- Bo wiesz… w kwestii tego waszego seksu - zaczęła kilka dni temu moja znajoma.
Wiedziałam już, że to co miało być lekkostrawnym obiadem, będzie dla mnie jak wyciek ropy w Zatoce Meksykańskiej.
- No bo u nas to wiesz - facet ma to co powinien mieć i jest normalnie, a tak jakoś… No u lesbijek to dziwne.
- Dziwne?
- No, a nie? Jak to tak bez… No bez fiuta…
- Są jeszcze marchewki, pory, ogórki…
- Że co?
- Nic, próbuję ci uświadomić komizm twojego myślenia. No nie róbmy z tych kilku centymetrów łóżkowego bożyszcza.
- Ale to jakoś dziwnie… Wy w ogóle macie orgazm? Tak bez tych kilku cm?
Oczami wyobraźni widzę, jak setki lesbijek goszczących na IS zderza się z okrutną prawdą - do orgazmu potrzebny jest penis! Tak drogie Panie, na nic wasze giętkie palce, sprawne języki, pozycje na „jęcząca sarnę” czy „galopującą niedźwiedzicę” - fakty mówią same za siebie. Pozostaje usiąść i płakać - seksualny dorobek naszych lesbo babek i prababek tegoż smutnego dnia runął, przywalony ciężkim brzemieniem bożyszcza fallusa. Od dziś żadna z Was nie zazna spokoju, a orgazm będzie dla Was jedynie odległym wspomnieniem odkąd znacie już tę okrutną prawdę. To nie jakieś tam „Uwolnić orkę”, ani też sms-owa akcja „W celu wykupienia pakietu 500 orgazmów wyślij sms’a o treści normal, hard, very hardcore”. Niech posypie się gradobicie wirtualnych świeczek, a IS zmieni kolor na czarno- białe barwy żałoby.
Jeżeli w obliczu tak wielkiej tragedii znajdzie się jakaś dusza, która jednak widzi światełko na końcu tunelu, niech postara się razem ze mną przyjrzeć tej sprawie…
Jak nie po dobroci, to siłąW 89. ukazał się film „Galimatias, czyli kogel- mogel II” będący kontynuacją filmu Romana Załuskiego „Kogel- mogel” z 88. Nigdy jeszcze nie udało mi się go obejrzeć do końca, mimo iż podchodziłam do niego trzy razy. Za każdym razem nie mogłam patrzeć jak ta biedna Kasia (Grażyna Błęcka- Kolska) przymuszana jest do wpasowania się w rolę posłusznej żony i matki. W głowie tej młodej dziewczyny snuły się plany rozpoczęcia studiów, podczas gdy Paweł, jej mąż, w którego rolę wcielił się Dariusz Siatkowski, siłą próbuje wymusić na niej dziecko. I żeby to jeszcze ze szczerej, dyktowanej jakąś pierwotną naturą człowieka chęci zostania ojcem - a skądże - chodziło o przejęcie gospodarstwa teścia. Przez cały czas, kiedy jeszcze daję radę wytrzymać przed telewizorem, toczy się na ekranie wywieranie presji na Kaśce. „Jestem twoim mężem, to twój obowiązek”, „Jak to tak bez dzieci, cała wieś się będzie śmiała”. Wszystko sprowadza się do jakiejś mechanicznej czynności, pozbawionej uczucia. Paranoja zaczyna się w momencie, gdy zdesperowany Paweł siłą zanosi Kasię do sypialni chcąc wymusić stosunek…
Jeżeli kobieta opowiada o seksie, a mowa tu o kobiecie heteroseksualnej, to z wypiekiem i zawstydzeniem na twarzy. To mężczyzna może bez skrępowania opowiadać o łóżkowych przygodach. Gdy słucham opowieści moich heteroseksualnych znajomych, widzę jak ważą słowa i kontrolują się by nie wyjść na zbyt rozwiązłe. Wyczuwam jak wszystko skupia się wokół faceta - on zrobił to, on powiedział tamto, on wyglądał tak, a potem tak - własne odczucia gdzieś się zawieruszają. Tylko czekam aż któraś palnie „Było mi dobrze, bo po wszystkim Tadziu tak powiedział”. Jest to silne do tego stopnia, że obraz seksu widziany ich oczami nie ma żadnego sensu istnienia, gdy pierwszoplanowej roli nie gra w nim męski członek. Można wprawdzie powiedzieć "za to wy lesbijki nie wyobrażacie sobie seksu bez żeńskich atrybutów, więc o co chodzi?" - różnica jednak polega na tym, że choć wolę ten rodzaj seksu, to nie zadaję pytań „o matko, ale naprawdę - z facetem też można mieć orgazm?”. I nie tłumaczy tego to, że jesteśmy „inni”, „nieznani”, że tamci nie wiedzą po prostu czym w ogóle jest seks z kobietą - tysiące lesbijek nie było i nie będzie nigdy w łóżku z mężczyzną i też mogą powiedzieć, że jest to dla nich coś „innego”. Mimo wszystko nie reagują w taki sposób.
Losuj karteczkę kochanieGdy ktoś prosi mnie abym opowiedziała coś o seksie kobiety z kobietą, czuje się jak gdybym została poproszona o przeczytanie książki „Stosunek seksualny kosmitów”. Zwykła czynność, która dla nas jest czymś normalnym, dla takich osób staje się czymś na miarę przygód Stasia i Nel. Raz nawet usłyszałam słowa uznania - „Wy jesteście dzielne, to nie wasza wina, że kochacie inaczej, i mimo tego potraficie jakoś sobie zastąpić mężczyznę”. Te słowa zrodziły w mej głowie dantejskie sceny, które popchnęły mnie do udzielenia odpowiedzi - „Tak, jest nam bardzo, bardzo ciężko, ale jesteśmy silne - w naszych związkach gdy dochodzi do kontaktu seksualnego losujemy karteczkę, która z nas ma się dziś przebrać za faceta, rekompensujemy sobie w ten sposób tą męską stratę jaką nas obarczył ten parszywy los”. Co usłyszałam? - „Boże, aż tak źle z tym u was?”.
Jakby się tak dłużej zastanowić nad tym, kto ma gorzej, to nie powiedziałabym, że lesbijki. Przecież to nie o lesbijkach, krążą opowiastki o udawanym orgazmie. Być może swoją nieporadność tłumaczą tak tylko heteroseksualni mężczyźni, którzy zwyczajnie nie umieją zaspokoić swoich partnerek, a całą winę właśnie na nie zwalają. Całe to naśmiewanie się „nie dziś kochanie - mam migrenę” - jakoś też nie słyszałam aby zdarzało się wśród par kobieta- kobieta. Niezastąpiona rola mężczyzny ponosi więc klęskę. Jednak dotąd będziemy bohaterkami książki „Stosunek seksualny kosmitów”, dokąd sam homoseksualizm będzie pejzażem książki „Planeta Marsjan”. Wcześniej raczej nic tego nie zmieni…
Lesbijskie centymetryMam nadzieję, że coraz większe poruszanie w społeczeństwie spraw osób homoseksualnych powoli wygoni ciekawskich z naszych sypialni. Dziś to z nas próbuje się robić tych, którzy nawet otwartą ranę by zgwałcili - jednak to nie my paradujemy z plakatami „Nie bolą was dupy?” - a jakże taki plakat rozumieć: ciekawość, chęć spróbowania czegoś nowego poprzedzana „badaniem gruntu”? Być może kiedyś osoby takie jak ta, z którą odbyłam rozmowę zrozumieją, że nie ważne kto z kim, gdzie i co robi - ważne aby ten ktoś, coś i gdzieś wywoływało podniecenie… A stąd już do orgazmu niedaleka droga - „jak na długość palca”- i jakby nie patrzeć, to również są jakieś centymetry ;)
Anna Krystowczyk - Miłośniczka starych filmów, jazzu i fotografii. Skryta kochanka Zdzisława Beksińskiego, marząca o wyjeździe do Indii.
Kiedyś autorka bloga, w którym pół żartem - pół serio ujmowała bieżące i minione sprawy z życia LGBT.
- Zdradziłaś mnie!
- Ty mnie też!
- Ale ja zdradziłem Cię z kobietą!
- Ja Ciebie też!''
Znajoma pyta: ''jak to jest z kobietą?''. Odpowiadam: ''chcesz sprawdzić?''
Następuje chwila konsternacji i ... koniec pytań....
Przypomniał mi o rozmowie z moją (dużo starszą, heteroseksualną) siostrą, która nie mogła nadziwić się jak można uprawiać seks bez (prawdziwego) penisa (prawdziwego) meżczyzny. Odpowiedziałam jej:
- Przecież jest milion sposobów!!!!!!!!
A ona: - Jakich milion sposobów?!?!?!
Och, tak, bardzo mi było smutno, że ona ich nie zna.... ;) A żyje na tym świecie całe 10 lat dłużej niż ja....!
To chyba było też do mnie.
Nie, dla mnie nie "zależy". Czy prawdziwy, czy plastikowy, jednakowo mnie to kompletnie nie kręci. Nie lubię mieć w łóżku niczego, co kojarzyłoby się z męskimi genitaliami.
Tak wiem, wszyscy lubią strap-on'y a ja jestem dziwna. ;)
=D
Piszemy ksiązki :) Aniu koniecznie :D
I ten lekki cyzinm... =P
Uwielbiam ludzi którzy potrafią pół żartem pół serio przedstawić bądz opowiedzieć jakiś problem w tym akurat przypadku... =D
Przeczytanie owego artykułu to jak zastrzyk optymistycznegO podejścia, dzisiaj już nic mnie nie wkurzy hehe... =D
A tam, od razu zlinczowany. ;) Problem jest tak naprawdę dość powszechny, nie tylko wśród kobiet, ale wśród mężczyzn też. Sam przecież powiedziałeś, że ludzie zadają ci to pytanie, nie jest to więc kwestia wyłącznie "lesbijska".