Rozmowa z Michałem Zygmuntem, pisarzem, m.in. o jego ostatniej książce "Lata walk ulicznych", o byciu w... Młodzieży Wszechpolskiej, o polityce, polskim środowisku LGBTW twojej nowej powieści „Lata walk ulicznych” gej mierzy się z polską transformacją ostatnich 20 lat. Wielość jego doświadczeń – erotycznych, zawodowych, politycznych, towarzyskich – przyprawia o zawrót głowy.To moje prywatne rozliczenie z własną młodością, własnym pokoleniem. Z polskością, która uwiera mnie literacko od lat, nie dając spokoju.
On nazywa się Marek Polak nieprzypadkowo, prawda?To polski everyman. Mógłby się urodzić wszędzie tam, gdzie mieszka niedowartościowana inteligencja.
Polski everyman – gejem. Nowość.Jakim tam gejem! To sfrustrowana kryptociota. Uzależniona od seksu, przez własną seksualność zdefiniowana, ale niezdolna do samoakceptacji. Aż się prosiło o taką postać - homoseksualisty żyjącego w ukryciu, pod maską nienawiści do świata kryjącego nienawiść do siebie. Poznałem takich wielu. Świetnie reprezentują polskość. Tą książką rozliczam także polską neoliberalną, konserwatywną teraźniejszość.
Nie podoba ci się ona?Nie może mi się podobać, bo nie uważam prawa jednostki do nieopanowanego bogacenia się za naczelne prawo człowieka.
Marek Polak jest typową ofiarą neoliberalizmu, na którym w ogóle geje tracą, bo wobec nieobecności Żydów - tradycyjnych wrogów numer jeden - są następni na liście. Jak ktoś zarabia psie pieniądze, a kuszony jest ciągle nową plazmą albo wakacjami w tropikach, musi nienawidzić. Pedałów nienawidzić najłatwiej.
Gdzie w tym neoliberalizmie jest ruch LGBT i ty sam?Polski ruch LGBT jest na początku drogi, walczy o przeniesienie mieszczańskiego wzorca małżeństwa na pary homo. To istotny cel, całym sercem go popieram, ale nie powinien to być punkt docelowy. Wywrotowy potencjał homoseksualności należy wykorzystać do wytworzenia alternatywy dla rodzinnej hetero/homonormy, która jest dla mnie czymś koszmarnym. To w małżeństwach rodzi się przemoc, tam jest najwięcej przypadków pedofilii, tam też tkwi ostoja represywnego stosunku do seksualności.
A ja sam? Jest we mnie niezgoda na rzeczywistość, ale i silny indywidualizm. Jeśli walczę, to o wielość narracji w polskiej polityce i kulturze. Aktywistą – wbrew pewnym elementom życiorysu – nie byłem.
Wbrew którym elementom życiorysu?Jako nastolatek, a później student, byłem zaangażowany w działalność polityczną. Jeszcze w podstawówce znalazłem na wycieraczce ulotkę wyborczą Leszka Moczulskiego. Patriotyzm, sowieccy zdrajcy - to było fajne, w stylu Kapitana Klossa
(śmiech). Zacząłem czytać prawicową prasę, kręciła mnie zimnowojenna narracja. W liceum poznałem kolegę działającego w Narodowym Odrodzeniu Polski, trafiłem na zebranie młodzieżówki Unii Polityki Realnej, wreszcie wylądowałem w Młodzieży Wszechpolskiej.
???Tak, tak. Wszyscy, którzy o tym słyszą, spodziewają się pasjonujących opowieści na miarę książek Prilepina, ale przykro mi - to nie było nic ciekawego.
Nie żartuj. Gej w prawicowej młodzieżówce - to przecież samograj! Opowiadaj.Głównie to były pogadanki i pijatyki, które od reszty licealnych imprez różniły się tylko śpiewaniem nazistowskich piosenek. To, co najciekawsze w prawicowych organizacjach to ogromne stężenie kryptohomoseksualizmu. Ludzie, których wtedy poznałem, mają wielki wkład w postać Marka Polaka. Na przykład jeden z liderów UPR, pryncypialny głosiciel chrześcijańskich wartości, domagający się likwidacji podatków i zachwalający bicie dzieci. Pewnego wieczoru spotkałem go w teatrze, był w towarzystwie przystojnego młodzieńca, który zaczął ze mną flirtować. Dopiero po chwili zorientowałem się, że łączy ich coś więcej niż koleżeństwo. Po spektaklu wylądowaliśmy w mieszkaniu działacza, gdzie usilnie chcieli „pokazać mi sypialnię”. Byłem skołowany i w sumie przerażony, więc uciekłem do domu, dostając na drogę „Poradnik ojca” Janusza Korwin-Mikke. „Powinieneś przeczytać rozdział o homoseksualizmie”- powiedział działacz. „Wszystko jest do przełknięcia, byleby się za bardzo nie obnosić!”. Niedawno dowiedziałem się, że ma żonę i trójkę dzieci... Potem poznałem też innego chłopaka. Regularnie odwiedzał pikiety i sekskluby, gejostwo ukrywał, a w działalność UPR był totalnie zaangażowany. Wzorzec przedemancypacyjny: „Ja mogę się pierdolić, ale światu potrzebne są zasady” - opowiadał. Paradoksalnie przedstawiał mi siebie jako homoseksualistę.
A ty jak o sobie wtedy mówiłeś?Twardo uważałem się za heteryka, który po prostu lubi obciągać. Żeby nie było, że tylko jeżdżę po innych – moje życie seksualne też zyskało na tym prawicowym epizodzie. Latem znalazłem się na obozie szkoleniowym Młodzieży Wszechpolskiej. Nuda, dużo złej muzyki - „rock patriotyczny” jest gorszy od disco polo - plus symulujący gejowski seks nawaleni chłopcy, którzy nie mieli nic przeciw obciąganiu w nocy pod śpiworem. Po kilku miesiącach już mnie w MW nie było.
Coming out nie wchodził chyba w grę?Na pół żartobliwie outowałem się koleżankom i kolegom już w późnej podstawówce. I miałem dziewczyny.
A chłopaków?Spotykałem się z dziewczynami i otwarcie flirtowałem z kolegami, a przy tym nie identyfikowałem się jako gej. Gej to była dla mnie przegięta cioteczka, przestylizowana, walcząca o prawa. Byłem bliski definicji Roya Cohna z "Aniołów w Ameryce", który mówił, że "nie jest homo, tylko po prostu pieprzy się z facetami". Jednocześnie tylko w chłopakach byłem w stanie się zakochać. Oczywiście cała moja otwartość ograniczała się do bliskiego towarzystwa – na skrajnej prawicy cicho sza.
Masz krytyczny stosunek do dzisiejszego polskiego ruchu LGBT, a sam jesteś gejem z przeszłością w prawicowej młodzieżówce. Nieźle.Wkurza mnie, gdy na portalach branżowych widzę posty typu
moja orientacja nie ma wpływu na moje poglądy, albo są ważniejsze sprawy - podatki, gospodarka. Idzie za tym masowe poparcie gejów dla Platformy Obywatelskiej. Jak można głosować na partię twierdzącą, że jesteśmy dewiantami? To zaprzeczanie własnej godności. Oraz brak wewnętrznej solidarności, bo nie wszyscy geje żyją w miastach, nie wszyscy mają pieniądze, dla wielu priorytetami są problemy socjalno-bytowe. Powinniśmy być zainteresowani ekonomiczną emancypacją jak najszerszej grupy obywateli, a zatem – popierać lewicę. Zadaniem ruchu LGBT powinno być przekonanie do tego zamożnych, nieheteroseksualnych mieszkańców dużych miast, którzy tolerancję - mieszkania w dobrych dzielnicach i życie w bogatych otwartych środowiskach - zdążyli sobie już kupić. Walkę o prawa gejów można wygrać tylko w pakiecie z walką o innych wykluczonych.
„Moherowe berety” to też wykluczeni.To ludzie, którzy często kiedyś głosowali na lewicę i się rozczarowali. To ci, których kapitalizm wyklucza - winę za jego zło przerzucają na gejów. Bo Żydów, muzułmanów i imigrantów, których się w innych krajach obwinia o wszelkie zło, u nas prawie nie ma.
Moim sposobem na powiększanie sfery wolności jest kultura. Radykalne projekty, które otwierają mniejsze ośrodki na różnorodność. Tak dzieje się np. wokół teatru w Wałbrzychu.
Teatr to elitarne miejsce. A emancypacyjny potencjał popkultury - na przykład Lady Gagi?Krytykując konsumpcjonizm nie chcę iść za daleko. Fakt, że Gaga zarabia pieniądze nie oznacza, że odmawiam jej zasług w walce o prawa LGBT. Bardziej jednak cenię Madonnę - to porywająca osobowość. Sam nie fascynuję się gay-friendly supergwiazdami, może poza Tildą Swinton. Gejowskimi ikonami są dla mnie autodestrukcyjni mężczyźni – Derek Jarman, Pier Paolo Pasolini, River Phoenix. Buntownicy bez powodu, silni i inteligentni. Może dlatego, że jestem napiętnowany nieprzystosowaniem.
Jakim nieprzystosowaniem?W wieku 3 lat czytałem bajki na głos rówieśnikom w przedszkolu. Mówiłem innym językiem od reszty dzieci, miałem inne zainteresowania i w sumie nie znosili mnie. Więc zamknąłem sie w sobie. A w szkole postanowiłem się zmienić i z dnia na dzień stałem się klasowym błaznem. Do dziś nie wiem, jak tego dokonałem będąc siedmioletnim brzdącem. Dopiero kilka lat temu zdałem sobie sprawę, że nie mam już ochoty na szukanie poklasku i nie chcę udawać. Zaakceptowałem siebie.
Odkrycie homoseksualności?To też był proces. Ominął mnie na szczęście etap autoagresji, ale przeszedłem przez kilka związków z dziewczynami. Ale też przez całe liceum - z przerwami - miałem niby związek - niby, bo niedopowiedziany - z chłopakiem.
A teraz?Od 21 roku życia nie romansuję z dziewczynami. Wciąż nie mówię o sobie "jestem gejem", to trochę mi za słodko brzmi. Kojarzy mi się z takim wyluzowano-konsumpcyjnym modelem zachodnim. Wolę określenie "pedał", które w moim rozumieniu jest bliskie anglojęzycznemu "queer". W pedalstwie fajne jest wyjście poza społeczną normę, stan ciągłej kontestacji.
A ty masz potrzebę ciągłej kontestacji, tak?Mam potrzebę ciągłej, czujnej obserwacji rzeczywistości. I robienia zadymy, kiedy widzę, że coś jest nie tak. Dlatego wylądowałem w końcu na lewicy.
W twoich powieściach - np. w scenie pogrzebu Trzałkowskiego w "New romantic" - widać jakby tęsknotę za chrześcijaństwem.Ciekawe spostrzeżenie... Trochę tęsknię za absolutem, jak mój bohater, dla którego droga do Boga wiedzie przez ciało. Jestem racjonalistą, ale też czytam książki o cudach, układam Tarota, próbuję zrozumieć motywacje religijnych fundamentalistów. To niełatwe, bo zawsze byłem areligijny. Kościół uważam za najnudniejsze miejsce na Ziemi. Ale pasjonuje mnie polskość, a tej nie da się analizować bez religii.
Pasjonuje cię polskość – serio?Polska jest jednym z najciekawszych krajów na świecie! Zachodzą tu rzeczy, które trudno zrozumieć, dla pisarza źródło nieustającej inspiracji. Krzyż pod pałacem, zbiorowa żałoba po Smoleńsku, życie polityczne odklejone od rzeczywistości. Polskie sprzeczności: mój były chłopak przedstawił mnie na początku naszego związku swej ultrakonserwatywnej rodzinie, a oni przyjęli mnie z tradycyjną, polską gościnnością. I nie było w tym fałszu. Wielka przepaść miedzy prywatnym a publicznym. Polskie życie emocjami, odwaga i szczerość. Kocham Polskę. Co prawda jednocześnie jej nienawidzę, ale w miłości to nie przeszkadza.
Rozmawiał: Maciej Kirschenbaum, grudzień 2010 r.Michał Zygmunt (1977) - pisarz, autor dwóch powieści: "New romantic" (2007) i "Lata walk ulicznych" (2010), publikował m.in. we "Wprost" i "DIK Fagazine".

Wywiad ukazał się w najnowszym numerze wydawanego przez KPH magazynu "Replika". Pismo dostępne jest za darmo w klubach gej&les na terenie całej polski oraz w prenumeracie.
Prenumerata (6 numerów) kosztuje tylko 60 zł. Co dwa miesiące otrzymasz "Replikę" prosto do domu. Wpłat na prenumeratę należy dokonywać na: Kampania Przeciw Homofobii, numer konta: 35 2130 0004 2001 0344 2274 0001, z dopiskiem: Replika - prenumerata (darowizna) oraz podaniem dokładnego adresu do przesyłania magazynu.
Redakcja portalu innastrona.pl dziękuje za udostępnienie materiału.
A Śląsk to już w ogóle .
10/10, uśmiałem się
tak właściwie - ile treści niesie ze sobą słynne Terencjuszowe "homo sum..." ;)
artykuł bardzo ciekawy, ukazuje polską rzeczywistość i hipokryzję:) może ktoś napisałby w końcu coś o "lawendowej mafii"? :D
Są inne sprawy w państwie niż prawa homoseksualistów. Fajnie że SLD postuluje wprowadzenie małżeństw, adopcji dzieci, aborcji itd ale co z tego, skoro ich program gospodarczy to jedno wielkie nic. Wolę żyć tak jak teraz z PO czy ew. PiS za kilka miesięcy u władzy ale mieć za co kupić chleb.
re: gej vs pedal: to cholernie czeste zjawisko w pewnych okolicach branzy, ale nie wiem, czy MZ stosuje ten podzial tylko wobec siebie, czy ogolnie wobec mezczyzn homo.