Kwestie ekonomiczne są najważniejsze dla amerykańskiej społeczności LGBT (18 proc.), zaraz po nich znalazła się polityka dotycząca pracy (14 proc.) i prawa LGBT (9 proc.) - LogoTV sprawdziło czym kierować się będą w głosowaniu w jesiennych wyborach Amerykanie LGBT. Co ciekawe - 67 proc. ankietowanych zagłosuje ponownie na Baracka Obamę, ale co piąta osoba przyznała, że zagłosowałaby na Mitta Romneya, jeżeli miałby takie same poglądy na kwestie LGBT jak obecny prezydent.
Wybory prezydenckie w USA 6 listopada.
http://www.huffingtonpost.com/2012/08/23/lgbt-issues-voter-attitudes-logo-tv-survey_n_1823322.html?ncid=edlinkusaolp00000008
Kochanie, nie denerwuj się tak! Ja tylko stwierdziłem, że tak by było gdyby teoria rivers'a była prawdziwa, a prawdziwa oczywiście nie jest. Dlatego to założenie także jest naturalnie błędne. Ty zapewne także jesteś "pięknie ubraną mega kobiecą laską" bo orientacja seksualna nijak się ma do zachowania. Są geje świry i hetero świry, są heteroseksualistki z miseczką D i są lesbijki z miseczka D ;) (nawet są feministki z miseczką D - ciiii to taka tajemnica...)
Aha, nie lubię Sopotu.
Z ciekawości zagłębiłem się w ten temat i znalazłem jedną obiecującą hipotezę. A mianowicie, że geny odpowiadające z homoseksualizm np. u mężczyzn jest faworyzowany gdy występuje u kobiet. Choć wtedy homoseksualni mężczyźni nie rozmnażają się, to identyczne geny posiadane przez heteroseksualną kobietę dają jej większe szanse na potomstwo. Podobny mechanizm funkcjonuje u homoseksualnych kobiet i heteroseksualnych mężczyzn. Z tego wynika prosta zależność, że liczba gejów i lesbijek powinna się od siebie różnić. Jeśli natomiast byłaby zbieżna, to sugerowałoby odpowiedzialność jednych genów za homoseksualizm zarówno u mężczyzn jak i kobiet.
To raczej sugeruje, że geje są zniewieściali, a lesbijki są męskie. Podobną teorię napisałem na temat alleli (są to jakby "rodzaje" genów). Ja osobiście jestem bezbronny wobec tego problemu. Nie mam pojęcia dlaczego homoseksualizm w ogóle występuje. Celem życia każdej istoty jest rozmnożenie się i wydanie na świta płodnego potomka w celu zachowania gatunku (to dlatego ludzie się zakochują). Homoseksualizm wyklucza ten główny biologiczny cel istnienia, dlatego logicznie myśląc dobór naturalny powinien go zadusić w zarodku. Jeżeli pojawiłby się kiedyś "gen homoseksualizmu" to powinien wyginąć od razu po śmierci osobnika, który ów gen posiada, ponieważ się nie rozmnożył i nie miał potomka, któremu mógł ten gen przekazać, aby ten przekazał go swojemu potomkowi.
Homoseksualizm to wybryk natury albo to po prostu cud natury. Nie powinien istnieć, a jednak jest. Rivers jesteśmy cudami! ;)
Z ciekawości zagłębiłem się w ten temat i znalazłem jedną obiecującą hipotezę. A mianowicie, że geny odpowiadające z homoseksualizm np. u mężczyzn jest faworyzowany gdy występuje u kobiet. Choć wtedy homoseksualni mężczyźni nie rozmnażają się, to identyczne geny posiadane przez heteroseksualną kobietę dają jej większe szanse na potomstwo. Podobny mechanizm funkcjonuje u homoseksualnych kobiet i heteroseksualnych mężczyzn. Z tego wynika prosta zależność, że liczba gejów i lesbijek powinna się od siebie różnić. Jeśli natomiast byłaby zbieżna, to sugerowałoby odpowiedzialność jednych genów za homoseksualizm zarówno u mężczyzn jak i kobiet.
Nie jestem specjalistą w tym temacie, nie mogę podeprzeć się żadnymi danymi, ale mam swoją teorię.
Kiedyś wiele małżeństw wynikało ze społecznego przymusu, rodzinnych powiązań itd. Życie kawalerskie nie było dobrze postrzegane, chyba że zakonne (a to daje dużo do myślenia). Więc homoseksualiści zakładali rodziny. Może nie były szczęśliwe, ich pożycie seksualne też układało się dobrze. Ale mieli dzieci. I przekazywali te geny dalej.
Teraz po rewolucji obyczajowej/seksualnej z lat 70 i 80 ludzie mogą bez problemów wyjść z szafy i żyć jak chcą. Może to początek naszego końca? Niezmuszeni do przekazywania naszych genów dalej doprowadzimy do naturalnego wymarcia homoseksualizmu? Może nasza społeczność uwolniona od heteronormatywnych okowów będzie paliła się jasno przez parę pokoleń a później zgaśnie? A może przesadzam, bo taka rewolucja to fenomen w kulturze zachodniej i na jej reperkusje demograficzne trzeba będzie jeszcze poczekać?
Otóż muszę Cię zmartwić. Twoja teoria jest logiczna i mogłaby być nawet dobra. Ale warto mieć na uwadze, że homoseksualizm występuje także u innych zwierząt a nie tylko u Homo sapiens. U owiec 8% osobników wykazuje tendencje homoseksualne. Dlaczego zatem homoseksualizm nadal u nich występuje, przecież w społeczności tych zwierząt nie istnieje żadna presja wymagająca spłodzenia potomka? Oznacza to, że Twoja teoria mogłaby być dobra, gdyby homoseksualizm występował tylko u ludzi. Jednak występuje on powszechnie w naturze. Dobra teoria musi uwzględnić i wyjaśniać wszystkie okoliczności występowania tej orientacji seksualnej u wszystkich gatunków, ponieważ najprawdopodobniej wszędzie ma ona taką samą genezę.
Mit obalony ;)
Nie wiadomo, aczkolwiek już powstała teoria oparta na obserwacjach zachowań osób homoseksualnych, zgodnie z którą takie osoby biorą bardzo aktywny udział w życiu rodziny (badania na społeczeństwie amerykańskim, w którym odsetek "wyoutowanych" gejów i lesbijek jest duży, ale niestety nie pamiętam nic ponad to), tym samym pomagając w wychowaniu potomstwa innych członków rodziny, gwarantując im lepszą opiekę i większą uwagę, co - w szerszym kontekście - przyczynia się mimo wszystko do zwiększenia możliwości ekspansji genów danej rodziny (jedno z założeń ewolucji). Teoria będzie kiedyś na pewno zweryfikowana, ale nie mogę odmówić jej oryginalności, logiki i pewnej wiarygodności. Na pewno powstaną nowe teorie, ale nie z dnia na dzień, bo takie badania najlepiej, by były podłużne, a one wymagają wielu (nierzadko parudziesięciu) lat.
Jakoś nie widzi mi się ta teoria. Nie każdy ma rodzeństwo, nie każdy chce zajmować się i pomagać w wychowywaniu dzieci w rodzinie. Wpływ na przekazanie genów dalej wydaje mi się jednak niewielki w skali jakiej homoseksualizm występuje na świecie.
Nie jestem specjalistą w tym temacie, nie mogę podeprzeć się żadnymi danymi, ale mam swoją teorię.
Kiedyś wiele małżeństw wynikało ze społecznego przymusu, rodzinnych powiązań itd. Życie kawalerskie nie było dobrze postrzegane, chyba że zakonne (a to daje dużo do myślenia). Więc homoseksualiści zakładali rodziny. Może nie były szczęśliwe, ich pożycie seksualne też układało się dobrze. Ale mieli dzieci. I przekazywali te geny dalej.
Teraz po rewolucji obyczajowej/seksualnej z lat 70 i 80 ludzie mogą bez problemów wyjść z szafy i żyć jak chcą. Może to początek naszego końca? Niezmuszeni do przekazywania naszych genów dalej doprowadzimy do naturalnego wymarcia homoseksualizmu? Może nasza społeczność uwolniona od heteronormatywnych okowów będzie paliła się jasno przez parę pokoleń a później zgaśnie? A może przesadzam, bo taka rewolucja to fenomen w kulturze zachodniej i na jej reperkusje demograficzne trzeba będzie jeszcze poczekać?
Zbyt daleko idący wniosek, bo tak naprawdę jaka nauka i co w sposób spójny tłumaczy? Ostatnio zakwestionowano teorię Wielkiego Wybuchu, a nowa teoria jest równie spójna, co aktualna. To, że teraz nie da się w 100% potwierdzić danej teorii nie oznacza, że jest ona błędna, a zmienność genetyczna w sposób zadowalający wyjaśnia homoseksualizm. Być może kiedyś naukowcy dojdą do innego wniosku, ale teraz stanowisko nauki jest takie, a nie inne. Dożyjemy, zobaczymy. :)
Po pierwsze dlaczego zakładamy , że orientacja homoseksualna to jakiś błąd? Bo nie ma możliwości rozmnażania( naturalnego)?
Po drugie co do teorii czy orientacja homo/bi jest uwarunkowana genetycznie,kulturowo czy poprzez traumy.. może zastanów się skąd się bierze orientacja heteroseksualna? Bo jak dotychczas nie ma mieszanki genu , ani dla hetero ani dla hom orientacji
Po trzecie : dziadek nie był homo - dziadek może nie ma raka , a możesz go dostać bo miał go pra pra dziadek. Po za tym homo/bi orientacja była kiedyś czymś o wiele bardziej wstydliwym niż dzisiaj . Było wtedy pełno małżeństw z konieczności , starych panien i kawalerów ( mogli być homo ).
A i na koniec wracając do tego po co gen homoseksualny skoro homoseksualizm nie sprzyja rozmnażaniu - wydaję mi się , że nie nam oceniać dlaczego istnieją osoby homoseksualne. Jednak według mnie pomijając to , że "nie naturalnie " mogę mieć dzieci z moją partnerką,Jestem tu po to , żeby coś z siebie dać. Jeżeli ktoś uważa , że życie = rozród - to bardzo smutna teoria. Gdyż fajnie byłoby eszcze odkrywać nowe horyzonty . Dawać ludziom odkrycia medyczne, sztukę i różnego rodzaju badania naukowe - wydaję mi się , że to bardzo ważna rola człowieka , a posiadając dziecko ma się mniej czasu na takie "ekscesy". Tak więc może to nasza "misja"
Ja kiedyś słyszałem teorię (równie mało przekonywującą), że homoseksualizm jest jakby błędem alleli. Otóż u kobiet większą szansę mają mężczyźni (wcale nie macho) ale delikatni i wrażliwi. Allele, które owe cechy mają warunkować, zamiast pozostać recesywne stają się dominujące, co powoduje także, że mężczyźni rodzą się homoseksualni.
Warto też zauważyć, że proporcjonalnie częściej orientacje seksualną wykazują osoby leworęczne. Dziwne jest także to, że jeżeli jedno z bliźniąt jednojajowych (i tylko jednojajowych) jest osobą homoseksualną drugie na 50% także będzie miało homoseksualną orientacje. To wskazuje jednoznacznie, że homoseksualizm nie jest nabyty! No chyba, że ktoś wierzy że leworęczność także jest nabyta...
Nauka tak na prawdę co do homoseksualizmu drapie się po głowie i wymyśla teorie, bardziej lub mniej wyrafinowane, jednak wszystkie coś łączy - są raczej błędne, ponieważ nie są w stanie wytłumaczyć w spójny sposób genezy tej orientacji.