Czytając "Żywoty cezarów" pióra rzymskiego historyka Swetoniusza można dojść do wniosku, że wielu władców starożytnych stosowało się do zasady "żeby życie miało smaczek, raz dziewczynka, raz chłopaczek". Niedawno wspominano na IS o Cezarze, który - jak pisze Swetoniusz - miał być kochankiem bityńskiego króla Nikomedesa. Podejrzeń o homoseksualizm nie uniknął też jego następca, Oktawian August (63 p.n.e.-14 n.e.), który generalnie uznawany jest za "porządnego" cesarza. Oto w młodości zarzucano mu zniewieściałość - cecha godna pogardy wśród męskich, surowych Rzymian - a usynowienie (praktyka częsta w tamtych czasach) przez wuja swej matki zawdzięczać miał Oktawian zasługom w roli kochanka. Swetoniusz pisze także: "Swą cnotę męską, uszczkniętą nieco przez Cezara, sprzedał z kolei Hircjuszowi w Hiszpanii za 300 tys. sestercjów". Hmm, ciekawe, na czym polegało owo "uszczknięcie"...
Można się chyba domyślać roli Oktawiana, skoro zarzucano mu zniewieściałość oraz... opalanie włosków na nogach skorupą żarzącego się orzecha, aby odrastały bardziej miękko! (Panowie, ktoś próbował? Może to lepsze niż depilacja woskiem...) Niemniej jednak, podobnie jak w przypadku Juliusza Cezara, historycy podają długą listę kobiet, których wdziękami Oktawian August nie gardził oraz wspominają, że lubił "dokonywać defloracji dziewic".
Gorszych rzeczy dowiadujemy się o następcy Augusta, Tyberiuszu (42 p.n.e.-37 n.e.). Tak, to ten, który przeniósł się z Rzymu na Capri, aby móc się swobodnie oddawać swym, powiedzmy, zachciankom. Swetoniusz pisze np., że Tyberiusz w czasie składania ofiar zachwycił się urodą sługi podającego mu kadzidło i natychmiast, niemal z końcem obrzędu religijnego "uprowadził go na bok i spełnił akt fizyczny z nim oraz z jego bratem fletnistą". Jak widać, Tyberiusz nie gardził zabawami typu threesome. Trójkąty były najwyraźniej znane już w starożytności, a nazywano je spintria; jak pisze nasz nieoceniony Swetoniusz, "chłopcy rozpustni i dziewczęta oraz wynalazcy potwornego stosunku, spintria, spleceni w potrójnym uścisku nawzajem się sobie oddawali". Swoją drogą, ten Swetoniusz niby się gorszy, a jednak tyle miejsca poświęca opisom cesarskiego wyuzdania... Tyberiusz miał też zabawiać się w kąpieli z chłopcami, których nazywał "rybkami", a którzy krążyli mu między udami... ale to już zalatuje pedofilią, więc darujmy sobie szczegóły. Przejdźmy do Nerona, znanego nam z Quo vadis. Ten z kolei, oprócz kazirodczych stosunków z matką (co by na to powiedział pan Freud?) i licznych cudzołożnych związków z mężatkami, także lubił chłopców. Z kastratem Sporusem miał żyć jak z żoną, wyzwoleńcowi Doryforosowi oddawał się (zmiana ról?) - "naśladując okrzyki i jęki gwałconych dziewic".
O "chłopięcych miłostkach" cesarza Trajana (zm. 117 n.e.) wspomina inny historyk, Kasjusz Dion. Następcy Trajana, Hadrianowi, towarzyszył z kolei w podróżach piękny Antinoos,
którego znamy z licznych posągów, na których podziwiać można jego - jak na mój gust, nieco zbyt pełne - ciało. Co ciekawe, młodzian ten pochodził z Bitynii, jak i Nikomedes, z którym, jak już wspomniałem, miał kosztować męskich rozkoszy Juliusz Cezar. Antinoos zginął w czasie podróży po Egipcie, prawdopodobnie popełnił samobójstwo, a zrozpaczony Hadrian uznał go za boga i wznosił liczne świątynie ku jego czci. Uważał zresztą, że szlachetny młodzieniec poświęcił swoje życie, aby jego, cesarza, ocalić przed złym losem. Dla nas Hadrian jest także ciekawy z innego względu: był pierwszym cesarzem, który zapuścił brodę! Przed nim władcy Rzymu starannie się golili (i to nie tylko na twarzy, Cezar miał pozbywać się włosków z całego ciała, jak podaje Swetoniusz); dla wyjaśnienia dodam, że Hadrian nie był bynajmniej protoplastą współczesnych bears - w tamtych czasach broda dawała właścicielowi znamiona intelektualizmu, jako że nosili ją głównie filozofowie. A Hadrian bardzo chciał być uważany za intelektualistę... Dodam jeszcze, że w małżeństwie z Sabiną cesarzowi się nie układało, nie mieli także dzieci... Cóż, skoro był Antinoos...
Szczyty wyuzdania osiągnął, według starożytnych historyków, Heliogabal (zm. 222), za którego panowania toczy się też akcja "Irydiona" Zygmunta Krasińskiego. Mimo iż miał wiele żon, sam chciał zostać kobietą! Często, przebrany w kobiece szaty, udawał prostytutkę, żądając jeszcze zapłaty za swe usługi. W końcu znalazł sobie... męża! Był nim niewolnik, zawodowy woźnica rydwanu, niejaki Hierokles. Ponoć miał nawet prawo do bicia swej "żony", jeśli przyłapał "ją" z innym mężczyzną, co zdarzało się dosyć często. Jedna z bardziej pikantnych historii dotyczy atlety Aureliusza Zotikusa, którego sprowadzono do Rzymu specjalnie dla cesarza. Zotikus, wprowadzony przed oblicze Heliogabala, powitał go jako swego pana, na co ten, trzepocząc rzęsami (jak się to często zdarza wśród "koleżanek"), powiedział: "Nie nazywaj mnie panem, jestem panią". (Hmmm, chyba nawet można sobie wyobrazić tembr jego głosu...) Atleta towarzyszył cesarzowi w czasie kąpieli i uczty, jednak noc przyniosła Heliogabalowi rozczarowanie: tak świetnie umięśniony, dorodny samiec się nie sprawdził! A wszystko za sprawą zazdrosnego Hieroklesa, który przekupił służbę i dodał jakiś powodujący impotencję specyfik do pucharu Zotikosa...
Można się teraz zastanawiać, czy rzeczywiście dopiero wiek XX przyniósł rozpasanie, rozluźnienie obyczajów, zepsucie i seksualną rewolucję... Można się też zastanawiać nad europejską kulturą, która opiera się - jak się nam o tym ostatnio przypomina - na śródziemnomorskim dziedzictwie, które wcale takie święte i nieskazitelne nie było. No cóż, nihil novi sub sole - nic nowego pod słońcem... O czym warto pamiętać w nowym tysiącleciu.
Dla IS: Marcin de Hautdesert
Miałem na myśli to, że często uprawiany przez nich seks nie był wyrazem miłości, a jedynie rozładowaniem pożądania. Idealista powiedziałby, że seks powinien być nierozerwalnie zwiazany z miłością.
Ale, patrząc okiem idealisty, co to ma wspólnego z miłością?
A swoją drogą, to chyba wiosna idzie, zielonemu jakby w głowie zielono :o)))