Tegoroczny Wicemister Gay World Lance Weyer jest świadomym swoich atutów młodym politykiem. W najbliższą sobotę uczestniczyć będzie w pierwszej w swoim mieście paradzie. Jak wygląda życie Mr Gay South Africa i czy trudno być politykiem-gejem w tym kraju? Z Lancem rozmawia Jej Perfekcyjność.
Jak to się w ogóle stało, że wystartowałeś w konkursie Mr Gay World 2012?
W zasadzie to z przymusu. Jako zwycięzca Mr Gay South Africa, musiałem reprezentować kraj na arenie międzynarodowej i zgłosić się jako kandydat. A do konkursu Mr Gay South Africa stanąłem dlatego, że chcę dawać przykład - być kimś w rodzaju wzorca do naśladowania dla młodych osób LGBT w RPA. Wciąż za dużo młodych osób podejmuje próby samobójcze i odurza się różnymi środkami, bo żyje w przekonaniu, że bycie gejem czy lesbijką jest równoznaczne ze śmiercią towarzyską. Młodzi ludzie potrzebują kogoś, na kogo mogą patrzeć i z kogo mogą być dumni i kto sprawi, że do tematu swojej orientacji podejdą bez strachu. Uważałem, że ja mogę stać się taką osobą - kimś, na kogo mogą spoglądać. Jeśli zobaczą młodą, odnoszącą sukcesy, pewną siebie osobę homoseksualną, to uwierzą, że też mogą tak żyć.
Na co dzień jesteś politykiem, czy start w konkursie Mr Gay World nie spowodował problemów w Twojej pracy, wśród znajomych?
Mam to szczęście, że należę do bardzo liberalnej partii i przywództwo tejże bardzo mnie wspierało. Niestety, homofobia jest wciąż wielkim problemem w RPA i myślałem sobie wówczas, że start osoby zajmującej się polityką może być też sygnałem, że osoby LGBT wywodzą się z różnych części społeczeństwa, z różnych zawodów. Zależy mi na tym, żeby mieszkańcy RPA zrozumieli, że seksualność jest tylko częścią mnie i nie definiuje całkowicie tego, kim jestem jako osoba.
Czy było w konkursie coś trudnego? Coś, co wspominasz jako wielką trudność?
W zasadzie cały konkurs był dla mnie bardzo prosty. Więc nie mogę powiedzieć, że coś sprawiło mi jakiś problem. Jedyną rzeczą, która zajęła wiele czasu było odpowiadanie na zwiększoną liczbę wiadomości od fanów na Facebooku.
W takim razie nie wygrałeś, bo...?
Musisz o to zapytać sędziów (śmiech) Udało mi się zająć drugie miejsce, więc z tego jestem bardzo dumny.
A czy zdecydowałbyś się na ponowny start w takim konkursie, gdyby było to możliwe?
Wydaje mi się, że na chwilę obecną czas na moją emeryturę w tej dziedzinie.
Porozmawiajmy zatem chwilkę o RPA. Ten kraj bardzo pozytywnie wyróżnia się na tle Afryki - czy trudno jest być wyoutowanym w Twoim kraju?
Stosunkowo łatwiej jest być otwartą osobą LGBT w dużych miastach, gdzie ludzie mają bardziej liberalne podejście. W tradycyjnie wiejskich regionach i mniejszych miastach bycie osobą wyoutowaną jest trudne i często wiąże się z doświadczeniem przemocy. To chyba nasz główny problem.
Zajmujesz się polityką - czy macie w RPA wielu wyoutowanych polityków? Czy jest to powszechne?
Nie, zupełnie nie. Jest wręcz na odwrót. Ale dla mnie ujawnienie się było ważne, bo wierzę, że w ten sposób dokonujemy zmiany.
Czy prawdą jest, że rasa jest czymś nadal mocno różnicującym ludzi w RPA? I czy tak samo jest w środowiskach LGBT?
Tak, to prawda - rasa nadal jest problemem w Południowej Afryce. Nawet wśród osób homoseksualnych widać wyraźnie, że kręgi towarzyskie tworzą się raczej wśród grup rasowo jednorodnych... Oczywiście, uważam, że to bardzo złe zjawisko i że nie możemy dłużej pozwalać sobie na taką segregację.
Czy w Twoim mieście organizowana jest parada LGBT? Jak to wygląda w całym RPA?
East London, czyli miasto w którym mieszkam, jest jednym z mniejszych w kraju. W najbliższą sobotę będziemy świętować pierwszą Gay Pride w historii miasta. Pomagałem przy jej organizacji i na pewno się na niej pojawię. Nie mogę się doczekać tego momentu, bo będziemy 10 paradą, jaka organizowana jest w RPA. To pokazuje, jak rosnący jest to ruch i jak dokonuje się zmiana.