Jamie Spears poinformował,
że ze względu na dobro córki postanowił zrezygnować z dalszej kurateli nad nią. Jednocześnie rzecznik ojca Britney zaznacza, że "pan Spears jest nieustannym celem nieuzasadnionych ataków i dlatego nie wierzy, że publiczna bitwa z jego córką o jego ciągłą służbę i opiekę nad nią pozostaje w jej najlepszym interesie".
Piosenkarka jest pod kuratelą ojca od 13 lat. Trafiła pod nią z powodu problemów z chorobami psychicznymi i uzależnieniami od używek. Ostatnio przez wiele miesięcy walczyła o wyzwolenie się spod tej "opieki", która jest tak naprawdę ubezwłasnowolnieniem. Nie wiadomo, kiedy faktycznie skończy się kuratela Jamiego Spearsa nad córką.
Britney podkreślała, że kuratela ojca stale pogarsza jej stan psychiczny. Zarzuca mu odurzanie lekami, zmuszanie do pracy ponad siły i utrudnianie dostępu opieki medycznej, m.in. do ginekologa, a także niewłaściwe zarządzanie jej majątkiem. Wszystko to przedstawiono w zeszłym tygodniu we wniosku złożonym przez jej prawnika o zniesienie kurateli, który jednak został odrzucony przez sąd.
Fani piosenkarki kwestionowali zasadność kurateli i zainicjowali kampanię pod hasłem #FreeBritney. Obecne wydarzenia pokazują, że presja społeczna oraz aktywność w mediach ma sens i może przynieść realne rezultaty. Warto dodać, że Spears jest wierną sojuszniczką osób LGBTQ i wspiera walkę o prawa społeczności.
(jg)