Stany Zjednoczone są krajem, który w kategorii pruderii i hipokryzji bije wszystkie rekordy. Kiedy pół wieku temu opublikowany został tak zwany "Raport Kinsey'a", dotyczący zachowań seksualnych mieszkańców USA, wybuchł wielki skandal. Moraliści prześcigali się w potępieniu bezbożnych naukowców i zaprzeczaniu oczywistym faktom. Także dziś, kiedy wszyscy już wiedzą, że cudzołóstwo, masturbacja, seks analny i oralny, prostytucja i inne plagi tego świata powszechne są także w kraju, w którym wyznanie wiary umieszczono na banknotach, o seksie mówi się niechętnie. Zaś wiele amerykańskich stanów zachowało w swym prawodawstwie kuriozalne przepisy, wymierzone w "rozwiązłość". Gdyby sądy chciały ścigać wszystkie wykroczenia z tego tytułu, większość Amerykanów siedziałaby w więzieniu.
W ponad dwudziestu stanach USA prawo zabrania seksu oralnego - także parom małżeńskim! W Tremonton (Utah) nie wolno kopulować w karetce pogotowia. Seks analny zabroniony jest w stanie Idaho pod karą dożywotniego więzienia. W Teksasie, nie wolno kochać się przy zapalonym świetle. W Alexandria, Minnesota, mężczyzna może odmówić spełnienia obowiązków małżeńskich, kiedy jego żona pachnie czosnkiem, sardynkami lub cebulą. Manekiny wystawowe wolno rozbierać w stanie Georgia tylko przy zaciągniętych zasłonach. W Alabamie wydano zupełnie niedawno zakaz używania przez kobiet wibratorów. Złamanie zakazu grozi karą do jednego roku więzienia. W stolicy USA, Waszyngtonie nielegalne są WSZYSTKIE praktyki seksualne - z wyjątkiem tak zwanej pozycji misjonarskiej (mężczyzna na górze, kobieta na dole). W Hastings, Nebraska, pod żadnym pozorem nie wolno podczas aktu płciowego rozbierać się do naga. W Denver, Colorado, wymagane jest, by dziewczynki w wieku przedszkolnym nosiły na basenie biustonosz - pod groźbą wydalenia całej rodziny z obiektu...
W licznych stanach USA, przestępców seksualnych stawiano niegdyś pod pręgierzem. Tradycja ta zachowała się do dziś, z tą różnicą, że rolę pręgierza przejęła prasa a szczególnie internet. Kilkadziesiąt stanowych i lokalnych placówek policyjnych, oferuje spisy przestępców, zwane "Sexual Offenders Registry". Wiele z nich podaje dane personalne, cechy charakterystyczne i zdjęcia osób, które weszły w konflikt z prawem na tle seksualnym - włączając w to gwałt i molestowanie. Nie muszę dodawać, że w Polsce byłoby to nie do pomyślenia. Byłego prezydenta Clintona daremnie byłoby na tych listach szukać. Tym niemniej, raport specjalnego prokuratora Starra, który bezlitośnie tropił prezydenckie wynaturzenia oralne, ociekał śliskimi detalami. Larry Flint, wydawca słynnego magazynu erotycznego "Hustler" powiedział, że lektura raportu przebiła wszystko, co on sam wyprodukował przez całe życie.
Wszechobecna w amerykańskim życiu publicznym pruderia przynosi wiele negatywnych skutków. Ponieważ wychowawcy w szkołach i na uniwersytetach unikają rozmów z młodzieżą o seksie, w USA notuje się najwyższą na świecie ilość zabiegów przerwania ciąży u dziewcząt poniżej 19 lat. Około jedna piąta przestępstw kryminalnych na tle seksualnym popełniana jest przez młodocianych poniżej 18 roku życia. Młode Amerykanki rozpoczynają aktywne życie seksualne w wieku około 16 lat (w Niemczech 17, we Francji 18, w Grecji 19 a we Włoszech nawet 20 lat). Ameryka produkuje trzy czwarte wydawanych na świecie pism erotycznych. To samo odnosi się do erotycznych i pornograficznych stron internetowych.
Wśród żyjących w małomiasteczkowej nudzie amerykańskich małżeństw popularna jest tzw. "gra w kluczyk". Polega to na tym, że kilka par spotyka się na suto zakrapianej imprezie. Gdy wszyscy osiągną już odpowiedni stan upojenia, mężczyźni wrzucają klucze do swych mieszkań do przygotowanego naczynia. Kobiety, które mają ochotę na przygodę, wyciągają je na chybił trafił i spędzają noc z właścicielem.
Symbolem pruderii i zakłamania społeczeństwa amerykańskiego jest znana młodzieżowa piosenkarka Britney Spears - która w swych piosenkach ochoczo informowała że "znów TO zrobiła" (Oops, I Did It Again) i zachęcała, by jej "baby" uszczęśliwił ją jeszcze raz (Baby One More Time) - a jednocześnie przy każdej okazji zapewniała że swe dziewictwo zachowa aż do ślubu z "wybranym". Ta marketingowa strategia świetnie wpisuje się w popularną ostatnio kampanię "czystości".
Jak w takim kraju jak USA odróżnić prawdą od kłamstwa? Przyjmując do wiadomości, że jest tu trzy razy więcej seks shopów niż hamburgerowych restauracji sieci McDonalds.
Marek Romiszewski - Miami
Ciekaw jestem twojej opinii...
Nie chcialbym aby w nielicznych polskich miejscach dla gejow pojawily sie podobne napisy i goryle pilnujace "moralnosci".
HIPOKRYZJA DO N-TEJ POTEGI
Lyngstad
A Ameryka nikomu nie narzuca swoich wzroców kulturowych, to cały swiat nie wiedzieć czemu chce je brać. Ameryka chce swojej dyktatury i chciałaby podległości wszystkich innych państw, ale swojego stylu bycia nie narzuca - nie musi.
Jestem daleki od uwielbienia dla polskiej kultury. Ale nie mam też tak przepastnych kompleksów jak "ktosik". Naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Praga, położona w Europie Wschodniej jest mekką dla młodych Amerykanów, którzy w naszym regionie Europy odkrywają co znaczy tolerancja i liberalizm. Jestem zdania, że potencjał tolerancji jest u Polaków duuuuużo silniejszy niż u Amerykanów. Gdyby stopa życiowa była wyższa... itd ... itp
Dobrze powiedziane, że Stany to kraj skrajności. Z jednej strony rzeczywiście są pruderyjni, z drugiej np. homofobia jest u nich bardzo źle widziana. W Polsce bycie homofobem to powód do dumy, w Stanach homofoba wypowiadającego publicznie krytykę spotka społeczne potępienie i to ze strony samych homofobów, którzy w skrytości ducha przyznają rację wypowiadającemu się. Że zakłamanie? Sami zdecydujcie co wolicie: polskie "publiczne rzucanie kamieniami" czy amerykańskie udawanie, że jesteście "tacy sami" i nie należy Was obrażać.
Ich bzdurne przepisy są wynikiem tygla narodowego i kulturowego jaki posiadają. Faktycznie przesadzają, ale przesadzają u siebie. Wolę ich kretyńskie pruderyjne przepisy niż tę polską pruderię na pokaz, która na dodatek jest pruderią misjonarską - wszystkich pouczać i upominać. Amerykanie kiedy spotkają się w obcym kraju z zachowaniem, które wydaje im się obsceniczne lub dziwne to się ucieszą, że będą mieli co opowiadać znajomym i zrobią zdjęcie. Polak pojedzie tam i w analogicznej sytuacji opluje przedmiot swojego zdziwienia czy oburzenia.
Takie rzeczy jak małżeństwa homoseksualne czy adopcje nie są u nich dozwolone, bo Amerykanie jak nikt inny potrafią udawać demokrację. Więc nie zrobią nic co nie podoba się większości. A że większości się nie podoba, to chyba jest normalne i nikogo nie dziwi (są chyba stany, gdzie małżeństwa są dozwolone - nie wiem dokładnie).
A co do przywołanego gdzieś poniżej George'a Michaela, to pokażcie mi kraj gdzie seks w miejscach publicznych nie jest zabroniony. I słusznie, że jest: jeżeli spotka mnie katastrofa w postaci konieczności skorzystania z publicznej toalety, nie mam ochoty natknąć się tam na bzykającą się parę homo czy hetero. Zresztą Mr Michael u siebie miałby znacznie większe nieprzyjemności niż w Stanach. Angole mogliby go skazać nawet na więzienie, w Stanach wykpił się pewnie grzywną.
W ramach wyjaśnienia: żadna ze mnie fanka Ameryki, bo jak dla mnie sa zbyt ograniczeni, ale jak na wstępie. To kraj, w którym jest przynajmniej złudzenie wolności, czego się o wielu krajach na świecie nie da powiedzieć. Wolnoć Tomku w swoim domku.
Do autora: Doskonale rozumiem, że artykuł miał tylko ciekawostką, a nie krytyką, to jest komentarz do komentujących. Pozdrawiam.
US is a land of extremes - on one hand there is greatness and tolerance and on the other hand backwardness, witch hunt and some idioticaly dumb local laws.
US jest krajem krańcowości - z jednej strony jest to kraj wielki duchem i tolerancyjny a z drugiej strony zacofany, z polowaniem na czarownice i niektórymi idiotycznie głupimi prawami lokalnymi.
Welcome to America!!