Przeprowadziłaś jakąś lekcję po publikacji – w czerwcu 2010 r. - tekstu „Jestem nauczycielką, jestem lesbijką” w „Gazecie Wyborczej”?Tak, ale już w innej szkole, niepublicznej. Od września prowadzę seminarium literackie w liceum im. Jacka Kuronia w Warszawie. To bardzo liberalna szkoła. Mogłam podjąć temat literatury homoerotycznej i nikogo to nie oburzyło. Przychodzą uczennice, uczniowie i normalnie dyskutują.
Jak długo pracowałaś w IX liceum w Łodzi?Siedem lat. Odeszłam sama. Miękka homofobia właśnie na tym polega - skutecznie obrzydzili mi pracę, ale nie wywalili. Chciałabym wrócić do państwowej szkoły, ale na razie mam trochę traumę po tamtych wydarzeniach, muszę odczekać.
Ale wiedziałaś, w co się pakujesz.Tak. Chciałam zrobić coming out tak, by miał większe znaczenie, niż tylko dla mnie osobiście jako pierwszej wyoutowanej nauczycielki. Skończyłam Gender Studies, działam na rzecz osób LGBT. Miałam narzędzia, by wpisać moją sytuację w szerszy kontekst heteronormy panującej w szkole.
Na początku zeszłego roku, na panelu dyskusyjnym „Furii”, której jestem wicenaczelną, spotkałam Piotra Pacewicza, wiceszefa „Gazety Wyborczej”. Zaproponował mi artykuł comingoutowy.
Potem była w moim liceum afera z dwiema dziewczynami, które zamieściły w internecie swoje wystylizowane erotyczne zdjęcia. Groziło im wyrzucenie ze szkoły. Wstawiłam się za nimi wbrew dyrekcji. To przyspieszyło decyzję, żeby napisać tekst. Jednak cały czas miałam wątpliwości, bałam się. Wyobrażałam sobie, że żule z mojej dzielnicy pobiją mnie po publikacji.
A twoja dziewczyna co o tym sądziła?Agata zgadzała się ze mną, że trzeba to zrobić. Miała rację. Ilość pozytywnych reakcji była zaskakująca. Lokalna łódzka telewizja puszczała w kółko wywiad ze mną, sąsiadki chwaliły się, że oglądały.
Polskie społeczeństwo jest dużo dalej niż dominujący dyskurs publiczny.
Minęło pół roku i mamy zbiór tekstów „Zakazane miłości” napisany przez ciebie z Piotrem Pacewiczem. Zaprzyjaźniliście się?Tak, to specyficzna relacja. Trochę ojciec-córka, ale bez paternalizmu.
Popkultura zna już wzorzec „gej i jego przyjaciółka heretyczka”, choćby z serialu „Will & Grace”. Lesbijki z przyjacielem heterykiem chyba nie ma.Rzeczywiście. Mnie ciężko jest złapać kontakt z osobami heteronormatywnymi, ale Piotr na szczęście taki nie jest, ma dystans do „męskiej roli” i sporo „kobiecych” cech.
To on wyszedł z pomysłem „Zakazanych miłości”.Tak, ale miał inną koncepcję, chciał pisać o tym, jak osoby LGBT są dyskryminowane przez hetero większość. A ja chciałam raczej zachwiać mechanizmami heteronormy - to ona jest wrogiem. Metoda małych kroczków nie musi się zawsze sprawdzać. Nie jest tak, że na akceptację transów przyjdzie czas po tym, jak społeczeństwo przyzwyczai się do gejów i lesbijek, a na poliamorię, gdy łykniemy związki partnerskie. Moi uczniowie łykali różne pojęcia tożsamości bez zamiatania niczego pod dywan. I Piotr też łyknął. Potem się jeszcze bardziej squeerował i na EuroPride przyszedł w sukience
(śmiech).
Jak definiujesz to, co łączy bohaterów/ki „Zakazanych miłości”?Wykraczają poza heteronormę, czyli poza wyobrażenie, że wszyscy pragną monogamicznego związku dwóch osób różnej płci, jak dwóch połówek stanowiących jedność. Dziewczyna ma się cieszyć, że ma suknię ślubną, a chłopak - że ma dziewczynę na własność. Budują domek z płotkiem, on zarabia, ona zmywa. Wielu heteryków się w tej normie też nie mieści.
Nieheteronormatywni czyli queer?Ci z pierwszej części książki, dotyczącej seksualności - tak.
Samuela Nowaka pytałem, czy dwóch facetów trzymających się za ręce to queer. Powiedział, że zgodnie z teorią queer - nie.Ściśle z teorią nie – zgadzam się, ale zgadzam się też z Tomkiem Basiakiem, gdy mówi, że queer jako rebeliancka niezgoda na wykluczające seksualne, płciowe normy - zależy od kontekstu. W małym polskim mieście dwóch gejów za ręce to niezły queer.
A w Holandii czy Hiszpanii już nie, tak? Jaki kraj, taki queer?Tak. My mamy w książce Tomka Felczaka, który pisze, że lubi rozkładać nogi, i to dla wielu facetów. A jednocześnie dzieli się doświadczeniem gwałtu, którego nie poddaje martyrologii. On jest oczywiście bardziej queerowy, bo mocniej chwieje normami.
Inny wasz bohater, Jacek Rzońca, opowiada, że dziś geje uprawiają przypadkowy seks, a kiedyś tak nie było: najpierw musiała być kolacja przy świecach. Trudno mi w to uwierzyć.Mnie też, ale takie jest jego doświadczenie. On nie bywał na pikietach, nie szukał jednorazowych przygód.
Ale on uogólnia dzisiejszych gejów.Zależało mi na tym wywiadzie, bo starsi geje, o jakich mówi Jacek, to wielcy nieobecni.
Geje i lesbijki mają problemy z jawnym funkcjonowaniem społecznym, co pokazuje wywiad z Izabelą Filipiak i jej partnerką, Lilly-Marie Lamar. Ale jaki problem ma Gosia, wielbicielka BDSM? Jest w sytuacji seksualnej uległa - co do tego ma społeczeństwo?Akurat Gosia jest monogamiczna, więc rzeczywiście może funkcjonować ze swym facetem bez problemu, ale ludzie z poligamicznych domów BDSM, o których opowiada, już tak łatwo nie mają.
Macie m.in. geja ze starszego pokolenia, lesbijkę narzekającą na inne lesbijki, transów po korekcie płci i transów nie dążących do niej, heteryczkę, którą kręci BDSM, kobietę romansującą z księdzem, żonę czarnego faceta... Nie obawiasz się, że całość tworzy trochę poczet dziwadeł wrzuconych do jednego worka?Nie chciałam, by to tak wyglądało i mam nadzieję, że nie wygląda. Przypomina mi się książka „Beznadziejna ucieczka przed Basią” Katarzyny Surmiak-Domańskiej, o której Kazimiera Szczuka napisała krytycznie, że to „bestiarium”. Surmiak opisywała ludzi o nietypowej seksualności z ciekawsko – zafascynowanej pozycji kogoś z zewnątrz, a ja, a przede wszystkim język tej książki – to ważne - jesteśmy z wewnątrz. Poza tym, my nie mieszamy seksualności z zaburzeniem i przestępstwem, np. nie opisujemy transa obok pedofila.
Ale też macie wywiad z homofobem - Romanem Giertychem.Byłam temu przeciwna, proszę to podkreślić
(śmiech). Piotr się uparł, bo uważał, że trzeba pokazać kontrapunkt.
Kontrapunkt? Przecież postawy waszych bohaterów i Giertycha są nieporównywalne.Gdyby to była tylko moja książka, Giertycha bym nie dała. Ale to jest też książka Piotra, mamy dwugłos. Notabene, początkowo zamiast Giertycha miał być jego wiceminister z Łodzi, Mirosław Orzechowski - ten, który chciał zakazywać pracy homoseksualnym nauczycielom. On kończył to samo liceum, w którym ja pracowałam. I za moich czasów był w nim z honorami przyjmowany.
Ale Giertych nie jest jedynym homofobem w książce. A biseksualny chłopak z tekstu „Lova lova i te sprawy”? A Magda, która ma negatywną opinię o „branżowych” lesbijkach? Chciałam pokazać, że nie tylko są biedni geje i lesbijki oraz źli heterycy-homofoby. Podziały są bardziej skomplikowane.
Magda mówi: „świat lesbijek jest straszny”. O co chodzi?„Świat lesbijek” czyli wspólnota. Każda wspólnota to mit. Podtrzymywanie go jest właśnie „straszne”. Oczywiście, istnieje pewien „branżowy” krąg skupiony wokół portali lesbijskich, klubów, krąg „byłych dziewczyn”, świetnie zresztą pokazany w serialu „Słowo na „L”. W Polsce to jest krąg na razie mało zróżnicowany i w ogóle niewielki. Magdzie trudno się w nim odnaleźć.
Dlaczego?Ona uwielbia księżniczki - śliczne dziewczyny, często hetero, a więc niedostępne, względnie bi, przyzwyczajone do wzorca miłości „dworskiej”. Takie, które lubią być adorowane, obsypywane podarunkami. Magdzie takich dziewczyn w les kręgu brakuje. Chce być jak Idgie z książki „Smażone zielone pomidory”, wspinać się na drzewo po plastry miodu dla swojej Ruth.
To nie ta sama tęsknota, która każe wielu gejom pisać w ogłoszeniach erotycznych, że szukają „męskiego, nie budzącego skojarzeń”?Może i tak... Gdzie ci mężczyźni i gdzie te księżniczki? Ja sama świadomie księżniczkę odgrywam, bo to mnie bawi. Ale Magda traktuje to serio, może zawsze będzie szukała tej, która akurat jest niedostępna, bo należy do kogoś innego, i to rozpala pożądanie. Niczym w historiach arturiańskich, albo... w powieściach Jeanette Winterson.
Ona nie może znaleźć dla siebie femme, bo - jej zdaniem - za dużo jest butch?Nie, nie, dziewczyny les, których nie kręci adorowanie, nie muszą być zaraz butch.
Ach, świat lesbijek jest fascynujący i wciąż do zbadania.
I do poszerzenia?O, tak. Dziewczyny z zachodnich krajów opowiadają, że u nich ten klubowo-portalowy krąg jest bardziej różnorodny. Są w nim na przykład dziewczyny transboyów, czyli chłopaków z waginami. Są lesbijki emo, nieemo, i tak dalej – mają masę określeń, które przytaczamy w książce.
No i wiesz, lesbijki wcale nie są takie monogamiczne i domatorskie. Choć, fakt, główny schemat zachowania to: szukam dziewczyny, więc łażę gdzieś po klubach, ale jak znajdę, to lesbijskie wieczory będą domowe: wino i wypożyczymy „Gię” na dvd
(śmiech).
Może to domatorstwo lesbijskie wynika z ogólnej socjalizacji kobiet na „strażniczki domowego ogniska”?Oczywiście! No bo właściwie gdzie są kluby stricte lesbijskie? W Warszawie nie znam, w Łodzi - też nie.
Nie masz wrażenia, że wiele polskich lesbijek w ogóle boi się słowa „lesbijka”?Tak. Dlatego ja - zwolenniczka teorii queer, przeciwniczka tożsamościowego podejścia - napisałam: „jestem lesbijką”. Chcę odczarować to słowo. Wiele dziewczyn używa formuły „queer”, bo ona jest niezrozumiała i zasłaniająca. Pisała o tym Anna Laszuk w „Furii”. Inne czują, że do nich określenie „lesbijka” nie pasuje, bo pojmują je wąsko. Ale na przykład Greta z naszej książki nadal mówi o sobie „lesbijka”, mimo że jest w związku z Anią, osobą trans, biologicznie - mężczyzną.
Poza tym – sprawa wyglądu: lesbijki niekoniecznie mają podgolone włosy i niskie dżinsy. Gdy wzięłam udział z moją Agatą w akcji „Miłość nie wyklucza” promującej związki partnerskie, to specjalnie ubrałam się w te moje firaneczki, falbaneczki.
A Agata "po męsku".Po gejowsku
(śmiech). Mnie kręci niedookreśloność płciowa. Kojarzysz Bretta Andersona z zespołu Suede? Koleś z grzywką na bok, chudy. Introwertyk, którego wzrok mówi: nie lubię cię, nie lubię tłumu, chodźmy stąd. Niby aseksualny, a jednak fascynujący. Moja pierwsza dziewczyna wyglądała jak Brett i na niej się „nauczyłam”, co mnie kręci. Agata jest inna niż Brett, ale też nie wygląda „jak dziewczyna” ani też „jak facet”. Ma w sobie coś z geja, ubiera się w męskim H&M, nosi te same ciuchy, co nasi kumple geje.
Wszyscy jesteśmy trans - mówi w waszej książce Wiktor Dynarski z Trans-Fuzji.No bo czy są tacy, którzy idealnie wpasowują się w role płciowe?
Rozmawiał: Mariusz KurcMarta Konarzewska (1977) – polonistka, nauczycielka licealna i akademicka. Autorka tekstu „Jestem nauczycielką i jestem lesbijką” opublikowanego na łamach "Gazety Wyborczej". W ramach studiów doktoranckich prowadziła zajecia z poetyki, a także z zakresu tematyki gender i queer na UŁ. Wicenaczelna magazynu „Furia. Nieregularnik lesbijsko – feministyczny”. Autorka książki „Zakazane miłości. Seksualnosć i inne tabu” (wraz z Piotrem Pacewiczem). Entuzjastka krytyki postlacanowskiej.

Wywiad ukazał się w najnowszym numerze wydawanego przez KPH magazynu "Replika". Pismo dostępne jest za darmo w klubach gej&les na terenie całej polski oraz w prenumeracie.
Prenumerata (6 numerów) kosztuje tylko 60 zł. Co dwa miesiące otrzymasz "Replikę" prosto do domu. Wpłat na prenumeratę należy dokonywać na: Kampania Przeciw Homofobii, numer konta: 51 2130 0004 2001 0344 2274 0004
, z dopiskiem: Replika - prenumerata (darowizna) oraz podaniem dokładnego adresu do przesyłania magazynu.
Redakcja portalu innastrona.pl dziękuje za udostępnienie materiału.
No i na przyszlosc -- organ meski, ktorego uzywasz do okreslania ludzi, pisze sie przez "ch".