Krakowska "Gazeta Wyborcza"
opisuje dzisiejszą demonstrację przed Uniwersytetem Pedagogicznym. Blisko 50 osób prostestowało przeciwko wycofaniu się uczelni z obietnicy drobnych udogodnień dla osób transpłciowych. Władze uczelni nie podjęły dialogu. Zamiast wsłuchać się w głosy protestujących zorganizowały zagłuszający koncert kosiarek. Całą sprawę obszernie relacjonuje Angelika Pitoń w artykule
"Włączone kosiarki i dmuchawy, zagrodzone wejście i dzień wolny od zajęć. Tak UP tłumi protest transpłciowych studentów". Sprawa wydaje się bardziej niż absurdalna. Jednym z głównych planowanych "przywilejów" dla osób transpłciowych miała być możliwość rejestracji ich wybranego imienia zamiast imienia zapisanego w dokumentach tożsamości. Władze Uniwersytetu Pedagogicznego argumentują, że osoby które przeszły proces uzgodnienia płci mogą oczywiście liczyć na zmianę imienia także w systemach placówki. Nie do końca wiadomo w jaki sposób taka procedura miała by być jakimkolwiek udogodnieniem - to po prostu wymóg prawny. Udogodnieniem i wyrazem szacunku dla osób studiujących na uczelni byłoby nazywanie ich w sposób jaki odpowiada ich tożsamości. Sytuacja, w której długowłosa blondynka w kwiecistej spódnicy widnieje w systemie uczelni jako Zbyszek jest niekomfortowa dla wszystkich: dla samej zainteresowanej, pozostałych studentów i studentek oraz kadry uczelni. Dla mnie wydaje się wręcz szykanowaniem. Dotknięte dyskryminacją osoby nie żądają rewolucji kulturowej - domagają się szacunku i empatii.
(ro)
"Pani, ja nie wiem, co tu się dzieje. W kółko nam każą czyścić trawnik, na którym już nie ma liści. To jest sztuczna robota"
"W trakcie protestu jedna z jego uczestniczek mówiła, że słyszała, jak mężczyznom wydano polecenie, by na czas trwania demonstracji pracowali blisko protestujących"
Gratulacje, idziemy w kierunku prezesa Polski, co mówi, że Uniwersytety powinny wrócić do średniowiecza, gdzie papież wydawał zgodę na funkcjonowanie i były zgodne z linią kościoła.