Strona główna Aktualności Społeczność
Profile Grupy Przewodnik Wydarzenia Wsparcie
Ogłoszenia
Towarzyskie Pokoje i mieszkania Praca Ogłoszenia drobne Edukacja Pozostałe Dodaj
Queeroteka
Książki Filmy i seriale Quizy Patronat Queer.pl
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Kontakt Reklama Regulamin
Queer.pl Portal osób LGBT+
Menu
Logowanie Rejestracja
Magazyn
Artykuły Galerie Tematy Tagi
Piątek, 09.11.2012 00:00

Piękna katastrofa

Podziel się Tweetnij Skomentuj (8)
Podziel się Tweetnij Skomentuj (8)

„Na zawsze Laurence” Xaviera Dolana

Xavier Dolan, cudowne dziecko kina LGBT, wszedł w nową fazę: stał się nieznośnym nastolatkiem kina LGBT. I jak to nastolatek – zaczął sprawiać problemy. Po dwóch znakomitych filmach, „Zabiłem moją matkę” i „Wyśnione miłości”, najwyraźniej postanowił poeksperymentować. Do tego dostał chyba sporo większy budżet – przynajmniej tak to widać na ekranie. Zaszalał więc i stworzył dzieło, które okazuje się tak zwaną „piękną katastrofą”. Skrojony z epickim rozmachem film miał zapewne zapierać dech w piersiach wysublimowanym pięknem, tymczasem po jakimś czasie zaczyna nużyć, zwłaszcza że trwa ponad dwie i pół godziny.

Xavier Dolan, cudowne dziecko kina LGBT, wszedł w nową fazę: stał się nieznośnym nastolatkiem kina LGBT. I jak to nastolatek – zaczął sprawiać problemy. Po dwóch znakomitych filmach, „Zabiłem moją matkę” i „Wyśnione miłości”, najwyraźniej postanowił poeksperymentować. Do tego dostał chyba sporo większy budżet – przynajmniej tak to widać na ekranie. Zaszalał więc i stworzył dzieło, które okazuje się tak zwaną „piękną katastrofą”. Skrojony z epickim rozmachem film miał zapewne zapierać dech w piersiach wysublimowanym pięknem, tymczasem po jakimś czasie zaczyna nużyć, zwłaszcza że trwa ponad dwie i pół godziny.
Ale i tak warto się wybrać do kina. To pierwsze podejście Dolana do arcydzieła. Nieudane, ale interesujące. Xavier tym razem dał się ponieść fantazji i chyba aż za bardzo uwierzył we własny geniusz.

Laurence i Fred

Laurence Alia (Melvil Poupaud, znany m.in. z roli umierającego na raka geja w filmie „Czas, który odchodzi” Francois Ozona) jest przystojnym mężczyzną po trzydziestce. Pracuje jako wykładowca literatury. Od kilku lat ma dziewczynę Fred (Suzanne Clement) – jej osobowość jest równie oryginalna i ekscentryczna jak imię.
Pewnego dnia Laurence mówi Fred, że tak naprawdę jest kobietą i chciałby żyć w zgodzie ze swoją płciową tożsamością. Fred jest kompletnie zaskoczona, Laurence wydaje się zdecydowany. Widać, że wszystko sobie wcześniej przemyślał. Sprawa nie podlega negocjacjom. To, z czym Laurence się męczy, czyli jego męskość, jest jednocześnie tym, co Fred uznaje u niego za atrakcyjne. Ale przecież kocha go nie za płeć, kocha człowieka – prawda? A więc wyznanie Laurence’a jest dla niej problemem czy nie? Jest.
Spośród innych filmów z trans bohaterami, „Na zawsze Laurence” wyróżnia się tym, że w centrum historii jest nie sama postać (trans), tylko jej miłosny związek. Fred jest bohaterką tej opowieści na równi z Laurence’m. Powoduje to ciekawą zmianę perspektywy. Oglądamy bowiem transseksualną osobę nie w kontekście samej jej transseksualności, ale w kontekście związków, w których pozostaje (no, właśnie – pozostaje?). Piszę w liczbie mnogiej, bo na ważnym drugim planie mamy tu mamę Laurence’a graną znakomicie przez Nathalie Baye.
Dolan zmusza do zastanowienia się: a Ty jakbyś się zachował/a, gdyby Twój facet/Twoja dziewczyna…? Konserwatyści mają jasną odpowiedź: taki związek musi się rozpaść, koniec i kropka. Ale Fred ma otwartą głowę i tak łatwo z Laurence’a nie rezygnuje. Burzy się, wścieka, ale podejmuje rękawicę rzuconą jej przez życie. Walczy i z Laurence’m, i sama ze sobą. Dla niego wyjście na ulicę w kobiecym stroju, uczesaniu, makijażu, jest problemem? Owszem. Ale dla niej życie z takim człowiekiem – również. Jak być z kimś, kogo ekspresja płci jest inna niż płeć biologiczna? W „Na zawsze Laurence” nie brakuje więc awantur, łez, rozstań i powrotów. Laurence i Fred przejdą przez wiele sztormów, zanim, na przykład, znajdą inną parę w podobnej sytuacji, z którą będzie można pogadać, oswoić temat, zobaczyć, że nie jest się całkowicie samemu.

Barok pełną gębą

Ciekawa jest ewolucja stylu Dolana, trochę chyba podobna, jak u Almodovara, tylko odbywa się w przyspieszonym tempie. Pierwsze filmy hiszpańskiego reżysera były „chropowate”, jakby niechlujne w formie, z czasem jednak nabrały elegancji i Pedro zakochał się w przepięknych ujęciach, czasem aż do (świadomej?) przesady; w „Przerwanych objęciach” kamera wprost ubóstwia Penelope Cruz. U Dolana jest podobnie. Debiutancki „Zabiłem moją matkę” był formalnie „chropowaty”, w „Wyśnionych miłościach” pojawiły się miejscami eksperymenty (zdjęcia w zwolnionym tempie do akompaniamentu „Bang Bang” Dalidy). Ale „Na zawsze Laurencje” to już stylistyczny barok pełną gębą! Feeria bajecznych ujęć czy całych sekwencji, które obliczone są na to, by rzucały na kolana swym wyrafinowaniem (Laurence i jego nowe transowo-ciotowskie towarzystwo mienią się kolorami jak koraliki na odpuście). Widz ma siedzieć z otwartą buzią i podziwiać mistrzostwo reżysera. Tak właśnie Dolan zsuwa się w manieryzm. Zaczyna się to odczuwać jako pretensjonalność i zabawę formą dla samej zabawy.
Gubi się autentyczność – i tu dochodzę do sedna „pięknej katastrofy”. „Przesmakowany” styl może i dałoby się przeboleć, gdyby nie to, że cała sytuacja wydaje się jakoś niewiarygodna. Jakby brakowało chemii, mimo, że dramat niby jest, pełnokrwiste postacie niby są, a aktorzy nie zawodzą. W „Zabiłem moją matkę” wchodziło się niemal dosłownie w skórę Huberta i jego mamy, w „Wyśnionych miłościach” my też, widzowie, kochaliśmy się w Nicolasie, podobnie jak Marie i Francis. W „Na zawsze Laurence” odklejamy się od bohaterów i ich emocji. Kolejna malownicza kłótnia miedzy nimi nie robi już wrażenia. Emocje na ekranie sięgają zenitu, a przed nim – niekoniecznie.

Dolana nie interesuje proces korekty płci – i to nie tylko w sensie możliwej gehenny chirurgicznych interwencji, ale nawet w sensie problemu, z jakim Laurence musi się zmierzyć – pytania, na które musi sam sobie udzielić odpowiedzi. Na dziwnie dalekim planie jest też erotyka (a przecież Dolan nie jest pruderyjny; może nie miał pomysłu?). Czy życie seksualne Laurence’a i Fred zmieniło się po tym, jak Laurence zaczął żyć jako kobieta? Nie wiadomo. Mam wrażenie, że Xavier Dolan, jedyny autor scenariusza, trochę za bardzo „spreparował” sobie swych bohaterów. W poprzednich filmach widać było jego własne serce, w „Na zawsze Laurence” widać rozrusznik. Chyba porwał się na temat, który nie do końca czuje.

W październiku rozpoczął zdjęcia do swego czwartego filmu – „Tom a la ferme”. Wyczytałem, że jest to opowieść o facecie, który po śmierci swego partnera poznaje jego rodzinę nieświadomą homoseksualnej orientacji zmarłego. Mam przeczucie, że ten temat lepiej mu wyjdzie.

Ale na „Na zawsze Laurence” zapraszam – Dolana warto zobaczyć, nawet, gdy akurat zalicza porażkę, bo to jest piękna, ambitna porażka.



mariuszMariusz Kurc - stały publicysta Innej Strony, redaktor naczelny pisma „Replika”, członek Kampanii Przeciw Homofobii i Grupy Inicjatywnej ds. Związków Partnerskich; z Krzysztofem Tomasikiem prowadzi w radiu TOK FM audycję "Lepiej późno niż wcale" o tematyce LGBT, z Bartoszem Żurawieckim prowadzi Klub Filmowy LGBT w Krytyce Politycznej w Warszawie.
OCEŃ ARTYKUŁ
Podoba mi się (34)
mitsukihashimoto xinska gaabis monika05 ogrodnik098 tea-will-rock-you martyneczka666 eruantienn cykcykcyk moranit
Nie podoba mi się (4)
franca allumette
Komentarze (8)
HEJT STOP!Zapoznaj się z warunkami dodawania komentarzy
Komentuj
Moja ikona
Dodaj komentarz
Komentarz od osoby niezalogowanej pojawi się po akceptacji moderatora.
Dozwolone znaczniki (BBCode):
[b], [i], [u], [url], [url=], [mail], [mail=], [color=], [code], [quote]
Ikona
26.03.2014 2:34 quey
"Zabiłem swoją matkę" i "Wyśnione miłości" były kolorowymi opowiastkami z cytatami skrojonymi pod obrazkowego bloga. "Na zawsze Lawrence" podjął próbę wyciągnięcia figury osoby transseksualnej z pętli Ja, oswobodzenia jej z fabularyzowania dylematów myślowych i przedstawienia historii miłosnej jako rzeczy uniwersalnej, oderwanej od płciowej binarności. Gdzie tu katastrofa? Tak się zaczynają przełomy w podejściu do narracji, a to akurat kinu LGBT jest baaardzo potrzebne.
Poza tym - Dolan zdecydował się nie grać we własnym filmie (!!!), chwała mu za to.

Jak dla mnie rewelacja. Obejrzałam dużo za późno.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
02.12.2012 8:23 humanist
W ramach terapeutycznych ta porażka dobrze mu zrobi.
cytuj zgłoś 0 0
Ikona
14.11.2012 15:44 dinko
Jakbym czytał o swoich odczuciach.
cytuj zgłoś 2 0
allumette
13.11.2012 18:59 allumette (44) Wroclaw
Plus za muzykę i rolę Frederique! świetna była, dzięki niej zostałam na tym filmie, minus dla reżysera, bo mógł być z tego dobry film, a nie ukrywam, że Dolan "spaprał" trochę robotę i miał na to ponad 2h30
cytuj zgłoś 3 0
Ikona
13.11.2012 17:38 manofthecrowd
Nie widziałem trailera. Widziałem film na festiwalu. Gorszym od "Na zawsze Laurence" filmem była tylko "Śmierć dziecioroba", ale "Śmierci dziecioroba" nikt nie hajpował, a twórca w zasłużony sposób spadł i o nim nie słychać.
cytuj zgłoś 1 0
titonos
13.11.2012 2:15 titonos (41) Kraków
Nie przesadzajcie, nie było tak źle. Może trochę przydługawy, miejscami niepotrzebnie rozwleczony, ale miał swój rytm. Coś mi się zdaje, że całości krzywdę sprawił trailer, bo kierując się nim można sobie było błędnie zaprogramować oczekiwania co do kształtu całości i treści. A jak się okazało, jedno z drugim niewiele miało wspólnego. Koniec końców, czasu spędzonego w kinie nie uważam za stracony.
cytuj zgłoś 0 1
Ikona
11.11.2012 12:17 vito212121
Pelna zgoda. Film dno. Szmira, nuda, glupota, tandeta. To nie tylko najgorszy film dolana ale to jeden z najgorszych filmow w kinie w ogole. Nie pamietam gorszego filmu od tej szmiry. Jestem bardzo zaskoczony, ze dolan zrobil taka katastrofe. Wstyd.
cytuj zgłoś 0 6
Ikona
10.11.2012 23:04 manofthecrowd
Nie warto. To film słaby jak coś bardzo, bardzo słabego. A porównanie ewolucji Dolana do Almodóvara zupełnie nie na miejscu.
cytuj zgłoś 2 2
Autor
Redakcja Queer.pl
Pierwszy polski portal ludzi LGBT
TAGIWięcej
festiwal filmowy film kino Krytyka Polityczna Kultura Melvil Poupaud Polska Recenzja filmu Na zawsze Laurence reżyser Showbiznes Suzanne Clement transpłciowość Warszawa Xavier Dolan
Powiązane
Obraz Wtorek, 30.10.2012 Konkurs: "Na zawsze Laurence" od 9 listopada w kinach! Obraz Piątek, 14.01.2011 Gdy urocza teściowa outuje... Obraz Wtorek, 11.01.2011 Głośny debiut młodego reżysera w polskich kinach! Obraz Wtorek, 07.01.2003 Szczecin / Warszawa: Przegląd filmów Pedro Almodovara Obraz Poniedziałek, 24.01.2011 Na kulawym naszym wózku
Inne tematy
Niespodzianka: prezydent Nawrocki wetuje ustawę o statusie osoby najbliższej. To jednak nie koniec... Piątek, 17.07.2026 Niespodzianka: prezydent Nawrocki wetuje ustawę o statusie osoby najbliższej. To jednak nie koniec...
Budapeszt odpuścił. Zostało jedno miasto w UE, które wciąż walczy z tęczą Środa, 15.07.2026 Budapeszt odpuścił. Zostało jedno miasto w UE, które wciąż walczy z tęczą
Ustawa o statusie osoby najbliższej: Kotula apeluje do Nawrockiego Wtorek, 14.07.2026 Ustawa o statusie osoby najbliższej: Kotula apeluje do Nawrockiego
Obejrzałem dla Was serial „Proud", żebyście... też musieli Piątek, 12.06.2026 Obejrzałem dla Was serial „Proud", żebyście... też musieli
Wakacyjny raj – piekło dla LGBT. Bojkot, misja czy pragmatyzm? Sobota, 11.07.2026 Wakacyjny raj – piekło dla LGBT. Bojkot, misja czy pragmatyzm?
Transkrypcja z przeszkodami, czyli jak to (nie) działa w praktyce. Wtorek, 14.07.2026 Transkrypcja z przeszkodami, czyli jak to (nie) działa w praktyce.
Kontakt Reklama Regulamin
Social media
Polub na Facebooku Obserwuj na X Instagram WhatsApp
© 1996-2026 Queermedia.pl, ISSN 2299-9019 Polityka prywatnościPolityka cookiesUstawienia prywatnościPrzerwij abonamentOdstąpienie od umowy







🌈
Odkryj więcej na Queer.pl
Zalogowani użytkownicy mogą oglądać zdjęcia innych osób, zakładać profile, komentować artykuły i oceniać filmy.
Dołącz do nas Zaloguj się