"Geje i lesbijki niczym się nie różnią od pozostałej części społeczeństwa" - to jeden z panujących mitów, po części zresztą prawdziwy, gdyż jakiej płci osobę wybieramy sobie na partnera/partnerkę jest faktycznie sprawą wtórną. Problem w tym, że żyjemy w kulturze patriarchalnej, która zbudowana jest na przeciwieństwie płci i przeświadczeniu o ich wzajemnym uzupełnianiu. W takim świecie osoby nie-heteroseksualne automatycznie jawią się jako burzyciele ładu, których trzeba usunąć lub sprawić by nie byli widoczni.
Lesbijki i geje przestaną się różnić od heteroseksualnej większości, gdy przestaną być dyskryminowani, a więc ich istnienie będzie uwzględniane w prawie, programach szkolnych czy przez związki wyznaniowe. Wówczas to z kim spędzamy życie lub tylko uprawiamy seks nie będzie większym wyróżnikiem niż np. którą ręką piszemy. Na razie do takiego świata nam daleko, nie sądzę, żebym go dożył, może dożyją moje wnuki.
Obecnie mniejszość homoseksualna jest ciągle dyskryminowana, a sami zainteresowani mają różne koncepcje jak zmienić świat na mniej homofobiczny. Jedna z propozycji szczególnie rzuca się w oczy podczas czytania list dyskusyjnych na portalach gejowsko-lesbijskich. Otóż według tej koncepcji osoby homoseksualne powinny być... niewidzialne. Co to znaczy? Mają się nie wyróżniać i nie demonstrować swojej seksualności. Z Parad Równości należy wykluczyć wszystkich "przebierańców", mężczyzn zbyt "kobiecych" i kobiety zbyt "męskie", a przede wszystkim unikać sugestii, że ci maszerujący ludzie mogą mieć życie seksualne. To się nazywa "pozytywny wizerunek geja" (istnienie lesbijek zostaje zazwyczaj pominięte).
Strategię powyższą nazywam strategią niewolnika, gdyż opiera się ona na przekonaniu, że wystarczy grzeczniutko czekać na swoją kolej i robić to co Pan każe, a wkrótce zostaniemy nagrodzeni, nasi dotychczasowi przeciwnicy wezmą nas w ramiona, pokochają, a stereotypy znikną. Koncepcja ta jest jednak podejrzana moralnie, a przede wszystkim nieskuteczna przynajmniej z trzech powodów:
W gruncie rzeczy obiecuje jedynie, że geje i lesbijki zostaną włączeni w poczet "normalnej większości" by razem z nią dyskryminować pozostałych wykluczonych np. transwestytów. Jest to niesprawiedliwe i sięga jedynie czubka własnego nosa, a to zawsze prowadzi do krótkowzroczności.
Jeśli kogoś nie widać, nie widać też jego problemów i w ogóle nie ma o czym mówić. Jeżeli chce się przynajmniej takiej tolerancji dla gejów i lesbijek jak w Szwecji czy Holandii to może warto prześledzić ich drogę do sukcesu, naprawdę jeszcze nikt niczego nie osiągnął siedząc cicho i udając, że go nie ma.
Koncepcja ta zakłada dobrą wolę drugiej strony. Trzeba sobie jednak uświadomić, że negatywne nastawienie większości społeczeństwa nie wynika ze spotkania z osobami homoseksualnymi, które były agresywne i nieprzyjemne. Wyobrażenie umalowanego geja w sukience czy lesbijki na motorze był tu zanim komukolwiek śniły się parady czy organizacje LGBT. Po prostu stereotypy mają to do siebie, że trzymają się mocno, a rzeczywistość ma tu do rzeczy niewiele albo nic. Trzeba robić swoje: domagać się praw, które się należą; protestować przeciwko homofobii; budować pozytywne wzorce identyfikacyjne i nie przejmować się ciągle tym jak jesteśmy odbierani i czy nie obrażamy uczuć estetycznych, skoro te uczucia potrafią obrazić nawet niewinne zdjęcia par trzymających się za ręce (przykład to wystawa "Niech nas zobaczą").
Ostatnio zauważyłem radykalniejszą wersję powyżej opisanej postawy. Okazuje się, że spora część wypowiadających swoje zdanie na forach dyskusyjnych żywi głęboką niechęć do działaczy i działaczek lesbijsko-gejowskich. Osoby, które pracują najczęściej społecznie na rzecz dyskryminowanej mniejszości okazały się agresywne, bezprawnie roszczące sobie prawo do reprezentowania wszystkich, a ich działalność nieskuteczna. Pojawiły się nawet głosy, że niesprawiedliwość wobec osób homoseksualnych to sprawa mniej ważna, a te PRAWDZIWE problemy to np. podatek liniowy, którego ciągle nie można wprowadzić.
Wypowiedzi te przypominają mi słowa tzw. zwyczajnych kobiet odcinających się od feministek, aczkolwiek skwapliwie korzystających z osiągnięć ruchu emancypacyjnego. Tu mamy podobny mechanizm, do działalności jest niewielu chętnych, ale do pouczania co jest złe, co w danej sytuacji należało powiedzieć i jak się zachować nie brakuje amatorów. Tak sobie myślę, że gdyby wszyscy narzekający na działaczy i działaczki zamiast tylko marudzić sami coś zrobili to pewnie żylibyśmy już w innym kraju, zarówno pod względem prawa, jak i świadomości społecznej.
Rozumiem, że komuś mogło się nie podobać wystąpienie Roberta Biedronia w polsatowskiej dyskusji po filmie "Homoseksualizm-do wyleczenia?", ale chyba należy docenić w ogóle zaistniały fakt. Jeszcze kilka lat temu na miejscu Biedronia obok autora filmu siedziałby ksiądz albo psycholożka w rodzaju Milskiej-Wrzosińskiej. Zaledwie w czerwcu 2002 roku w nadanym przez TV Puls programie o homoseksualiźmie z cyklu "Studio otwarte" nie znalazł się NIKT reprezentujący stowarzyszenie lesbijsko-gejowskie. Rok wcześniej "Gazeta Wyborcza" relacjonując zalegalizowanie małżeństw homoseksualnych w Holandii poprosiła tylko jedną osobę o komentarz, nieoczekiwanie (albo właśnie oczekiwanie) była to Józefa Hennelowa znana ze swojej zajadłej homofobii. To są przykłady zaledwie sprzed kilkunastu miesięcy, na nich najlepiej widać jak dużo osiągnięto w ostatnim czasie.
Jeżeli ktoś nie jest zadowolony z działalności Kampanii Przeciw Homofobii czy Lambdy może założyć własne stowarzyszenie. W Polsce wciąż jest bardzo mało organizacji gejowsko-lesbijskich i nowe, wprowadzające większe zróżnicowanie, bardzo by się przydały. Koncepcje walki z homofobią i heteronormatywnością mogą być różne, skuteczne jest zarówno budowanie tożsamości gejowskiej poprzez czytanie klasyki, jak i bardziej agresywne działania uliczne podobne do tych jakie prezentują feministyczne cheerleaderki wykrzykując na Manifach:
"Moje ciało tylko moje
odpierdolcie się katole
chcecie dzieci-rodźcie sami
księża ładni są z brzuchami;
legalna aborcja moim wyborem
Jan Paweł II nie jest dla mnie wzorem"
O potrzebie także ostrzejszego artykułowania postulatów gejowsko-lesbijskich w przestrzeni publicznej świadczy tekst Bartosza Żurawieckiego "O tym, którego nie ma" zamieszczony w kwartalniku "Bez Dogmatu" (jesień 2002). Pamiętam, że wielu moich znajomych było zachwyconych tym artykułem, którzy okazał się nową jakością, nikt wcześniej w ten sposób nie pisał! Przypomnę, że kończył się on takim oto apelem: "Dość! Walę pięścią w stół. Nie życzę sobie, by specjalistami od moich uczuć, od mojej tożsamości i mojego seksu byli faceci w czerni, kretyńscy politycy i jegomość o wyglądzie niespełnionego onanisty. (...) Dlatego - jako gej, Polak, obywatel, podatnik etc., jako jednostka - proszę Was o jedno, moi mili kaznodzieje, terapeuci i weterani Okopów Świętej Trójcy: Odpierdolcie się!".
Może w dyskursie gejowsko-lesbijskim jest nawet miejsce na tak kontrowersyjną działalność jak outing? (podawanie do publicznej wiadomości informacji o homoseksualiźmie znanych osób, szczególnie mających na swoim koncie homofobiczne wypowiedzi)
Na koniec chciałbym jeszcze poruszyć kwestię Parad Równości, o których się ostatnio dużo mówi, także ich rzekomym złym wpływie na wizerunek osoby homoseksualnej. Mam wrażenie, że zapomina się do czego owe parady służą, a służą przede wszystkim do zabawy, mają być swego rodzaju gejowskim karnawałem, czasem wyjątkowym, teatrem jednej nocy, kiedy przestaje obowiązywać szarość dnia codziennego. Jest tam także miejsce na seksualność, podobnie jak we wszystkich masowych imprezach, czy to w Woodstock, na Love Parade czy w Rio. Geje i lesbijki nie mają monopolu ani na rozbieranie się ani na przebieranki.
Oczywiście, ktoś na podstawie kilku fotek w telewizji z parady w Berlinie może wyrobić sobie mylny obraz osoby homoseksualnej, podobnie relacje z Disneylandu mogą wpłynąć na błędne wyobrażenie jak wyglądają zwierzęta. Pretensje należałoby mieć jednak do mediów, które w sposób manipulatorski i efekciarski przedstawiają relacje z parad, a nie samych gejów.
W chwili, kiedy po raz pierwszy przygotowano w Polsce projekt ustawy o związkach partnerskich naprawdę szkoda czasu na bezsensowne podziały. Osoby homoseksualne różnią się między sobą i nie ma powodu, żeby z tej przyczyny jedni wykluczali drugich. Na paradach jest dużo miejsca, zmieszczą się tam zarówno drag queens, drag kings, chłopcy w białych koszulach i dziewczęta w granatowych spódnicach, jak i wszyscy, którzy chcą wyrazić poparcie dla mniejszości seksualnych lub po prostu dobrze się bawić. Nie róbmy problemów tam gdzie ich nie ma. Zamiast powtarzać homofobiczne stereotypy lepiej je zwalczać! Tym bardziej, że szokujący wyrok w procesie przeciwko Dorocie Nieznalskiej po raz kolejny pokazał w jak chorym kraju żyjemy i jak wiele jest tu jeszcze do zrobienia.
Krzysztof Tomasik
[email protected]
odpierdolcie się katole
chcecie dzieci-rodźcie sami
księża ładni są z brzuchami;
legalna aborcja moim wyborem
Jan Paweł II nie jest dla mnie wzorem"
cóż za polot i inwencja, po prostu nowa klasyka poezji. jeśli chcecie sobie robić PR takimi tekstami, to efekt może być tylko jeden.
pozostaje Ci szukanie wśród znajomych tego egzemplarza, są tam cztery teksty o homoseksualizmie, artykuł Bartosza jest jednym z nich.
Polecam!
Jeśli uważa Pan, że Gazeta Wyborcza ze względu na fakt bycia popularnym dziennikiem musi drukować poprawne politycznie artykuły, to jest Pan w błędzie. Na temat obiektywności jakiejkolwiek gazety nie wypowiadam się. Proszę porównać sobie "Nasz Dziennik" i "Nie". Prawdziwy obraz świata nie powstaje tylko z jednego punktu widzenia. A swoją drogą Gazeta Wybiórcza drukuje od czasu do czasu artykuły "z innej strony". Ale ileż można pisać o tym samym (co na dodatek dotyczy niewielkiego ułamka czytelników).
Psycholożka:
http://www.bibl.amwaw.edu.pl/Lpj/faqjezyk.htm#8
W internecie to słowo występuje głównie w literaturze kobiecej i feministycznej. W prawdziwym świecie nigdy go nie słyszałem. Naprawdę umieszczono je w słowniku? W którym i co o nim napisano?
Po czym można odróżnić parę homoseksualną "na pierwszy rzut oka"? Chodzi o trzymanie się za rączki? To, że w kimś budzi to odrazę jest dyskryminacją? A ja nie lubię Eminema i krzywię się gdy go słyszę, co Pan na to? Za chwilę powie mi Pan, że dyskryminuje się w Polsce nudystów, bo gdyby się rozebrali na normalnej plaży, to większość gapiłaby się lub odwracała głowy. A może to kwestia estetyki? Przepraszam za bezpośredniość, ale czy podoba się Panu naga kobieta?
Temat w mediach istnieje od starożytności, przez Szekspira aż do czasów współczesnych, gdzie jest eksploatowany do znudzenia. Zapewne dzięki organizacjom gejowskim. Na temat jego obecności w mediach wypowiedział się widz festiwalu filmowego w Cieszynie: "Proszę o mniej filmów o gejach, lesbijkach i mordercach." (w zeszłym roku retrospektywa Passoliniego, Ozon i parę innych, w tym roku cały Jarman i inne). A to nie jest impreza branżowa! Swoją drogą jaką kulturę tworzą ci panowie? Gejowską? Bez żartów.
To jednak proszę mi podać przykład tej dyskryminacji. Taki udowodniony, że chodziło właśnie o to. Ja nie znam takiego.
O tej nieszczęsnej artystce to szkoda gadać. Jednak nie uda się Panu obronić wszystkich uciśnionych, dlatego lepiej koncentrować się na własnych problemach niż "każdej niesprawiedliwości".
2. Oczywiście, że są ważniejsze sprawy niż prawa gejów. Trzecia wojna światowa, coraz mniej źródeł wody pitnej na ziemi i niespodziewane zawały. Wpłynąć mogą na ludzkie życie nawet bardziej niż podatki. Nie przeszkadza to jednak zając się i nimi, i prawami gejów, i podatkami. Posłów i posłanek mamy wystarczającą liczbę.
3. Józefa Hennelowa ma prawo głosić swoje poglądy - na tym polega demokracja. Szkoda tylko, że mająca się za obiektywną "Wyborcza" dopuściła do głosu jedną tylko stronę. W atmosferze pohukiwań takich właśnie homofobek (tak na marginesie, w kwestii słów takich jak psycholożka odsyłam do NOWEGO słownika) oraz homofobów trudno o liberalizację prawa. Otóż wszechobecne w mediach poglądy homofobicznej strony naszego społeczeństwa mają wpływ na stanowiący prawo parlament, gdyż wydają się przez brak przeciwwagi głosem całego społeczeństwa, a zatem potencjalnych wyborców.
4. KPH lub Lambda różni się od potencjalnego "Stowarzyszenia do walki z dyskryminacją heteroseksualnego stosunku analnego" m.in. tym, że nikt nie dyskryminuje wielbicieli tegoż. Jednak uprawiających seks "po bożemu" od tych, którzy lubią seks analny, odróżnić i dyskryminować ich (nawet gdyby istniało takie "zapotrzebowanie" społeczne) byłoby trudno, podczas gdy parę gejowską od heteroseksualnej odróżnić można na pierwszy rzut oka, więc i dyskryminować łatwiej, co też ma i miejsce. Stąd takie organizacje jak Lambda czy KPH. Czy łatwiej ich członkom znaleźć partnerów, nie wiem. Widzę jednak, że Twoja insynuacja wskazuje na to, że wiesz na ten temat więcej. Równie ciekawa jest sugestia, że homoseksualizm istnieje dlatego, że zagrzewają do niego organizacje gejowskie. Pewnie istniały od zawsze i od zawsze tworzyły sztuczny popyt na homoseksualizm.
5. Kultura to pojęcie dość mgliste, trudno jednak uznać, że kultowe dla wielu gejów i lesbijek zespoły, artyści wszelkiej maści, osobne kluby, wspólne imprezy, gejowskie organizacje itd. to wynik defektu przeżartego seksem mózgu. Jest to raczej wynik chociażby poczucia odrzucenia przez resztę społeczeństwa i próba odnalezienia tłamszonej przez społeczeństwo siły jednostki w grupie, w potrzebie robienia czegoś razem.
6. Organizacjom gejowskim zawdzięczać można między innymi to, że temat homoseksualizmu zaistniał w mediach i że coraz częściej do dyskusji zaprasza się samych zainteresowanych, czyli gejów i lesbijki. Na nieco podobnej zasadzie potrzebne są choćby organizacje zrzeszające też często dyskryminowanych niepełnosprawnych.
7. Argumentacja, że dyskryminacja gejów w Polsce nie istnieje, powala z nóg. Pewnie też nigdy nie było dyskryminacji ludności murzyńskiej, bo przecież wszędzie wyrzucało się z pracy i białych, i czarnych, wszędzie i białych; nie było dyskryminacji kobiet, bo i kobiety bito, zabijano...
8. Sprawa Nieznalskiej to nie tyle ilustracja stanu polskich sądów, co polskiego kołtuństwa w ogóle? A kołtuństwo ma z homoseksualizmem wiele wspólnego, bo każda niesprawiedliwość jest ważna i każdą należy eliminować.
Nie napisałem, że jedno drugiemu szkodzi - niemniej proszę poczytać prasę i obejrzeć TV, a zobaczy Pan o czym mówi się w tym sezonie ogórkowym. Proszę zapytać znajomych co ostatnio się w Polsce działo: okaże się, że odwiedził nas holenderski kuter. To, że nawet minister Hausner przyznał, że nad państwem wisi widmo bankructwa jakoś umyka ogólnej uwadze. Oczywiście wprowadzenie słynnej ustawy nie przeszkodzi w ratowaniu pańswa. Ale raczej nie przekona mnie Pan, że jest ona ważniejsza.
Nie rozumiem dlaczego uznanie że są sprawy ważniejsze niż np. ustawa o związkach jednopłciowych ma powodować że tymi mniej ważnymi sprawami nikt nie powinien się zajmować. Czy dyskusja publiczna o zrównaniu praw bądź nawet uchwalenie odpowiedniej ustawy przeszkodzą we wzroście PKB, uczciwości elit politycznych, spadku bezrobocia czy w szybszym usuwaniu skutków klęsk żywiołowych?
Najwyraźniej chce Pan, aby państwo podzieliło obywateli ze względu na orientację seksualną ("ich istnienie będzie uwzględniane w prawie"). Wyrazem tego dążenia do manifestacji odmienności jest również pierwszy artykuł proponowanej obecnie ustawy "o małżeństwach homoseksualnych". Znacznie godniej byłoby mieć ustawę o konkubinacie dającą podobne prawa parom bez rozróżniania płci. Ale to znaczyłoby, że geje i lesbijki nie różnią się od reszty społeczeństwa - co nie mieści się w Pana światopoglądzie. Rozumiem, że będzie Pan również protestował w przypadku przyjęcia przez kościół anglikański zasady, że nie wtrąca się on w życie seksualne wiernych - przecież to dyskryminacja mniejszości!
Niech mi Pan wierzy, że sprawy podatków, stanu państwa, itd. są naprawdę dużo ważniejsze niż prawa gejów. Bez homomałżeństwa może Pan żyć, gorzej gdy nie będzie miał Pan za co i gdzie. Nie chcę tutaj uprawiać polityki, ale dziwnym trafem sprawy aborcji i gejów stają się dla SLD ważne wtedy, gdy nie radzi sobie z innymi problemami.
Rozumiem, że wypowiedzi Pani Hennelowej i podobnych nie podobają się Panu. Może Pański ból osłodzi fakt, że poglądy bez przeszkód prezentowane na niniejszym portalu wzbudziłyby w niej odrazę podobną do Pańskiej. Zapewne uważa Pan, że Pani Hennelowa jako "zajadła homofobka" jest idiotką. A co ona myśli o Panu Żurawieckim, który jest zajadłym antyklerykałem? Bo co ja myślę o nich obojgu to zapewne Pan się domyśla.
Próby wtrącania się przez P. Żurawieckiego w dogmaty wiary to bzdury - nikt nie każe mu chodzić do kościoła, który nie akceptuje związków homoseksualnych. Nie ma również prawa zabraniać księżom głoszenia zasad moralnych, z którymi się nie zgadza. Podobnie oni nie mają prawa zabronić mu sypiania z mężczyznami. Koniec dyskusji.
Jeśli chodzi o tzw. organizacje: ciągle nie zrozumiałem czym różni się takie dajmy na to KPH lub Lambda od potencjalnego "Stowarzyszenia do walki z dyskryminacją heteroseksualnego stosunku analnego" lub czegoś w tym guście. Jak to możliwe, że specyficzny typ aktywności seksualnej wpływa na mózg to tego stopnia, że uczestniczący w niej roszczą sobie prawo do nazywania się odrębną kulturą(!!). Usiłując zgłębić tę tajemnicę dowiedziałem się jedynie, że organizacje walczą o to, aby 95 procent społeczeństwa zajrzało 5 procentom do łóżka i powiedziało "widzimy was". Czy chodzi o to, aby po zareklamowaniu w szkole, prasie i prawie siebie i swojego sposobu uprawiania seksu zwiększyły się szanse członków tychże organizacji na znalezienie partnera? A może boją się oni, że homoseksualizm "wyginie" pod wpływem guseł odprawianych przez "facetów w czerni"?
Proszę o wyjaśnienie mi co zawdzięczam organizacjom gejowskim. Proszę mi również uświadomić na czym polega dyskryminacja gejów w Polsce (ale pobicie kogoś za orientację to za mało - biją też za bycie kibicem innej drużyny lub mieszkanie na innym osiedlu; wyrzucenie kogoś z pracy też mnie nie przekonuje - znam osoby, które wyleciały z ciekawszych powodów). Z góry dziękuję!
Na koniec dodam, że już zupełnie nie rozumiem co nieszczęśliwy przypadek Nieznalskiej ma do gejów (poza penisem). Raczej jest to ilustracja stanu polskich sądów i - pewnie Pan nie uwierzy - jest to sprawa ważniejsza niż "homoniesprawiedliwość". I jeszcze mała złośliwość: co to jest "psycholożka"?