Mae West (1893-1980)
Trudno dziś objaśnić jej fenomen, osiemdziesiąt lat po największych sukcesach Mae West. W latach 30. XX wieku pod wieloma względami była wyjątkowa. Jako pierwsza stała się symbolem seksu dobiegając czterdziestki, miała niezwykły wpływ na filmy w których występowała, otwarcie poruszała kwestię seksualności, bardzo wcześnie zaczęła też podejmować temat homoseksualizmu. W USA stała się bohaterką kilkudziesięciu książek, jedna z nich ukazała się właśnie po polsku.
- Krzysztof Tomasik -
17 sierpnia minęła 120. rocznica urodzin Mae West, a 22 listopada była 33. rocznica jej śmierci. W Polsce nigdy nie cieszyła się taką sławą, jak w Stanach Zjednoczonych, ale ukazała się u nas niedawno pierwsza biografia poświęcona aktorce, zatytułowana po prostu „Mae West”. Autorką jest Charlotte Chandler, która krótko przed śmiercią przeprowadziła szereg rozmów z gwiazdą, stały się one podstawą książki i z pewnością są jej największą wartością.
Biografię Chandler można polecić wszystkim pragnącym dowiedzieć się czegoś więcej o Mae West, chociaż rozczarowuje dość powierzchowne potraktowanie fenomenu gwiazdy. Wiekowa aktorka przedstawia oficjalną wersję swojego życia, gdzie nie ma miejsca na pomyłki, zmarnowane szanse, starość czy choroby. Otrzymujemy wręcz bajkową opowieść o pięknej dziewczynie, która zawsze chciała być aktorką, zaliczała kolejne szczeble kariery, a jej szczytem okazał się sukces w Hollywood połączony ze sławą i pieniędzmi. Wiadomo jednak, że nie mogło być tak prosto.
Baby Mae
Naprawdę nazywała się Mary Jane West, ale nie podobał się jej „ogonek” w imieniu, dlatego zamieniła je na Mae. Urodzona się w nowojorskim Brooklynie 17 sierpnia 1893 r. już jako kilkulatka zadebiutowała na scenie i szybko odkryła, że to jest praca, która daje jej największą satysfakcję: „Wsłuchiwałam się w oklaski przeznaczone wyłącznie dla mnie, wiedziałam, że publiczność naprawdę mnie kocha i nie zamieniłabym tego miejsca na żadne inne. Nigdzie nie czułam się bezpieczniej niż na scenie. A szczególnie zależało mi na reflektorze punktowym, świecącym pełnym blaskiem wprost na mnie”.
Jako dziecko i nastolatka jeszcze nie była gwiazdą, po prostu obok wielu innych występowała w wodewilach. W teatrze zdobyła warsztat i przekonanie, że kariera jest najważniejsza. Nawet młodzieńczy ślub z Frankiem Wallance, partnerem ze sceny, był tylko epizodem. Nie miała jeszcze siedemnastu lat i całe wydarzenie określiła jako pomyłkę, chwilową słabość. Małżonkowie szybko się rozstali, a aktorka przekonała się, że rola żony jej nie odpowiada.
Seks i Drag
Umiała wady zamienić w zalety, np. była bardzo niska (1.52 m), chodziła więc na niewiarygodnie wysokich obcasach w których było trudno się poruszać, w efekcie wypracowała specjalny, seksowny chód polegający na kręceniu biodrami, który stał się jej znakiem firmowym. Poza tym regularnie przekraczała przewidziane dla niej ramy, być może do końca życia byłaby tylko jedną z wielu aktorek, gdyby w pewnym momencie nie zdecydowała się chwycić za pióro. Sztuki pisała oczywiście z myślą o sobie. Stworzyła nowy typ bohaterki, która niesamowicie działa na mężczyzn, w pierwszej jednoaktówce udało jej się uwieść studenta, biznesmena, kowboja, staruszka i profesora.
Seks i różne jego odmiany miały stać się motywem przewodnim sztuk autorstwa Mae West. Najsłynniejsza z nich nosiła zresztą tytuł „Seks” (1926). Nic dziwnego, że ta opowieść o prostytutce prowadzącej dom publiczny w Montrealu wywołała ogromny kontrowersje: „Recenzenci pomijali milczeniem nie tylko samą sztukę, lecz także jej tytuł – wspominała Mae. - Kiedy wreszcie musieli opublikować recenzję, niektórzy nawet nie wymieniali jej tytułu i pisali o niej po prostu 'sztuka Mae West'”. Jak łatwo zgadnąć, spektakl cieszył się ogromnym powodzeniem, ale w pewnym momencie uznano, że szerzy „niemoralność”, do teatru wkroczyła policja, a twórczyni spędziła nawet noc w areszcie.
Skandal zaowocował kolejną sztukę przełamującą tabu, w „The Drag” (1927) West postanowiła zająć się sytuacją homoseksualistów. Jednym z bohaterów był Rolly, który nie będąc w stanie ujawnić się przed ojcem homofobem, żeni się z Clair, ale sytuacja komplikuje się, gdy na jego drodze staje były kochanek. Reklama głosiła, że jest to „Komedia w trzech aktach o homoseksualistach”, a sama Mae niemal od początku swej kariery miała świetne relacje z gejami, o których mówiła: „Znajomi homoseksualiści zwierzali mi się, że ich najgorętszym pragnieniem jest poślubienie kochanej osoby tej samej płci. Nie zadowalało ich jedynie wspólne życie z partnerem. Bardziej im zależało na legalnym ślubie niż wielu parom męsko-damskim, a na pewno bardziej niż mnie”.
Także w sztuce „The Pleasure Man” (1928) pojawiali się homoseksualni bohaterowie, część z nich przebierali się na kobiety. Ten aspekt swojej twórczości aktorka podsumowała krótko: „Walczyłam o prawa gejów, zanim uznano, że tak trzeba, zanim stało się modne. W latach dwudziestych policja traktowała ich naprawdę surowo, ja zaś ze wszystkich sił starałam się pokazać, jakie to niesprawiedliwe”.
Noc po nocy
Sukces jaki odniosła w teatrze sprawił, że tylko kwestią czasu było jej pojawienie się w kinie. Zadebiutowała niewielką rolą byłej dziewczyny głównego bohatera w „Noc po nocy” (1932), sama napisała sobie jednak kwestie i dzięki nim przyćmiła resztę obsady. Furorę zrobiła szczególnie jedna scena:
O Boże, jakie piękne diamenty! - krzyknęła szatniarka na widok biżuterii bohaterki granej przez Mae.
Bóg nie miał z tym nic wspólnego, skarbie - brzmiała odpowiedź.
„Grając w tym filmie, wsunęłam stopę w drzwi. To niewielka rola, a ja mam drobną stopę – rozmiar pięć – ale nawet gwiazda musi od czegoś zacząć” - mówiła po latach. Po premierze stało się jasne, że powstać muszą kolejne filmy, już specjalnie dla niej. W Hollywood święciły wówczas triumfy Greta Garbo, Marlena Dietrich i Jean Harlow, podobnie jak każda z nich Mae stworzyła na ekranie osobny typ kobiety, seksualnie wyzwolonej i dowcipnej. W odróżnieniu od innych sama pisała scenariusze i miała duży wpływ na reżyserię. Wszystko to osiągnęła dobiegając czterdziestki, co także było fenomenem.
Filmy z Mae, które osiągnęły największy sukces to „Lady You” (1933), „Nie jestem aniołem” (1933), „Piękność lat dziewięćdziesiątych” (1934), „W drodze do miasta” (1935). Ważne nie były jednak tytuły, reżyserzy ani grający z nią aktorzy (chociaż w dwóch pierwszych towarzyszył jej Cary Grant, którego odkryła). Najważniejsza była ona, zawsze we wspaniałych bajecznych strojach i w biżuterii, uwodząca kolejnych mężczyzn, śpiewająca piosenki, które stawały się przebojami i wypowiadająca swoje kwestie w charakterystycznych sposób, który nawet niewinnym dialogom nadawał dwuznaczności. Jej złote myśli powtarzała cała Ameryka, np. „Nie liczą się mężczyźni w moim życiu, liczy się życie w moich mężczyznach” albo „Najlepszym sposobem zachowania jest złe zachowanie”.
Zwiastun filmu „Nie jestem aniołem”:
Legenda
W połowie lat trzydziestych zaczęły się jej kłopoty. Zaostrzona cenzura sprawiła, że kolejne filmy miały coraz większe problemy z trafieniem na ekrany, a publiczność najwyraźniej zaczęła się nudzić kolejnymi, bardzo podobnymi do siebie fabułami, czasami nawet dwoma w ciągu roku. Niewielki sukces „Co dzień święto” (1937) spowodował trzyletnią przerwę, wróciła w roli drugoplanowej w „Mojej małej ptaszynie” (1940). Film podobał się, ale następny, „Gorące chwile” (1943) przyniósł straty i zakończył główny etap filmowej kariery aktorki.
Mae miała wówczas pięćdziesiąt lat, ale nie zamierzała się poddać ani usunąć w cień. Musiała zresztą zarabiać, bo starym zwyczajem utrzymywała nie tylko siebie, ale cały sztab ludzi dookoła i rodzeństwo. Wróciła na scenę, występowała w telewizji, miała własny show z nagimi kulturystami w Las Vegas, napisała autobiografię „Bóg nie miał z tym nic wspólnego”, nagrywała płyty. Była wierna swojemu wizerunkowi bogini seksu, stała się także inspirująca dla kolejnych emancypujących się grup, jak kobiety, mniejszości seksualne i czarni. Drag queens wcielały się w jej postać bardzo regularnie, a ona nie tylko podziwiała występy, ale nawet oceniała komu udało się najlepiej uchwycić jej osobowość (łatwo zgadnąć, że nigdy nie była całkowicie zadowolona).
Craig Russell jako Mae West:
Po latach, już jako ikona kampu i diwa gejowska, wróciła też do kina, najpierw w „Myra Breckinridge” (1970), a potem w „Sekstecie” (1978). Oba nie były pokazywane w Polsce, a noszą miano kultowych z cyklu filmów „tak złych, że aż dobrych”. Szczególnie „Sekstet” jest hołdem dla wiekowej aktorki, 85-letnia gwiazda parodiuje tam własny wizerunek, wciąż nosi bajeczne suknie, śpiewa, wygłasza sprośne złote myśli i jest obiektem westchnień wszystkich mężczyzn dookoła, z najnowszym mężem na czele w którego wcielił się Timothy Dalton, młodszy od Mae o ponad pięćdziesiąt lat.
Fragment filmu „Myra Breckinridge” z Mae West:
Okazało się, że „Sekstet” był pożegnaniem Mae z dużym ekranem. Aktorka zmarła 22 listopada 1980 roku po udarze mózgu. Dopiero w swoim ostatnim filmie miała okazję powiedzieć słowa, które wielokrotnie jej przypisywano i z którymi kojarzyła się najlepiej: „Czy masz rewolwer w kieszeni czy tak cieszysz się na mój widok?”.
Charlotte Chandler „Mae West”, przeł. Adam Tuz, Prószyński i S-ka, Warszawa 2013.