Wyczyny skoczków podczas Olimpiady w Salt Lake City i kult Adama Małysza pozwolił nam uwierzyć, że królestwem zimowych sportów są dyscypliny rozgrywane na skoczniach. Tymczasem - nieodmiennie od lat - największe zainteresowanie widzów ściąga lodowa tafla i łyżwiarstwo figurowe. Ta trudna dyscyplina, która jest konglomeratem sztuki i wyczynowej akrobacji rządzi się własnymi prawami. W hermetycznym świecie artystów lodowiska panuje niewyobrażalnie ostra konkurencja i trudna do pojęcia homofobia. Pisze o tym w obszernym artykule szwajcarski dziennik Neue Züricher Zeitung. Jak zwykle, gdy mamy do czynienia z homofobią, nienawiść (lub w najlepszym przypadku niechęć) do odmienności seksualnej jest pochodną... strachu.
Punktem kulminacyjnym kariery członka łyżwiarskiej elity jest udział w mistrzostwach. Mistrz świata, 19-letni blondas Jewgenij Pluszenko z Rosji znany jest na przykład z niebywałej elastyczności ciała. Na temat jego słynnej arabeski krążą rozliczne plotki. Polega ona na tym, że Pluszenko robi pionowy szpagat stojąc na jednej łyżwie, drugą zaś podnosi za plecami niemal wyprostowaną na wysokość głowy. Szwajcarska gazeta pisze, że widzowie tego imponującego pokazu nie zdają sobie sprawy, jak kontrowersyjna jest ta figura wśród "działaczy", trenerów i sędziów. Wszechwładni funkcjonariusze nie są pewni, czy przystoi, by mężczyzna prezentował się w tak pretensjonalny sposób! Kiedy Szwajcar Jamal Othmann brał w roku 2000 po raz pierwszy udział w krajowych mistrzostwach, musiał ze swego repertuaru usunąć tak zwany "piruet Biellmanna", ponieważ władze jego klubu doszły do wniosku, że ewolucję tę mogą wykonywać tylko dziewczęta.
"Neue Züricher Zeitung" pisze, że w szeregach establishmentu łyżwiarstwa figurowego panuje paniczny strach przed utożsamianiem tego sportu z homoseksualizmem i zajęciem dla "mięczaków". Wielu znanych sportowców kultywuje też celowo image "prawdziwego faceta". Na przykład Kanadyjczyk Kurt Browning, mistrz świata w latach 1989-91 występował na tafli w kostiumie rockersa i nigdy nie zapominał swej gadki o rzekomo kowbojskim pochodzeniu. Eksponowanie męskości w jego przypadku najwidoczniej się opłaciło, bo Browning był pierwszym łyżwiarzem figurowym, który zarabiał pieniądze występując w reklamie. Za jego przykładem poszedł wywijający szpadą Philippe Candeloro i znakomity po dziś dzień Elvis Stojko. O ile podstawą treningu rosyjskich figurowców jest klasyczny balet, to Stojko zawsze podkreślał, że jest "męskim sportowcem" i dlatego obywa się bez treningu baletowego. Wzorcem dla jego programów były amerykańskie filmy akcji. Kiedy podczas ostatnich mistrzostw świata jego kolega z drużyny, Emanuel Sandhu znalazł się na okładce gejowskiego magazynu, zapanowało trudne do opisania poruszenie. I nie pomogła mu nawet stylizacja na luzackiego faceta, podkreślona ciuchami w stylu butch.
Szwajcarski dziennik pisze dalej, że różnicowanie między "twardymi facetami" a subtelnymi tancerzami na łyżwach zaczęło się stosunkowo niedawno. Słynni sportowcy, tacy jak John Curry, Robin Cousins czy Brian Boitano byli dumni z tego, że nazywano ich artystami. Kanadyjka Mary Louise Adams, która napisała socjologiczną rozprawę o nowej modzie "macho skating" jest zdania, że ten trend kryje w sobie wiele niebezpieczeństw. Pisze ona, że w dzisiejszych czasach, sport jest dla mężczyzn ważnym instrumentem służącym do definiowania tożsamości seksualnej. Jeśli więc ustali się, że sport to domena prawdziwych mężczyzn, zaś sztuka jest sfeminizowana, to dotychczasowa konstrukcja jazdy figurowej na lodzie legnie w gruzach. Jeśli każdy miękki gest, estetyczna pozycja ciała lub artystyczna kreatywność w doborze programu odbierane będą jako dowód na "zniewieścienie", to łyżwiarstwo figurowe wyrodzi się jako dyscyplina, polegająca na zaliczaniu skoków i pokazie cyrkowej akrobacji na śliskim podłożu.
Łyżwiarstwo figurowe cierpi na głęboki kompleks sportu niepełnowartościowego. Na to nakłada się paniczny strach przed utożsamianiem go z homoseksualizmem. Arcykonserwatywni działacze robili wszystko, by prawda o ich zawodnikach nie przedostała się na światło dzienne. Za fasadą sztucznych uśmiechów krył się w tym hermetycznym środowisku niejeden dramat. O tym, że mistrzowie olimpijscy Ondrej Nepela i John Curry byli gejami, opinia publiczna dowiedziała się dopiero po ich śmierci na AIDS. Tylko niewielu sportowcom udało się wymknąć z zamkniętego kręgu kłamstw i przemilczeń. Przykładem jest Kanadyjczyk Toller Cranston, który po swym coming out'cie odniósł niekwestionowany sukces jako choreograf, malarz i pisarz. Z drugiej strony - Amerykanin Rudy Galindo, który na kilka tygodni przed mistrzostwami świata w 1969 roku przyznał publicznie że jest gejem, swój sukces zdobycia brązowego medalu świętował w zupełnym odosobnieniu, odrzucony przez środowisko niczym trędowaty. Ale Galindo dał sobie jakoś radę. Pochodził z tak biednej rodziny że na łyżwy i kostiumy pracowała cała rodzina. Dziś, zarabia pieniądze występując w rewiach na lodzie i startując w imprezach dla zawodowców. Wszyscy wiedzą, że jest gejem - kończy swoje refleksje na temat łyżwiarstwa figurowego gazeta Neue Züricher Zeitung. Ale publiczności najwidoczniej zupełnie to nie przeszkadza.
Opracował: Krzysztof Wagner
Po pierwsze figura zwana "arabeską"(sic!), to w żadnym, ale to w żadnym razie nie jest tym co wykonuje m.in. Evgienij Plushenko. Arabeska nie jest figurą, którą wykonuje się w profesjonalnym łyżwiarstwie figurowym, jest ona figurą w ćwiczeniach na rónoważni i wygląda mniej więcej tak, że unosi się obydwie ręce nad głowę, złącza się je środkowymi palcami, wykonując coś w rodzaju łuku, jednocześnie lekko odchylając jedną nogę do tyłu. Natomiast to co wykonuje Evgienij Plushenko, a co jest opisywane w artykule, nosi nazwę piruetu w pozycji Biellmann - nie Billmanna(!), gdyż nazwa pochodzi od nazwiska Denisse Biellmann, która jako pierwsza wykonała tę figurę.
Drugą sprawą jest, że wspominany Elvis Stojko, nie jest Rosjaninem, nie trenuje w Rosji, nigdy w Rosji nie trenował i nigdy Rosji nie reprezentował! Stojko jest Kanadyjczykiem, który ma korzenie w Rosji, ponieważ stamtąd pochodzą jego dziadkowie. Nie mógł wobec powyższego przeciwstawiać się rosyjskiej szkole trenowania łyżwiarzy, której elementem rzeczyiście jest balet.
Wspomnę tylko o nie najlepszym stylu w jakim artykuł został napisany, mam tu na myśli czysto techniczne mankamenty jak: nie wynikające z siebie nawzajem w sensie logicznym zdania i nie stosowanie się do ogólnoprzyjętych form czy to dziennikarskich, czy literackich.
Pomijam fakty dotyczące szerokopojetej nagonki na homoseksualistów w łyżwiarstwie, ponieważ nic na ten temat nie wiem, nie żyję w tym środowisku. Możliwe, że jest to prawdą. Rozumiem też, że jest to opracowanie jakiegoś artykułu, nie zaś własny artykuł pana Wagnera, jednakże miom zdaniem niekompetencja tego pana w kwestiach najbardziej podstawowych, jeśli chodzi o łyżwiarstwo figurowe nie sprawia, że artykuł wydaje się wiarygodny. Jeśli nawet jest to przedruk (a nie jest), to nie należy przedukowywać bzdur, jeśli się coś opracowuje i podpisuje własnym nazwiskiem trzeba się na tym minimalnie znać! A tylko taka wiedza jest potrzebna, żeby zauważyć to co zauważyłam ja, osoba, która powtarzam, zna się tylko trochę na łyżwiarstwie. Myślę, że ktoś kto się tym pasjonuje znalazłby nieścisłości trochę więcej. Gdy ja pisze jakiś artykuł wkładam przynajmniej odrobinę wysiłku w to, żeby wiedzieć o czym piszę. W dobie internetu jest to tym łatwiejsze.
Pozdrawiam :-)