Felieton Witolda Jabłońskiego
Krytyk filmowy starszej generacji, Zdzisław Pietrasik, omawiając dla TVN filmy konkursowe na festiwalu w Gdyni, stwierdził, że wszystkie opowiadają o polskich nieszczęściach. I tak, nagrodzone nie tylko na tym festiwalu, głośne już „Płynące wieżowce” to jego zdaniem opowieść o nieszczęściu faceta, który mając dziewczynę zakochał się w chłopaku. Czy rzeczywiście zakochanie się w drugim człowieku, zwłaszcza odwzajemnione, należy rozpatrywać w kategorii nieszczęścia?
- Witold Jabłoński -
Filmu jeszcze nie widziałem, lecz na ile mogłem się zorientować z materiałów promocyjnych i licznych dyskusji, jakie wywołał, główny bohater jest biseksem, miotającym się między ukochaną, z którą żyje już jakiś czas, a świeżo poznanym – o zgrozo! – ukochanym. Konflikt jest zatem przede wszystkim w nim samym i bez wątpienia stanowi problem dla obojga partnerów przystojnego pływaka. Wiadomo, biseks element niepewny, nigdy nie wiadomo, jaka orientacja w danej chwili przeważy i pociągnie go w stronę przeciwną… Dawno, niestety, minęły czasy, kiedy wielcy panowie obdzielali swymi afektami na równi piękne kurtyzany, jak i urodziwych paziów, nie czyniąc z tego zbyt wielkiej tragedii. Obecnie lepiej być zdeklarowanym gejem albo hetero, tym bardziej, że ludzie uwielbiają innych szufladkować, a dążenie do hedonistycznej pełni doznań zawsze wzbudza niepokój.
Myślę wciąż o tym nieszczęściu, jakim ma być zakochanie się w kimkolwiek i nieuchronnie nasuwa mi się wniosek, że prawdziwym nieszczęściem naszego społeczeństwa jest wtłaczana mu od setek lat do głów zakłamana, dwulicowa moralność cuchnąca salonikiem pani Dulskiej. Wszystko dobre, byle po cichu, byle się tylko „brudy” poza cztery ściany i próg domu (albo plebanii) nie wylały. Nieszczęściem jest, że takim właśnie zasadom życiowych hołdują wypasione na ludzkiej ciemnocie trutnie, bezkarne dotychczas święte krowy chodzące na co dzień w czarnych sukienkach, a od święta w słodkich różach i gorzkich fioletach gustownie przyozdobionych koroneczkami, zapewne pod zgubnym wpływem filozofii gender. Osobnicy surowo piętnujący cudze grzechy i wszelkie odstępstwa od „normy”, a zarazem skrycie folgujący swym wyszukanym gustom. Kiedy zaś ich ciemne sprawki wychodzą na jaw, oskarżają wszystkich wokół, tylko nie siebie. Winne są: wyżej wspomniana ideologia gender, rozwody, aborcja, pornografia, ogólne rozpasanie, którym duchowni, rzekomo żyjący w celibacie ulegają, też w końcu grzeszni i słabi ludzie. Jakże tu się obronić przed wyuzdanymi malcami, którzy kuszą i sami się wdzierają do łóżka… (Nic dziwnego, że nasz lud śpiewa: „Biskup dziecko puka, winna Kazia Szczuka…”). Ofiarom zepsutych bachorów należy, ich zdaniem, raczej współczuć, niż ujawniać owe czyny i uruchamiać aparat ścigania. Mechanizm znany od wieków, przerzucanie odpowiedzialności ze sprawców na ofiary: iluż to gwałcicieli tłumaczyło się, że padli ofiarą perfidnej prowokacji i bezwstydnego uwodzenia…
Prawdziwym nieszczęściem okazał się dla redaktorów „Frondy” gigantyczny poster na wprost okien redakcji, reklamujący „Płynące wieżowce”. Plakat tak potwornie skandaliczny i wstrząsający, że redaktorom wciąż drżały dłonie, nie mogli się skupić na pracy ani nawet spokojnie wypalić papierosa. Jeden z nich nawet oblał się gorącą kawą, zapewne w celu zwalczenia zgubnej żądzy i zgodnie z zasadami wyznawanej religii natychmiastowego zadania sobie pokuty. Lepiej przecież by ludzie cierpieli i żałowali za „grzechy”, niż żeby byli szczęśliwi, bo wtedy więcej będą lgnąć do… panów w sukienkach. Nie ma to jak wymyślić urojoną chorobę (grzech), na którą oferuje się wymyślone lekarstwo (pokuta). Na pewno to świetny interes, skoro funkcjonuje tak sprawnie bez mała dwa tysiące lat.
Można w każdym razie mówić o konkretnych ofiarach szkodliwego obrazka, który jak gejowski demon kusił, drażnił, przykuwał wzrok, mącił umysł, nasuwał „nieczyste” myśli, przeszkadzał w porannym paciorku… Aż dziw bierze, że żaden nie ugotował Biblii, jak pewien amerykański nieszczęśnik. Strasznie wyobrazić sobie męki, jakie przeżyli tego ranka świętobliwi redaktorzy poświęconego portalu. Tym bardziej, że ich znękane głowy bezustannie zajmowała troska o dzieci. CO BĘDZIE, JAK DZIECI TO ZOBACZĄ?! Ano, wiadomo: umocnią się bandy nieletnich zwyrodnialców i jeszcze zacieklej będą atakować bezbronnych duchownych, wciągać ich w swoje bagno. U progu XXI wieku z pewnością znacznie bardziej umoralniający jest widok okrwawionego człowieka z głęboką raną w boku, przygwożdżonego do skrzyżowanych belek, niż widok dwóch kochających się ludzi.
dziś palą nasze symbole
jutro będą chcieli spalić nas...
mamy swoje mikro-enklawy ale ulica nadal jest dla nas niebezpieczna... i nikt się temu nie sprzeciwia.
MSZ przeprasza za incydent pod ambasadą rosyjską
kiedy msw przeprosi za dopuszczenie do spalenia naszej tęczy ?
Podstawowym celem istnienia KK jest walka z szatanem. Gdyby się okazało, że szatan nie istnieje albo przestał aktywnie działać KK stałby się zbędny.
Wasilewski powinien być dumny z "awansu" na narzędzie szatana :-P
Ale dla człowieka, który nie jest obeznany w obecnych nowinkach politycznych oraz zaznajomiony z literaturą (Moralność pani D.) artykuł zaweira zbyt dużo odnośników do tychże tematów, bez tego ciężko byłoby się tu rozeznać. Czyli drogi autorze - jesteś zbytnim erudytą ;P
"na papierosa" - no tak przecież to samo zdrowie, nie to co homoseksualna miłość, taka nikczemna