- Witold Jabłoński - Bracia ocierają się o więzienie, wielkomiejską prostytucję i drobną przestępczość, korupcję wymiaru sprawiedliwości i obojętność lepiej ustawionej części społeczeństwa. Niemal na każdym kroku spotykają ich szykany, agresja i odrzucenie.
Danny, zbuntowany nastoletni gej, mający upodobanie do wyzywających strojów, zachowań i ekscentrycznych fryzur, narażony jest na podwójne wykluczenie: „Przynosisz wstyd Albańczykom” - słyszy od atakujących go rodzimych żuli. Jest także świadkiem pogromu rodaków dokonanego w Atenach przez bojówkę neonazistowskiego Złotego Świtu.
Na własnej skórze doświadcza, jak policja spokojnie przyjmuje nacjonalistyczne ekscesy, włącznie z rozbijaniem sklepowych szyb i katowaniem pechowych przechodniów, a kiedy wreszcie wkracza... aresztuje wyłącznie „obcych”, którzy usiłowali powstrzymać agresorów. Greckim „swojakom”, uzbrojonym w drewniane pałki i podkute buty, wszystko uchodzi na sucho. Ma się wrażenie, że przenieśliśmy się z kolebki europejskiej demokracji do Berlina u progu hitleryzmu i osławionej Nocy Kryształowej. Te same ksenofobiczne hasła, te same brutalne metody rozprawiania się z „niepożądanymi elementami” i ciche przyzwolenie ze strony przedstawicieli chorującego systemu.
Film Panosa Koutrasa nawiązuje do różnych konwencji, zarówno klasycznego kina drogi, jak i campowej estetyki filmów Almodovara, łączy elementy drapieżnej satyry społecznej z oniryczną wizją, kiedy wkraczamy w baśniowy świat wyobraźni Danny'ego, jakby żywcem przeniesiony z „Alicji w Krainie Czarów” (nie zabraknie nawet podążania za białym króliczkiem). Obaj bracia mają swoje marzenia, starszy chce zostać piosenkarzem, młodszy awangardowym fryzjerem. Gdy okazuje się, że ich domniemany ojciec udaje „pełnokrwistego” Greka pod zmienionym nazwiskiem, omal nie dochodzi do krwawej rozprawy, lecz ostatecznie finał pozostawia losy bohaterów w zawieszeniu z ciepłym akcentem optymizmu.
Tragikomiczna historia nieprzystosowanych społecznie chłopaków jest bowiem też piękną opowieścią o braterskiej miłości, wzajemnej akceptacji i zrozumieniu. Ich uczucie przezwycięża wszystkie przeszkody, a jednak przeżywamy wraz z bohaterami rozczarowanie dysfunkcjonalnością multikulturowego społeczeństwa, nieradzącego sobie z narastaniem szowinistycznych uprzedzeń i fobii.
Niewiele lepiej pod tym względem wygląda sytuacja na węgierskiej prowincji, co doskonale ilustruje
odważny film Adama Csasziego „Kraina burz” (2014). Tam także nie lubią żadnych „obcych”, bez względu na to, skąd pochodzą.Kameralna, nakręcona skromnymi środkami opowieść, oparta na prawdziwych zdarzeniach, opiewa perypetie młodego węgierskiego piłkarza, próbującego zrobić karierę w jednej z niemieckich drużyn. Szabo czuje się jednak obco w nowym otoczeniu pod presją bycia najlepszym, a konflikty z trenerem i kolegami źle wpływają na jego psychikę, co w konsekwencji odbija się także na grze. Zawiedziony i sfrustrowany porzuca karierę piłkarską i wraca na węgierską wieś, by zająć gospodarstwo po dziadku. Chce odbudować zrujnowaną chałupę i spokojnie hodować pszczoły. Z czasem zaczyna mu pomagać miejscowy chłopak Aron.
Wówczas ujawnia się prawdziwa natura głównego bohatera, stara się bowiem doprowadzić do fizycznego zbliżenia z wiejskim Adonisem. Nieudane początkowo próby owocują w końcu namiętnym spełnieniem, nie bez wszakże obustronnych psychicznych oporów i uwarunkowanego kulturowo poczucia winy. Kiedy ich związek wychodzi na jaw, narażają się także na konflikt z małą, konserwatywną społecznością, która reaguje agresją i odrzuceniem „odmieńców”. Sytuację komplikuje dodatkowo przybycie zakochanego w Szabo kolegi z drużyny, Bernarda, który namawia go do powrotu do Niemiec. Węgierski ex-piłkarz odmawia, decydując się pozostać z Aronem, którego nie chce porzucić w trudnej sytuacji (chłopak ma ciężko chorą matkę). Dramatyczna, niełatwa decyzja bohatera prowadzi nieuchronnie, niczym w greckiej tragedii, do krwawego, okrutnego finału. Niespiesznie opowiadana fabuła filmu, skomplikowany erotycznie trójkąt jest zresztą tylko pretekstem do ukazania atmosfery osaczenia i wykluczenia, jaką emanuje węgierska prowincja. Należy dodać do tego przemożny wpływ katolicyzmu, silnie zaakcentowany w paru istotnych scenach.
Choć Węgrzy są pozornie mniej religijni, niż Polacy, na tamtejszej prowincji ksiądz proboszcz nadal jest wyrocznią i wykładnikiem konserwatywnych zasad moralnych, wywiedzionych z patriarchalnych tradycji plemiennych, które nie tolerowały żadnego wykroczenia poza ustalony szablon postępowania mężczyzny. Szabo zawodzi rodzinę i otoczenie jako przegrany „wojownik” (czyli nieudany piłkarz) oraz potencjalny mąż i ojciec, skoro zamiast obściskiwać miejscowe panienki woli kleić się do hożego parobka.
Tragizm głównego bohatera wynika zresztą nie tylko z problemów z otoczeniem, wraz z jego przytłaczającą i duszną atmosferą, lecz także z głębokiego konfliktu wewnętrznego. Szabo stara się, jak tylko umie, spełnić oczekiwania surowego ojca, trenera, kolegi z drużyny, wreszcie ukochanego ziomka, im bardziej jednak próbuje uniknąć wiszącego nad nim fatum, tym bardziej okazuje się ono nieuniknione. Nieuchronność klęski uwarunkowana jest wewnętrznym rozdarciem i specyficznie ukształtowaną mentalnością.
Wieczne poczucie historycznej krzywdy, narzekanie, pesymizm, fatalizm, obsesja martyrologii... a do tego jeszcze ksenofobia i katolicyzm. Skądś wszystko to znamy. Jak widać mentalność naszych węgierskich „bratanków” niewiele się różni od naszej. Analogie są wprost uderzające. Węgrzy, podobnie jak Polacy, mają sporo kłopotów z własną tożsamością i podobnie, jak my, czują się wyalienowani i pokrzywdzeni. Może dlatego mają odwagę pokazywać siebie takimi, jakimi naprawdę są.
Oba filmy, grecki i węgierski, mimo niezaprzeczalnego wizualnego piękna, emanują przygniatającym smutkiem, ukazują bowiem jak idea współistnienia natrafia na mur niezrozumienia i odrzucenia ze strony niedorastających do nich, monokulturowych społeczeństw. Wydają się wręcz prorocze wobec wydarzeń bieżącego roku, skoro stawiają pytania o nietolerancję i narodowy izolacjonizm. Kryzys europejskiej mentalności sygnalizuje wyraźnie, że przezwyciężyć go mogą jedynie wiedza, rozum i wzajemna empatia.