W kulturze popularnej i mediach nigdy nie brakowało nam artystów płci obojga, którzy nie ukrywali się ze swoim bi-, homo- czy transseksualizmem, bądź notorycznie byli z nim identyfikowani, choćby i wbrew swej woli(...) Co jednak z inną rozrywką skupiającą uwagę mas, na której robi się bezsprzecznie miliony podobne do tych z pop-kultury? Co z zawodowym sportem?
W kulturze popularnej i mediach nigdy nie brakowało nam artystów płci obojga, którzy nie ukrywali się ze swoim bi-, homo- czy transseksualizmem, bądź notorycznie byli z nim identyfikowani, choćby i wbrew swej woli. Przyzwyczailiśmy się niejako do tych wszystkich piosenkarek, aktorów, etc. - nieco innych, wrażliwych, uwodzicielskich w swojej sex-tajemnicy, osadzonej w heteronormatywnym świecie. Ich twarze często stały się symbolami XX wieku, bo na ikony bieżącego stulecia chyba jeszcze za wcześnie. Nazwiska? Wymieńcie sobie sami. Szkoda na to tutaj miejsca i czasu, ponieważ lista jest już dosyć długa.
Co z innymi pokrewnymi profesjami? Sławni reżyserzy, dziennikarze czy pisarki - ich praca, choćby nie mniej twórcza, nie łączy się z tak intensywną obecnością ich życia prywatnego na arenie cyrku próżności trash-magazynów czy plotkarskich programów TV. Ich traktujemy "profesjonalnie i z dystansem", niech robią to, w czym są dobrzy. I tyle. A fakt, jak wygląda ich łóżkowe pożycie, zostawiamy w cieniu. Kogo tam interesuje news, że jeden z braci Wachowskich, stojących za serią filmów "Matrix", przeszedł transformację, dzięki której stał się w końcu fizycznie kobietą? Ba! Gdyby to zrobił Keanu Reeves, to by była dopiero gratka.
Co jednak z inną rozrywką skupiającą uwagę mas, na której robi się bezsprzecznie miliony podobne do tych z pop-kultury? Co z zawodowym sportem? Jest w jego świecie podobnie, jak wśród rozartyzowanych X muz? Czy można być sportowcem o otwarcie innej niż heteroseksualna orientacji i wciąż czuć się i pracować komfortowo? Śmiem wątpić.
Czy zabiegi grona specjalistów od public relations, otaczających Davida Beckhama zmieniło tu cokolwiek? Metroseksualizm, cokolwiek ten termin oznacza, to raczej kolejny nurt w świecie mody (dobrze zorientowanym nie trzeba przypominać, że dziś już nie warto być metro-; trzeba być über-). Sport i jego psychospołeczna otoczka nie jest tak zmienna i przemijająca. Beckham, narodowy bohater i światowa gwiazda, zawsze podkreśla, iż jest w pierwszej kolejności mężem i ojcem. Bardzo dobrze, cieszę się jego szczęściem. Lecz dlaczego nigdy nie wspomniał o homoseksualizmie we własnej profesji, skoro tak ochoczo informuje choćby o obiedzie z najlepszym przyjacielem rodziny, Sir Eltonem Johnem? Cóż, otwartość ma pewne granice.
Parę dni temu sportowa Ameryka "zatrzęsła się w posadach" po tym, jak jeden ze znanych koszykarzy NBA, John Amaechi , oświadczył publicznie w swojej książce, iż jest gejem. Wysoki na ponad dwa metry pedał, biegający z naszą męską piłką po naszym męskim boisku?! Coś tu nie gra. No właśnie...
John Amaechi od lat miał wątpliwą przyjemność być przedmiotem elektryzujących spekulacji co do "jego tego", z czym radził sobie lepiej lub gorzej. W angielskim Manchesterze, gdzie się wychował, nie budziło to już zbytniej sensacji, sam natknąłem się na niego nie tak dawno w popularnym klubie "Via Fossa" w gay village. Żadnych nagłówków na ten temat w lokalnych gazetach nie dostrzegłem. Co innego dzieję się w "God blessed" America. Lecz zapewne i tu i tam pierwszoligowe kluby wciąż będą zatrudniać agencje PR-owe, by wybranym sportowcom podrasować hetero-wizerunek, otaczając ich tłumem pięknych modelek i gromadką cudzych dzieci, gdziekolwiek bohater pokaże się publicznie, wystawiony na żer.
Przypomnijmy tylko, co zostało przed kilkunastu laty z pierwszym i jak dotąd jedynym "wartym miliony" piłkarzem w UK, Justinem Fashanu, który mimo zabiegów wielu ludzi z jego otoczenia oświadczył szczerze, że jest gejem - na łamach największego na Wyspach tabloidu, "The Sun", dodam tylko. Popełnił on samobójstwo po homofonicznej nagonce ze strony mediów, fanów über-męskiego futbolu i samej rodziny, wieszając się w cudzym garażu, gdzie zostawił tylko siebie i krótka notatkę: "I realised that I had already been presumed guilty. I do not want to give any more embarrassment to my friends and family(...)I hope the Jesus I love welcomes me, I will at last find peace."
Czekam zatem niecierpliwie na kolejną ekscytację skocznią narciarską, piłką ręczną bądź innym narodowym sportem Polaków.
(drd)
wiecej: http://sport.gazeta.pl/koszykowka/1,65086,3921932.html