Wraz z listopadowym numerem "Cosmopolitana", do rąk czytelniczek i czytelników trafia kalendarz na przyszły rok, w którym każdy z dwunastu miesięcy ma nam osładzać przystojny, świetnie zbudowany, seksowny chłopak. Oczywiście zaopatrzyłem się i ja w jeden egzemplarz. Teraz mroźne styczniowe czy lutowe poranki, będzie choć trochę swym ciepłem rozgrzewał słodki chłopak, a o zbliżającym się lecie przypomni flirtujące spojrzenie zawadiackiego blondyna. Czy Ci młodzi, na pół roznegliżowani mężczyźni choć przez chwilę zastanawiali się nad tym kto i w jakich okolicznościach będzie się na nich patrzył? Rozbierał wzrokiem, chciwie i łapczywie zerkał znad talerza z zupą, albo tęsknie mrugał na dobranoc?
Przywykliśmy do wszechogarniającej nagości kobiet. Słynne kalendarze Pirelli, albo ostatnio Lavazza, w artystyczny sposób, prezentują piękno kobiecego ciała. Dziewczyny są tutaj tylko towarem, wabikiem dla męskich (głównie) oczu, przynętą i strategią, dzięki której ma się obudzić w patrzącym pożądanie, a tym samym pozytywny emocjonalny stosunek do produktu, tymczasowo dyskretnie migającego w tle. Niestety taki dość subtelny sposób prezentowania kobiecej nagości i seksualności, można nawet powiedzieć nie tylko niezwykle estetyczne ale i bardzo artystyczne, jest rzadkością. Był czas, gdy prawie każda firma w Polsce wydawała swoje ścienne kalendarze, nie ważne czy produkowała śruby czy wózki widłowe, a na ów kalendarz powoływana była blondynka o obfitym biuście, spojrzeniu zaprogramowanym tak, by odpowiadało potrzebom męskiej, heteroseksualnej większości. Dziewczyny z plakatów, które nie cieszą się fantazją swych kształtów i możliwościami swej seksualności dla samych siebie. To na co one mają ochotę, o czym myślą i kogo chciałby umieścić w pozycji podglądającego, dla dominującego mężczyzny nie jest ważne. Jej nagość została instrumentalnie zaprzęgnięta, aby reprodukować historyczny schemat: mężczyzna- to ten, który jest władcą spojrzenia, jest poza planem, ustawia, modeluje, definiuje, określa, także kontroluje i ogranicza, zaś kobieta to ta, która ma po prostu dobrze (tj. atrakcyjnie dla mężczyzny) wyglądać. Spełniać wszelkie fantazmaty i typizacje, być esencją wyobrażeń o biologicznej kobiecości - kruchej, podległej, pasywnej, zmiennej, pożądliwej. Ma być inna niż patrzący. Nawet lesbijski seks i płynąca z niego dla uczestniczących w seksualnej grze kobiet, przyjemność, zostaje im odebrana i zaanektowana na potrzeby męskiego pożądania. Nagle dowiadujemy się, że miłość między dwiema kobietami istnieje tylko po to aby spełniać fantazje patrzących, heteroseksualnych mężczyzn.
Siła uprzywilejowanej pozycji heteroseksualnych mężczyzn (często też charakterystykę uzupełniają przymiotniki: biały, zamożny) polega na tym, że jest nieuświadomiona, zinternalizowana i poddana procesowi naturalizacji. Władza męskiego spojrzenia ma swoje dalsze konsekwencje także w społecznym konstruowaniu kobiecego ciała. Buduje się definicje i koncepcje piękna, zasady i reguły rozporządzania / zarządzania własnym ciałem, implementuje się w nas (a zwłaszcza w kobiety) określone wzorce fizycznego wyglądu - a wszystko by reprodukować męską dominację.
Tymczasem coraz częściej także mężczyzna zostaje uchwycony przez oko kamery. Za sprawą postępującej medializacji, także męskie ciało, we wszystkich jego manifestacjach i odsłonach, zostaje odsłonięte, obnażone i poddane oceniającemu spojrzeniu, kobiet i innych mężczyzn. Panowie pozbawieni odzienia, wdzięczą się na różnych okładkach kolorowych magazynów, kalendarzach (jak choćby na tym "Cosmopolitana"), plakatach i w reklamach. Zadbani, dobrze ostrzyżeni, opaleni, z lekkim makijażem. Kultura popularna i wszystkie jej mechanizmy pracując na męskim materiale stopniowo go feminizując W ramach obowiązującej w naszym kraju patriarchalnej kultury efekt tych zabiegów, jest określany jako kobiecy. Taki "ukobiecony" mężczyzna, jeśli odwoływać się do najbardziej rozpowszechnionego w Polsce tradycyjnego paradygmatu męskości, jest jakąś straszliwą pomyłką. Zatraca swoją tożsamość, wszak to on ma być męski, szorstki, władczy, to on zwraca się ze swoim spojrzeniem, nazywa i ocenia. Mężczyźni z ilustracji w COSMO, albo przywoływane gwiazdy najnowszego kalendarza są natomiast pokazani w sposób, jaki dotychczas był zarezerwowany dla kobiet: zniewieściali, długowłosi, wydepilowani. Najpewniej są gejami - pomyśli wielu panów silnie przywiązanych do tradycyjnego ujęci męskości i jej roli w społeczeństwie.
Teraz Role się odwróciły. Wisi sobie kalendarz, a na nim spojrzenie wielu kobiet i mężczyzn, nie tylko homoseksualnych. Czy sytuacja jest analogiczna do tej opisanej na samym początku? Mężczyzna uprzedmiotowiony, stworzony na potrzeby naszych estetycznych i seksualnych potrzeb. Czy powinniśmy mieć w związku z tym jakieś moralne dylematy? Absolutnie. Nie ma żadnej równości między sposobem i intensywnością prezentowania męskiej i żeńskiej nagości. Żeby było jasne, nie jestem broń boże antypornografem, nie chcę być kolejnym facetem walczącym o tzw. godność czy niewinność kobiet. Należy jedynie właściwie zdiagnozować sytuację w jakiej znajduje się nasza kultura. To kobiety są w niej opresjonowane (jak i wszelkie mniejszości), i muszą poruszać się w ramach nakreślonych przez heteronormatywną większość. Należy walczyć o wyrwanie kobiet z sieci heteroseksitowskich, patriarchalnie skonstruowanych, szowinistycznych znaczeń i pragnień. Dyskurs dominującej kultury musi spotkać się z naszą reakcją. Jak to zrobić? Nie jest moim celem w tej chwili otwierać taką dyskusję. Póki co potraktujmy każde spojrzenie na roznegliżowanego mężczyznę z kalendarza COSMO, jako przyjemny dla zadającego, symboliczny cios w patriarchat.
Bartłomiej LisBartłomiej List jest studentem Gender Studiem UW. Kontakt z autorem:
[email protected]
Pozdrowienia
Dużo Zdrowia !!!
A co z tego, że taki kalendarz spodoba się gejom? - nas nie trzeba do męskiej erotyki przekonywać...
Trochę trudno mi pojąć ideę tego artykułu - czy to ma coś wspólnego z homoseksualistami, czy też jest to po prostu kolejny głos w sprawie ucisku kobiet? Jeśli to pierwsze - to się nie zgadzam z odnoszeniem tej sprawy do beznadziejnego problemu dyskryminacji gejów w heteroMatrixie, bo dla nas w tym systemie W OGÓLE NIE MA MIEJSCA. Jeśli drugie - to też nie jestem przekonany, bo kalendarz Cosmo (jak pisałem wyżej) nie jest ani pierwszym, ani ostatnim tego typu gadżetem, który i tak nic nie zmieni...
wprawdzie francuski,ale też przecież NADZY mężczyźni...(teraz naprawdę nadzy)