemy mówić o PrEP? To może być dla ludzi za dużo, przeskoczymy jeden etap, tak się mi wydaje. Krajowe Centrum ds. AIDS i tak robi, co może, żeby działać skutecznie w Polskich realiach.
Jeśli w mediach znowu się przewinie, że jest pigułka dla gejów, żeby nie zakażali się HIV – to po raz kolejny tłoczymy Polakom do głowy, że HIV to problem gejów. Ostatnio rozmawiałem z pewną panią, która opowiadała mi, że jej dziecko miało w gimnazjum projekt na plakat na temat HIV w Afryce. Więc tłoczymy dzieciom do głowy, że HIV to problem Afryki. Otwieram gazetę – HIV to problem gejów. Jeżeli więc jestem białym, heteroseksualnym, nie biorącym narkotyków człowiekiem to mnie ten temat nie dotyczy.
Gdzieś w tym przekazie się zapomina, że ten temat dotyczy wszystkich, którzy podejmują ryzykowne zachowania. Owszem, jeżeli mówimy już o ryzykownych zachowaniach – seks analny jest najbardziej ryzykowny...
Ale chyba zapominamy, że uprawiają go nie tylko geje?Tak!
(śmiech) To prawda. Seks analny mogą uprawiać wszyscy i dużo osób to robi. Owszem – populacja MSM to tzw. populacja o zwiększonej liczbie zachowań ryzykownych, ale sama przynależność do grupy o niczym nie świadczy. Weźmy ten seks analny – każdy, kto go praktykuje bez zabezpieczenia ma ryzyko zakażenia HIV, które minimalizuje się np. prezerwatywą a nie przynależnością do grupy.
MSM są też grupą medialną. Kto będzie mówił o osobach sprzedających usługi seksualne? Trzeba się najpierw przyznać, że istnieją, zwłaszcza w Polsce. Wszyscy wiedzą, że geje są, wychodzą na ulicę, manifestują swoją seksualność (cokolwiek to oznacza), więc napiszmy o nich, ludzie o tym na pewno poczytają. Znika aspekt par plus/minus, sex workers, ale prawda taka, że nie tylko w Polsce.
W USA dużo akcji edukacyjnych kieruje się też do homo- i biseksualnych mężczyzn w społeczności afroamerykańskiej i do Latynosów, gdzie jest dość dużo nowych zakażeń.Jeśli chodzi o zakażenia i grupy stygmatyzowane to na świecie działa to jakoś tak dziwnie, że jak w danym kraju jakaś grupa jest dyskryminowana - to tam jest najwięcej zakażeń. W Rosji jest np. duży problem osób przyjmujących narkotyki w iniekcjach. W wielu krajach tematem tabu są też zakażenia w więzieniach. Żeby zacząć stosować programy redukcji szkód, najpierw trzeba się przyznać, że problem istnieje.
Reasumując, zalety i wady PrEP?Zalety: największa to zmniejszenie ryzyka zakażenia, jest to też kolejny produkt do zaoferowania w - jak my to nazywamy - supermarkecie profilaktyki, PrEP daje też większą kontrolę nad życiem i bezpieczeństwem. PrEP zwiększa bezpieczeństwo partnera niezakażonego w przypadku związków plus/minus, nie tylko tych, które chcą mieć dziecko. Wady? PrEP może powodować w głowie takie myślenie, że gumki są niepotrzebne. Oczywiście, jest duże prawdopodobieństwo, że taka osoba się nie zakazi HIV, ale mamy jeszcze rzeżączkę, której pojawiają się bardzo oporne na antybiotyki szczepy, kiłę, którą często się początkowo ignoruje, mamy chlamydiozę, HPV, kłykciny kończyste itd. O tym często się nie myśli. Ludzie mają też tendencję do niebrania regularnego leków, nawet osoby zakażone. Truvada jest droga i jestem w stanie wyobrazić sobie osoby, które stwierdzą, że przez kolejne dwa tygodnie siedzą w domu, więc nie muszą przyjmować tabletek. Na chwilę obecną badania pokazują, że ważna jest regularność, przy czym przy kontaktach analnych musi być 7 dni brania, przy kontakcie z krwią i kontaktach waginalnych - 20 dni, żeby lek zaczął oczywiście działać. Pamiętajmy:
prezerwatywa, o ile nie pęknie, nie zsunie się - daje 100 proc. zabezpieczenia. Co do ceny jeszcze: w Polsce profilaktyka poekspozycyjna jest odpłatna i kosztuje od 2500 do 3000 tys. złotych i trwa miesiąc. W przypadku profilaktyki przedekspozycyjnej lek trzeba brać cały czas, o ile ma on działać. Koszt jest więc dość duży, pewnie niewiele osób na to stać. Wszystko ma swoje zalety i wady, ale moim zdaniem trzeba się cieszyć, że pojawiła się kolejna rzecz do zaoferowania, co prawda pewnie w Polsce w perspektywie kolejnych 20 lat
(śmiech), ale zobaczymy.
Rozmawiała: mdStowarzyszenie Profilaktyki i Wsparcia w zakresie HIV/AIDS „Jeden Świat” istnieje na terenie Małopolski już od lat ’90 XX w. Prowadzi szereg działań skierowanych do osób zakażonych: grupy wsparcia, zajęcia edukacyjne, mediowanie w kontaktach z opieką zdrowotną oraz interwencję kryzysową. Ponadto Stowarzyszenie prowadzi działania na rzecz racjonalizacji przepisów kryminalizujących narażenie na zakażenie oraz interweniuje w przypadku dyskryminujących i stygmatyzujących doniesień medialnych. W ofercie znajdują się również działania profilaktyczne kierowane do różnych grup społecznych oraz edukacyjne przeznaczone głównie dla osób zajmujących się zawodowo pomaganiem. Aby zapewnić profesjonalizm i adekwatność działań, Stowarzyszenie prowadzi też działalność naukową.
Jeden Świat na Facebooku. Anonimowe bezpłatne testy na HIV - strona Krajowego Centrum ds. AIDS.
Dodatkowo nawet jeśli byłoby to refundowane, to nie widzi mi się zażywać leków antywirusowych profilaktycznie. Dla mnie to tak jakbym zażywał profilaktycznie antybiotyki żebym przypadkiem nie zachorował. Nie wiem jaki jest mechanizm działania tego leku, ale wirusy mutują, czasem dość nieprzewidywalnie. Głupio byłoby gdyby wyizolował się szczep, który jest na to niepodatny.
Ostatnia sprawa... Jeśli ta metoda ma niezbyt wielką skuteczność, może się nagle okazać, że grupa ludzi, przekonanych, że są absolutnie bezpieczne podejmuje ryzykowną aktywność seksualną, najlepiej bez prezerwatywy (no bo przecież ich nie lubią, pomijając że można zarazić się mnóstwem innych rzeczy niż tylko HIV) a potem sami rozsiewają, bo przecież są absolutnie zdrowi. Żaden lek nie zastąpi ostrożności i zdrowego rozsądku.
Jak w wywiadzie napisano - zaletą PrEP jest "zmniejszenie ryzyka zakażenia", więc gdzieś kiedyś u kogoś do tego zakażenia dojść może, pomimo łykania Truvady. PrEP można traktować jednak jako zastępstwo gumek - jeżeli zapomni się kupić gumki/zapomni się jej założyć w ferworze namiętności/ktoś nie może ich stosować/nie lubi/itp, to do tej pory miał jedno wyjście - rezygnacja z seksu. Teraz ma alternatywę w postaci zamiany gumki na tabletkę. Pomijając oczywiście to co było wymienione na końcu wywiadu, że PrEP nie chroni przed infekcjami przenoszonymi drogą płciową - jak kiła, rzeżączka czy kłykciny.
Dlatego chcąc podjąć decyzję o stosowaniu PrEP, zawsze należy mieć w głowie tą świadomość, że i tak i tak nie ma się 100% pewności przez zakażeniem. I trzeba tą decyzję podjąć osobiście, świadomie i z pełną odpowiedzialnością za możliwe konsekwencje (tzn ewentualne zakażenie).
Czyli właściwie o co Ci chodzi?
o pretekst do propagowania rozwiązłości i poligamii...
Czyli właściwie o co Ci chodzi?
Póki co najskuteczniejszą bronią przeciw różnym chorobom jest higiena i prezerwatywy.
OK. W takim razie gdzie jest granica? Kiedy kobieta nie powinna urodzić dziecka. Czy jak kobieta ma ebolę, to może czy nie może urodzić dziecka? Czy jak choruje na dżumę, to może czy nie? Czy jak jest trędowata to ma prawo do potomstwa czy nie? Gdzie Ty widzisz jakąkolwiek granicę, i jeśli tak to gdzie ona przebiega?
Widzę - jeżeli istnieją leki oraz procedury medyczne, które są w stanie zapobiec przekazaniu infekcji/choroby na dziecko.
Śmiertelność eboli jest tak wysoka, że większość kobiet prawdopodobnie w ogóle nie dożyłaby porodu, a jeśli któraś z kobiet by przeżyła, to najprawdopodobniej doszłoby do poronienia płodu z uwagi na fakt, że jest to tzw. gorączka "krwotoczna" - czyli dochodzi do krwawień wewnętrznych, w jamach ciała, itp.
Dżuma również jest groźna, można jednak leczyć ją antybiotykami. Jeżeli kobieta jest już w ciąży i dopiero zakazi się dżumą, istnieje spora szansa na to, że bakteria może przedostać się przez barierę łożyska i wniknąć do organizmu dziecka. Podobnie jest również z HIV - jeśli kobieta jest już w ciąży i dojdzie do zakażenia HIV, to w początkowym stadium jest tak ogromna ilość wirusa we krwi, że bardzo często przenika on przez łożysko do organizmu dziecka.
Zaś jeśli kobieta nie jest w ciąży (dopiero planuje) i zakazi się dżumą, to jeśli się wyleczy w 100%, nie widzę przeciwwskazań do zajścia w ciążę - wszak będzie wtedy zdrową osobą, bo bakterii w organizmie już nie będzie.
Zatem mój wniosek jest taki - kobieta może zajść w ciążę, jeżeli choruje na coś, co może zagrażać jej dziecku, ale istnieje na tą chorobę/infekcję skuteczna terapia medyczna, która kompletnie zminimalizuje lub zapobiegnie w całości przeniesieniu choroby/infekcji na dziecko.
Ot tak z pierwszej ręki choćby - konflikt serologiczny między matką i dzieckiem, czyli czynnik Rh+/Rh-. Jeżeli matka ma -, a spłodzone dziecko odziedziczy po ojcu +, to organizm matki potraktuje dziecko jako "intruza", bo czynnik Rh+ u dziecka jest traktowany jako patogen, który należy zniszczyć - produkowane są więc przeciwciała, które atakują płód i mogą doprowadzić do jego uszkodzeń lub śmierci (czyli poronienia).
Czy zatem taka kobieta która ma Rh- powinna zmuszać męża do badania, a jeśli okaże się że on ma Rh+, to kategorycznie nigdy nie zachodzić w ciążę? Wszak istnieją leki (immunoglobuliny), które zapobiegają wytwarzaniu przeciwciał u matki, dzięki czemu dziecko jest bezpieczne.
Tak samo z HIV - istnieją leki, które zapobiegają namnażaniu się wirusa, dzięki czemu przy porodzie we krwi kobiety jest tak znikoma ilość wirusa, która nie jest w stanie spowodować ewentualnego zakażenia. Jednak aby tak było, to - jak już kilkukrotnie pisałem i napiszę raz jeszcze - profilaktyka okołociążowa musi być prowadzona poprawnie i rzetelnie.
OK. W takim razie gdzie jest granica? Kiedy kobieta nie powinna urodzić dziecka. Czy jak kobieta ma ebolę, to może czy nie może urodzić dziecka? Czy jak choruje na dżumę, to może czy nie? Czy jak jest trędowata to ma prawo do potomstwa czy nie? Gdzie Ty widzisz jakąkolwiek granicę, i jeśli tak to gdzie ona przebiega?
A co do emocji i osobistego zaangażowania, to chcesz wierzyć lub nie - ale nijak mnie to nie emocjonuje. Jestem homo i ani myślę posiadać jakiekolwiek dzieci, a wypowiadam się w tym temacie dlatego, bo nie lubię takiej ignoranckiej postawy osób, które nigdy nie miały styczności z jakimś tematem, nie poznały żadnej osoby z nim związanym, a zachowują się jakby byli naukowcami-specjalistami w tej dziedzinie...
Pozdrawiam.
I vice versa ;)
shingao:
Prawo dziecka do bycia zdrowym jest nadrzędne do Twojego prawa posiadania potomstwa. Jeśli Ty tego nie widzisz, to tym bardziej nie powinieneś posiadać potomstwa, bo podchodzisz do dzieci w sposób przedmiotowy.
To tak samo matka 40letnia powinna mieć świadomość że może urodzić dziecko z Downem, matka w której rodzinie kobiety umierały na raka, powinna mieć świadomość, że urodzi córkę, która może dostać raka piersi. Ba! - przyszła matka powinna mieć świadomość że może w trakcie ciąży złapać różyczkę, przez co urodzi chore, zdeformowane dziecko lub nie urodzi go wcale, bo dziecko umrze w łonie.
Więc tak samo jak ty napisałeś napiszę i ja - te kobiety decydując się na dziecko TEŻ podejmują ryzyko, czasem mniejsze od ryzyka zakażenia HIV, ale czasami o wiele większe.
Czy zatem wszystkie kobiety myślące o macierzyństwie są samolubne i podchodzą do posiadania potomstwa w sposób przedmiotowy? Czy jeśli kobieta pod 40tkę urodzi takie dziecko z Downem, to podejdziesz do niej i powiesz jej prosto w twarz "To TWOJA wina, że urodziłaś chore dziecko, jesteś egoistką i podchodzisz do dzieci w przedmiotowy sposób, bo podjęłaś ryzyko macierzyństwa, nie myśląc, że w twoim wieku ryzyko wad genetycznych jest większe i dziecko może być chore" ?
Przecież planując macierzyństwo kobiety nie rozważają w swoich głowach "ojej, mam 38 lat, to już nie mogę mieć dziecka, bo być może będzie mieć Downa", albo "ach, moja babka i ciotka miały raka, ja jeszcze nie mam, ale może będę mieć - więc nie mogę mieć dzieci, bo jeśli pocznie się córka, to też może w dorosłości dostać raka".
W ten sposób ludzkość wyginęłaby w ciągu jednego pokolenia - bo ZAWSZE u KAŻDEJ kobiety może przytrafić się JAKAKOLWIEK choroba/infekcja, która wywoła chorobę lub śmierć jej potomstwa. A jednak dziesiątki milionów kobiet rocznie podejmuje to ryzyko i decyduje się zajść w ciążę.