To pytanie musi w końcu paść. Najpierw zadajesz je sobie sam, potem nagabują Cię inni: Dlaczego jesteś gejem? Skąd się to bierze? Facet z facetem? Dziewczyna z dziewczyną? To dziwne (nienormalne, niezgodne z naturą, wstrętne, chore... niepotrzebne skreślić). Odpowiedzi, jakich udzielają rzeczywiste i urojone autorytety naukowe nie są jednoznaczne. Jedni twierdzą - że to skłonność wrodzona. Inni upierają się, że nabyta. Są nawet tacy, dla których homoseksualizm jest chorobą, którą trzeba leczyć ale też i inni, którzy akceptują nas w 100 procentach a nawet więcej. Również my sami mamy do własnej seksualności stosunek mieszany. Jedni odnajdują się w życiu bez trudności i idą przez świat z podniesioną dumnie głową. Inni strachliwie chowają się po kątach. Tymczasem prawdopodobieństwo, by kiedykolwiek ostatecznie i niepodważalnie rozwiązano zagadkę homoseksualizmu jest niewielkie. A nawet jeśliby ją rozwiązano - to co by to zmieniło? Znacznie bardziej interesujące pytanie, co by się stało, gdyby nauka dała nam możliwość zmiany orientacji? Czy znalazłoby się wielu, którzy by z takiej możliwości skorzystali?
Przeczytałem niedawno artykuł, którego autor wyśmiewał się z mędrkowatych socjologów i psychologów, którzy niczym szarańcza grasują ostatnio po gejowskim poletku, starając się dociec, dlaczego w przypadku gejów dwa plus dwa czyni pięć. Pewien "uczony" zauważył, pisze autor, że czterech jego przyjaciół z dzieciństwa uwielbiało grę na klarnecie. Trzech z nich wyrosło na gejów. Wniosek z tego nieodparty, że istnieje silny związek pomiędzy klarnetem a orientacją homoseksualną. Blisko stąd do stwierdzenia, że ogromna większość klarnecistów jest gejami. Konstruując do tej teorii naukową podstawę, powiedzieć można, że gra na klarnecie wymaga większej wrażliwości, inaczej niż - na przykład - gra na tubie, która jest męska do bólu. To oczywiście tylko żart, choć niezbyt odległy od rzeczywistości, w której nic nie może istnieć "samo dla siebie", bez definicji i matematycznego wzoru.
Sami jesteśmy winni, że od kilkunastu lat nauka zajmuje się fenomenem homoseksualizmu niebywale intensywnie. W końcu, gdybyśmy siedzieli cicho jak mysz pod miotłą, to i pies z kulawą nogą by się nami nie zainteresował. Skoro jednak domagamy się tolerancji, równouprawnienia, protestujemy przeciw dyskryminacji i żądamy prawa do zawierania małżeństw - to nie dziwota, że heteroseksualna większość chce dokładniej wiedzieć z kim ma przyjemność. Efektem drobiazgowej pracy genetyków, socjologów i psychologów są do tej pory drobne fragmenty, z których trudno złożyć czytelną całość. W każdym razie, jeśli prawdą jest to, co sądzimy, że wiemy, seksualna orientacja jest przesądzona na długo, zanim młody chłopiec odkryje w sobie miłość do klarnetu. Homoseksualizm jest kombinacją uwarunkowań genetycznych, procesów biologicznych zachodzących w płodzie oraz wpływów środowiskowych. Które z tych uwarunkowań ma wpływ ostateczny jest przedmiotem bardzo gorącej debaty. Dyskusja ta ma wiele aspektów, bowiem (jak na wstępie zauważyłem) seksualności człowieka nie można tak łatwo usystematyzować. Jest ona płynna, jej forma zależy od wieku, doświadczenia, stanu psychicznego i wielu innych czynników. Niewielu jest ludzi, którzy mogą o sobie powiedzieć "jestem w 100 procentach homo" - albo - "jestem w 100 procentach hetero". Niejeden żonkoś, szczęśliwy ojciec kilkorga potomstwa, wspomina pewną dziwną noc w internacie, kiedy do łóżka wpakował mu się kolega. Co się dalej stało, pozostanie ich słodką tajemnicą. Albo ten wyzwolony gej, który nie jest tak do końca niewrażliwy na niewieście wdzięki. Pewna niemiecka primabalerina opisała w swych wspomnieniach, jak to za wszelką cenę chciała sprawdzić, czy pewien tancerz (który jej się bardzo podobał) jest naprawdę zdeklarowanym gejem. Kiedy znalazła się z nim sam na sam w hotelowym pokoju, było za późno. Nie był.
Czy płynność tożsamości seksualnej czyni z nas wszystkich biseksów? Tak i nie. Biseksualizm jest jedną z licznych etykietek pod hasłem "ale się zalałem ubiegłej nocy. Nic nie pamiętam z tego co się działo..." Czy heterycki chłopak, któremu przytrafiła się mała przygoda na imprezie jest gejem albo biseksem? A czy ten inny, którego uwiodła ciotolubna koleżanka podczas gejowskiej balangi (dawno miała na niego ochotę) stał się heterykiem? Z pewnością nie. "Gej", "bi", "hetero" to tylko hasła, ułatwiające zrozumienie fenomenów, które nie dają się zdefiniować. Pewna znana powszechnie drag-queen deklaruje w telewizji, że jest biseksualna, podczas gdy od kilku już lat żyje z facetem. Kłamie? Nie - taki jest aktualny stan jej seksualnej świadomości.
Simon Sheppard, autor znanej książki "Hotter Than Hell and Other Stories" powiada, że zachowania seksualne definiuje... moda. W świecie zachodnim biseksualność jest "trendy", czyli na czasie. W dzisiejszych czasach, rajski ogród nie miałby racji bytu, ponieważ niektórzy chłopcy nie tylko zerwaliby w nim wszystkie jabłka, ale próbowaliby doświadczyć "jak to jest z wężem". Biseksualność jest pomocna w karierze i przydaje tajemniczości. Przykładem są artystki Anne Heche i Sinead O'Connor, które na pozór same nie wiedzą czego chcą: Raz twierdzą że są les a zaraz potem zakochują się w facetach. Na dodatek, na scenie dziejów pojawiła się całkiem nowa kreacja w postaci... "heteryckich gejów". Są to hybrydy, w krajach anglosaskich zwane "queer homosexuals". Spotkać je można w gejowskich klubach, podczas gejowskich parad a jeszcze częściej w gejowskich klikach. "Heteryccy geje" to chłopcy, którym imponuje gejowski styl życia i bycia, luz, poczucie humoru i pociąg do imprezowania. Odmieniec taki, niczym kameleon wtapia się w środowisko, farbuje sobie włosy, ubiera z przesadną starannością w czarne ciuchy, nosi kolczyki i pierścienie, przy których blednie kolekcja Michała Wiśniewskiego. Podobno heterykiem jest Johan Paulik - super gwiazda gejowskich filmów porno! Zjawiskiem queer heterosexuals zainteresowali się już naukowcy (gdzie oni nie wlezą!). Profesor Calvin Thomas z University of Illinois opublikował książkę pod tytułem Queer With A Twist, w której dowodzi, że niektórzy heterycy są bardziej pedalscy niż geje. W wywiadzie dla San Francisco Chronicle, profesor Thomas (który jest naturalnie hetero) powiedział, że "niektórzy heteroseksualiści mają homoseksualne fantazje i odwrotnie". Masz geju placek!
Przez długie lata, fundamentem strategii działaczy gejowskiego ruchu antydyskryminacyjnego było głoszenie, że homoseksualizm jest wrodzony, niezmienny i trwały. Argument ten przyniósł słodkie owoce, w postaci radykalnej zmiany nastawienia do gejów społeczeństw zachodniej Europy i Stanów Zjednoczonych. Badania potwierdziły, że osoby, przekonane o genetycznym czy biologicznym charakterze orientacji seksualnej są dużo bardziej tolerancyjne niż te, które wierzą, że gejem stać się można pod wpływem środowiska. Dean Hamer, współautor książki "Geny a charakter", pracownik naukowy National Institutes of Health pisze, że "żaden poważny naukowiec nie kwestionuje genetycznego uwarunkowania orientacji seksualnej". Według niego, geny odpowiedzialne są w 50% za to, że człowiek rodzi się gejem. Inni naukowcy są zdania, że współczynnik ten sięga 70%. Ale 50% to nie 100%. Dlatego żadna manipulacja genetyczna nie jest w stanie przemienić geja w heteryka tak łatwo, jak zapala się lub gasi światło. Hamer powiada zresztą, że nie ma "jednego i sprecyzowanego genu gejowskiego".
Przy tym stanie wiedzy, raport opublikowany w maju 2001 r. przez Roberta Spitzera, psychiatrę z Columbia University można było porównać do wybuchu bomby atomowej. Spitzer oznajmił, że 66% procent homoseksualnych mężczyzn i 44% homoseksualnych kobiet "z grupy, która posiadała bardzo silną motywację, mogło zmienić swe zachowanie seksualne a nawet seksualną orientację". Rewelacje Spitzera spotkały się z błogim jękiem po stronie tych, którzy już dawno twierdzili że "to można leczyć" i ostrym protestem psychologów i psychiatrów. Wieść o tym, że "można wyleczyć" rozniosła się jak błyskawica po świecie. Tymczasem, okazało się, że Spitzer nie miał pojęcia, jak drażliwej dotyka materii. Przyznał, że wywiady z "wyleczonymi" prowadził wyłącznie przez telefon, a "wyleczeni" rekrutowali się z szeregów tak zwanych "ex-gejów", których motywacja zmiany orientacji wynikała z głębokiej religijności. Potwierdził też, że sam padł ofiarą manipulacji ze strony religijnych fanatyków. Ale - dodał - "manipuluje i jedna i druga strona". I tu ma z pewnością rację.
David Smith, który jest rzecznikiem Human Rights Campaign, gejowskiej organizacji lobbyingowej z siedzibą w Waszyngtonie/USA powiedział: "Z zadowoleniem witamy każdą formę badań naukowych, która pomaga nam zrozumieć kim jesteśmy. Niezależnie jednak, czy homoseksualizm ma korzenie genetyczne, biologiczne czy środowiskowe, nikt nie powinien być dyskryminowany ze względu na swą orientację".
Trzeba przyznać - trafił w samo sedno. Jak się zwał, tak się zwał, byleby się dobrze miał - jak mówi przysłowie.
Marek Romiszewski - Miami
Przeczytaj także:
- Dean Hamer i Peter Copeland - Geny a charakter
- Jesteś gejem? Kościół cię wyleczy...
- Religijni fundamentaliści leczą homoseksualizm
- Jestem gejem - mam żonę i dzieci
- Czy są homoseksualne zwierzęta?
- Medycyna w służbie nietolerancji
- To bi - czy to nie bi? Oto jest pytanie!
--------------------------------------------------------
Jak chłopak STAJE SIĘ homoseksualistą - czyli to, o czym geje rozmawiać nie lubią...
Co jest tu decydujące?
- ojciec, który nie podbudowuje poczucia własnej wartości u syna (typ "nieobecny" lub rzeczywiście nieistniejący), a czasem wręcz przeciwnie nawet ("antyojciec"): "Jesteś oferma, baba, pośmiewisko, każdy z kumpli jest lepszy od Ciebie, sprawniejszy, jaka panna by cię chciała" itd.
Reasumując: brak autentycznego ojca.
- koledzy, którzy również starają się umniejszyć twoją wartość, bo dzięki temu (na takim byle jakim tle) "błyszczą" bardziej, czego oczekiwaną konsekwencją mają być większe szanse u dziewczyn.
Na skutek presji ze strony ojca i "kumpli" i jednoczesnego niezrozumienia o co chodzi z tą męskością (ojciec nie wytłumaczył) ze wszystkimi jej atrybutami, dochodzi to tragicznego zmniejszenia poczucia własnej wartości (zwłaszcza widzianej w kontekście późniejszych "startów" do dziewczyn). Następuje wyobcowanie z "grupy silnych". Zainteresowania przesuwają się w kierunku tych kolegów, którzy są "dostępni". Najczęściej są to młodsi chłopcy (ale i każdy inny, kto okaże nieco przyjaźni - nawet starszy jest dobry, byle doceniał). Nareszcie można być równym, nawet może silniejszym. Jednocześnie pragnie się bardzo koleżeństwa, nawet głębokiej przyjaźni. Przecież nie doświadcza się jej ani ze strony ojca, ani rówieśników. Ponieważ równocześnie dochodzi do głosu popęd płciowy i pierwsze (nieokreślone) pragnienia miłosne, to łatwo następuje ich ukierunkowanie na obiekt największego pożądania - tu: kolegę, przyjaciela. Czasem dzieje się to nieświadomie, gdzieś w tle. Czasem decyduje impuls - np. napotkanie innego homoseksualisty (i ewentualny pierwszy stosunek), pornografia homoseksualna, jakieś rozmowy itp.
Cały czas mowa jest o tzw. homoseksualizmie rzeczywistym, czyli wynikającym z potrzeby psychicznej, nie zaś pozornym - będącym wyłącznie konsekwencją potrzeby zaspokojenia popędu.
Reasumując: brak właściwych relacji z rówieśnikami ("jestem gorszy"), mylenie przyjaźni z miłością (żaden młody człowiek nie wie na tym etapie jeszcze na czym polega prawdziwa różnica!) ale i naturalne, wielkie pragnienie tych ostatnich.
Oczywiście poczucie własnej wartości powinni wybudować w młodym człowieku rodzice, zwłaszcza zaś ojcowie. Często jednak tak się nie dzieje - wspomniany brak autentycznego ojca. Czy matka może tu całkowicie zastąpić ojca? Raczej nie. Ona wpaja w syna inny system wartości, przede wszystkim nie zasadzający się na sile fizycznej (zwłaszcza zaś przemocy)! W chłopaku narasta więc stopniowo bunt, a potem wstręt przeciw "metodom siłowym" stosowanym przez jego kolegów (mających normalnych ojców). W skrajnym przypadku dochodzi nawet do prób sztucznego podniesienia poczucia własnej wartości według zasady: "jestem lepszy, bo działam głową, nie pięściami - moi koledzy to banda prymitywów uznających tylko prawo pięści, zwierzęta itd.". Konsekwencją jest oczywiście dalsze wyobcowanie z grupy rówieśniczej (nikt nie lubi przecież "przemądrzałych" słabeuszy).
"Słynny" wstręt do WF.
Z tych samych przyczyn. Przecież tam liczy się tylko sprawność, a ja mam poczucie bycia skończoną ofermą. Wpoił to we mnie (albo nie pokazał, że jest inaczej) "tatuś", a utwierdzili dodatkowo "koledzy".
Najgorsze są gry zespołowe, bo tam trzeba współdziałać z innymi, tymi samymi, których tak bardzo się nie lubi (te "zgrane paczki" - męty z podwórkowego boiska - dlatego szczególną antypatią bywa darzona piłka nożna). Jednak nawet sporty indywidualne są często nie do zniesienia, bo uprawia się je "pod okiem" nauczyciela (który też często lubi wymyślać od oferm), no i tych samych "życzliwych" kumpli. Panuje atmosfera rywalizacji sprawnościowej, fizycznej. Żaden młody człowiek, a zwłaszcza przeczulony na punkcie wyśmiewania się z niego, nie wykona poprawnie jakiegokolwiek ćwiczenia. Wzrok obserwatorów mrozi go zupełnie. Pojawia się strach i chęć ucieczki. Tak wpada się w spiralę wstrętu do sportu.
Odrzucane jest również wszystko inne, co uważane jest za typowo męskie, choćby obozy, zwłaszcza o zabarwieniu militarnym. Tu dochodzi jeszcze jedna rzecz: kandydat na geja jest jednak najczęściej dzieckiem rozpieszczanym przez matki, ciotki, siostry albo (i) wychowanym w cieplarnianych warunkach. Nikt go nie nauczył radzenia sobie z trudami obozowymi, które kojarzą mu się wyłącznie z niepotrzebnym wysiłkiem, brudem i brutalnymi kolegami, czy instruktorami. Nie rozumie uroku takich imprez, nie wie czym inni się tak tu podniecają, przede wszystkim zaś nie widzi sensu! Nie może rozumieć - tata nie nauczył.
Reasumując: wszędzie tam, gdzie liczy się siła fizyczna, sprawność i odporność na trudy życia, homoseksualista czuje się najczęściej bardzo źle!
Dlaczego dziewczyny mogą być przyjaciółkami, a nie są obiektem pożądania? Przyjaźnie z dziewczynami, to coś zupełnie innego, niż "chodzenie" z nimi. Młody gej jest akceptowany chętnie przez nie, bo jest "delikatny", nie interesują go "męskie sprawy" i wreszcie nie stanowi żadnego zagrożenia seksualnego, bo w ogóle nie "startuje" do nich. I nie wystartuje, bo przecież "wie", że nie ma szans. Poza tym jego pociąg seksualny został już w znacznej, jeśli nie przeważającej mierze ukierunkowany, o czym było wyżej.
Relacje z dziewczynami pozostają więc już na zawsze "na poziomie przedszkola".
Temat nie jest oczywiście wyczerpany. Są jeszcze dziesiątki innych czynników, które pośrednio lub bezpośrednio wpływają na ukierunkowanie popędu płciowego chłopaka. Wiele z nich bierze początek w bardzo wczesnym dzieciństwie, nawet w okresie niemowlęcym. Jednak decydujący pozostaje szeroko rozumiany czas dojrzewania wraz ze wszystkim opisanymi czynnikami środowiskowymi.
Osobną kwestią jest jeszcze tzw. późny homoseksualizm i biseksualizm, choć nawet i one pozostają w ścisłym związku z poruszanymi kwestiami.
Nie aspiruję do odpowiedzi na nasuwające się od razu pytania w rodzaju: "Czy to można leczyć?", "Czy to jest odwracalne?", "Czy homoseksualizm mieści się w naszym kanonie moralności?", "Co daje gejowi świadomość powyższego?", "Czy homoseksualizm, to nieszczęście?" itd. Nie napisałem też tego wszystkiego, by przekonywać homoseksualistów do czegokolwiek. Wydaje mi się, że adresatami są jedynie światlejsi rodzice, zwłaszcza ojcowie, którzy najczęściej pragną przecież szczęścia własnych synów i tylko nie zdają sobie sprawy, że pewne "metody wychowawcze" są zupełnie błędne, podobnie jak i zaniechanie odgrywania roli ojca w rodzinie
Poza tym jaka byłaby ta manipulacja... w okresie zarodkowym? Według mnie to niezła fantazja. To byłowy ciut trudne. Do tego znowu mozna by sobie wyobrazić kontrowersje dotyczace szperania w ludzkich genach i zdobywania wiedzy o kazdym dziecku z osobnam.