Inspirujący wykład TED
W styczniu na stronie TED.com pojawił się wykład fotografki i artystki iO Tillet Wright, pomysłodawczyni projektu „Self Evident Truths”, portretujący Amerykanów, którzy „nie czują się w 100 proc. hetero”. „Pięćdziesiąt odcieni homoseksualności” (Fifty shades of gay) – bo taki tytuł ma wykład, stawia pytania, które także i u nas są ważne. Czy widoczność jest kluczem? Jak rozbudzić empatię w ludziach? Czy powinniśmy zacierać różnice między nami, czy wręcz przeciwnie – podkreślać je?
TED – czyli Technology, Entertainment and Design to cykl konferencji organizowanych przez amerykańską fundację Sapling Foundation. Każdy z zaproszonych gości ma 18 minut na przedstawienie „idei wartych rozpowszechniania”. Wykłady, w których udział wzięli m.in. Bill Gates, Richard Dawkins, Naomi Klein, cieszą się ogromną popularnością na całym świecie – także w Polsce. Polskie edycje odbyły się m.in. w Warszawie i Krakowie. Zapisy wideo można oglądać na stronie TED oraz na YouTube.com. Wykład iO Tillet Wright odbył się w cyklu TEDxWomen.
Wright wychowała się w Nowym Jorku w artystycznej dzielnicy. „Jednym z błogosławieństw mojego nieortodoksyjnego dzieciństwa było to, że nie kazano mi się określać w jakiejkolwiek kwestii. Pozwolono mi być sobą, dorastać i zmieniać się w dowolnym memencie” – podkreśla Wright. W wieku 6 lat iO zdecydowała, że zostanie chłopcem – i tak funkcjonowała do 14 roku życia. Wtedy też zakochała się w dziewczynie, kilka lat później w chłopaku. Nawiązując do debaty wokół Propozycji 8 w Kalifornii, która spowodowała zakaz małżeństw jednopłciowych w tym stanie, Wright przyznaje, że uzmysłowiła sobie fakt podzielenia kraju na dwie części: na zwolenników i przeciwników równości małżeńskiej. „A ta cała debata rysowała granice wokół mnie. Jeśli rzeczywiście była to wojna dwóch odrębnych stron, ja automatycznie znajdowałam się po stronie gejów i lesbijek – bo nie byłam 100 proc. hetero” – mówi fotografka. W międzyczasie iO zrobiła serię zdjęć dziewczyn, które były jak ona – „gdzieś pomiędzy”, ale na pewno „niecierpiących szufladkowania”. „Uświadomiłam sobie, że tylko ze względu na jeden z aspektów mojego charakteru jestem w moim własnym kraju w mniejszości, obywatelką drugiej kategorii” – podkreśla Wright. „Jak ktoś może głosować za odebraniem praw tak różnorodnych ludzi, których znałam, na podstawie zaledwie jednego komponentu ich charakteru? Jak można mówić, że my jako grupa nie zasługujemy na te same prawa co inni? Czy my w ogóle jesteśmy grupą? Czy ci ludzie spotkali się kiedyś z ofiarą swojej dyskryminacji? Czy wiedzieli przeciwko komu głosują i jaki to ma wpływ?” – z tych pytań narodził się pomysł projektu „Self Evident Truths” – portretowych zdjęć tych obywateli, którzy nie uważają się w 100 proc. za hetero - by przeciwnicy mogli spojrzeć w oczy tym, których dyskryminują. Z pomocą Human Rights Campaign projekt rozrósł się na cały kraj – do tej pory Wright zrobiła 2 tys. zdjęć.
„Widoczność jest kluczem. Poznanie naprawdę jest bramą do empatii” – stwierdza Wright, która uświadomiła sobie, że jej projekt nie zaciera różnic między nami – wręcz przeciwnie – podkreśla je. „Misja fotografowania homo jest z natury błędna ponieważ istnieją miliony różnych odcieni homoseksualności” – dodaje fotografka. Częścią projektu Wright był kwestionariusz, w którym prosi swych bohaterów i bohaterki o określenie się w skali od 1 do 100 – w jakim procencie dana osoba czuje się homoseksualna. Ludzie panikowali – niektórzy po raz pierwszy musieli się oszacować, czy da się obliczyć swoją seksualną otwartość? – pyta iO. Sporo ludzi wybierało między 70 a 95 proc. bądź 3 a 20 proc. Oczywiście były też „jedynki” i „setki”, ale dla większej części ludzi sfera ta okazała się wcale nie tak oczywista. „Ludzie nie są jednowymiarowi” – podkreśla Wright.
Przez Stany Zjednoczone ponownie przetacza się dyskusja dotycząca równości małżeńskiej i praw ludzi LGBTQ. Zaryzykuję stwierdzenie, że dyskusja pojawia się i u nas. Niektórzy politycy i publicyści mówią o „promocji”, inni o tolerancji dla homoseksualistów, jeszcze inni o murach w Sejmie. „Gdzie dokładnie przebiega granica obywatelstwa drugiej kategorii?” – pyta Wright. W społeczności LGBTQ, jak i w całej populacji, są ludzie dobrzy i źli, Wright zwraca uwagę, że orientacja seksualna to słaba nić porozumienia. Ale przyglądanie się ludzkiej różnorodności, także dzięki projektowi iO, może doprowadzić do czegoś ciekawego i pożytecznego. „Miejmy nadzieję, że te kategorie „homo”, albo „hetero”, te nadmiernie uproszczone szufladki staną się bezużyteczne i odejdą w zapomnienie. Bo tak naprawdę nie są w stanie opisać tego, co widzimy, osób, które znamy i tego, czym naprawdę jesteśmy. To, co widzimy, to ludzie w całej swojej różnorodności. Kiedy ich dostrzeżemy, znacznie trudniej zaprzeczyć, że też są ludźmi. I w końcu, mam taką nadzieję, trudniej będzie odmawiać im praw” – mówi fotografka.
Ludzie, którzy wg skali iO plasują się bliżej 1 niż 100, często zadają mi pytanie: „Dlaczego to robisz, angażujesz się, przecież masz faceta, możesz sobie spokojnie żyć”. „To nie tak, że mamy za dużo szufladek. Mamy ich za mało” – mówi Wright. Właśnie dlatego.
Cały wykład iO Tillet Wright z polskimi napisami:
Oznacza to, że gdy ktoś odczuwa ochotę na zachowywanie się typowo dla płci przeciwnej niż jego - to wcale nie musi to być transpłciowość ale biseksualizm.
To moje zdanie, nie musi się nikt ze mną zgadzać ;p
No więc właśnie ja się nie zgodzę. Marzę o dniu, kiedy ludzkość zrozumie że różnorodność jest normą. Wtedy znikną szufladki i granice, a człowieka będzie definiowała tylko jego osobowość, nie orientacja, pochodzenie czy rasa.
Tak, wiem jak to brzmi :) Ale w takim świecie staram się żyć i wszystkim tego samego życzę.
Choć to też jakaś szufladka ;).