Czarnoskóry kandydat na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych Barak Obama, udzielił długiego wywiadu ukazującemu się w Los Angeles pismu LGBT The Advocate. Obama, senator ze stanu Illinois, zażarcie walczy o nominację z ramienia partii demokratycznej, a jego konkurentką jest popularna Hillary Clinton. W przeciwieństwie do niej, był dotąd raczej ostrożny w kontaktach z mediami gejowskimi...
- Janusz Marchwiński -
Czarnoskóry kandydat na urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych Barak Obama, udzielił długiego wywiadu ukazującemu się w Los Angeles pismu LGBT The Advocate. Obama, senator ze stanu Illinois, zażarcie walczy o nominację z ramienia partii demokratycznej, a jego konkurentką jest popularna Hillary Clinton. W przeciwieństwie do niej, był dotąd raczej ostrożny w kontaktach z mediami gejowskimi. Udzielił tylko jednego wywiadu a jego sztab zamieścił serię ogłoszeń wyborczych w gejowskich pismach w Teksasie i Ohio co - jak mu skrupulatnie wyliczono - kosztowało zaledwie kilka tysięcy dolarów. W ogłoszeniach, kandydat na prezydenta USA przypominał o Stonewall - zamieszkach z roku 1969, które uważa się za początek walki amerykańskiej społeczności LGBT o równouprawnienie.
Trzeba wiedzieć, że większość amerykańskich gejów i lesbijek popiera raczej Hillary Clinton. Na dodatek, na złą reputację Obamy w środowisku gej/les wpływają jego powiązania z chrześcijańskimi fundamentalistami, głoszącymi że homoseksualizm został potępiony w Biblii, a gejów należy leczyć.
Wywiad w The Advocate ukazał się tuż przed kolejnymi i ważnymi wyborami w stanie Pennsylvania, co skłoniło wielu komentatorów do formułowania podejrzeń o chęć wykorzystania przez Obamę mniejszości seksualnych jako ostatniej rezerwy w walce o nominację. Zapytany o dotychczasową wstrzemięźliwość w wypowiedziach na tematy gejowskie, Obama tłumaczy się napiętym terminarzem, czyli po prostu brakiem czasu. Przypomniał też swoje wystąpienie przed czarną publicznością w jednej ze świątyń, w którym potępił homofobię, powszechną pośród Afro-Amerykanów.
Na konkretne pytanie - co zrobiłby dla społeczności LGBT gdyby został wybrany do Białego Domu, Barak Obama odpowiedział, że starałby się zlikwidować obowiązującą w armii USA zasadę "don't ask, don't tell", co znaczy że nie wolno pytać o orientację seksualną, ale też nie wolno jej wyjawiać. Chciałby także legalizacji związków partnerskich w poszczególnych stanach i przyznania partnerom gejów, pracującym w instytucjach rządowych takich samych przywilejów jak osobom heteroseksualnym.
Wydawać by się mogło, że to bardzo niewiele. Jednak sytuacja środowiska LGBT w Stanach Zjednoczonych jest niezwykle skomplikowana. Z jednej strony, maksymalnym żądaniem jest prawne uznanie związków jednopłciowych w prawodawstwie federalnym. Stoi temu na przeszkodzie tzw. Defense of Marriage Act (DOMA), ustawa uchwalona ogromną większością głosów przez Kongres w roku 1996 za prezydentury Billa Clintona. Stanowi ona, że żaden stan USA nie może uznać związku dwóch osób tej samej płci jako małżeństwa i wyklucza jego uznanie przez rząd w Waszyngtonie. Z drugiej strony, nieustannie trwają próby podważenia DOMA, co częściowo się udało. Stan Massachusetts uznał partnerstwo jednopłciowe w 2006 roku, pięć innych stanów zalegalizowało różne formy takich związków. Jednocześnie jednak dwadzieścia sześć stanów wprowadziły do swych konstytucji zapisy zakazujące małżeństw gejowskich. Obama, wypowiadając się za uchylaniem ustawy DOMA, składa zatem jasną deklarację polityczną, choć - oczywiście - nie jest władny zadekretować takiej zmiany, nawet jeśliby został prezydentem USA.
Mówi: "Nie jestem od tego, by mówić środowisku LGBT jaką drogę ma wybrać w walce o swoje cele. Całkowicie respektuję prawo osób, żyjących w związkach homoseksualnych do posiadania przywilejów dostępnych małżeństwom. Jednak i tak do pełnej równości nie dojdziemy, dopóki słowo "małżeństwo" zastrzeżone będzie dla osób heteroseksualnych. Widzę to z własnej perspektywy, ponieważ jestem dzieckiem związku mieszanego, który - kiedy się urodziłem - był nielegalny w dwunastu stanach."
Barak Obama deklaruje się jako osoba tolerancyjna. "Tolerancję wobec gejów wpoiła mi matka" - mówi. Za pośrednictwem dużego i wpływowego pisma LGBT zwraca się do mniejszości, której uparcie odmawia się przyznania najbardziej podstawowych praw, która jednak jest na tyle potężna, że jej głos liczy się w ogólnonarodowej debacie. Wartość gejów i lesbijek jako grupy konsumenckiej została dostrzeżona już dawno. Teraz chodzi o to, by zostali zaakceptowani jako pełnoprawni obywatele.
Zapowiada się, że Obama "dostanie po uszach"
od amerykańskich gejów i lesbijek
jak to amerykanie maiają.