Niedawno posłanka Lewicy
Anita Kucharska-Dziedzic opisywała w swoich mediach społecznościowych sytuację pracowniczki sieci Biedronka, która miała zostać zmuszona do odejścia z pracy, ze względu na związek z kobietą."W Lubsku pani Kamila żyje w związku z kobietą. Razem pracują w jednej z Biedronek. Koleżanki z pracy znają ich sytuację i nie wpływa ona na ich relacje towarzyskie i zawodowe. Sytuacja się jednak zmienia, kiedy pojawia się w sklepie nowa kierowniczka rejonu. Najpierw insynuuje, że pani Kamila nie powinna pracować razem z partnerką, później planuje jej przenosiny do innego sklepu i w końcu każe jej napisać wypowiedzenie. O sytuacji zostają powiadomione związki zawodowe Biedronki, które przyznają, że "mają wiele sygnałów o przypadkach dyskryminacji, również na tle orientacji seksualnej"" - poinformowała polityczka na Facebooku.
Na zarzuty wobec sklepu odpowiada nam
Katarzyna Strugalska, dyrektor do spraw relacji pracowniczych w sieci Biedronka:
Nasza sieć jest otwarta na wszystkich pracowników, bez względu na ich wyznanie, kolor skóry, orientację seksualną, płeć czy narodowość. Przed wszystkim podkreślamy, że obie panie wciąż są pracownicami naszej sieci, a jedna z nich została przeniesiona do innego sklepu naszej sieci, ale znajdującego się w tej samej miejscowości i zajęła to samo stanowisko. W tak dużej firmie jak nasza, zatrudniającej ponad 70 tysięcy pracowników, tego typu przesunięcia kadrowe to standardowa procedura. Dzieje się tak np. w celu zapewnienia pełnej obsady personelu w sklepach czy też uniknięcia stosunku podległości służbowej osób sobie bliskich.

Przedstawiciele i przedstawicielki sieci sklepów przypominają również, że
Biedronka od 2007 roku prowadzi politykę przeciwdziałania dyskryminacji, a każdy nowy pracownik i pracowniczka są zobowiązani zapoznać się z uchwałą tego dotyczącą na początku zatrudnienia w firmie.
(kb)
Mi się wydaje, że nie tyle chodzi o pogaduchy co raczej o to, aby jakieś konflikty w związku (które w końcu zawsze są) nie odbijały się na pracy tych osób. Też raczej wolałabym w miarę możliwości "rozdzielać pary" bez względu na orientację.
Kiedy małżeństwo heteroseksualne pracuje w firmie i dobrze wykonuje swoje obowiązki też najlepiej je rozdzielić?
Gdybyś się wczytał w temat to byś wiedział że między tą parą w pracy jest profesjonalne zachowanie, więc twój argument jest brany z niczego.
Achum, otwarta, ale kobiety, które są ze sobą w związku nie mogą pracować w tym samym sklepie sieci?
Ich wspólna praca mogłyby się odbić na ich związku
A kłopoty w związku na pracy
Nie chcę być adwokatem stonki, nie chcę być adwokatem takich zachowań, ale dla rzetelności, jako osoba pracująca w handlu chciałbym zaznaczyć, że spotkałem się z praktykami sieciówek, że osoby w związkach (bez określenia orientacji) nie mogą pracować w jednym sklepie.
Nie byłem w głowie osób tworzących te zalecenia, ale zakładam, że uznali, że dwie osoby bliskie mogą zbyt dużo czasu służbowego poświęcać na rozmowy.
W galeryjnych sklepach może ktoś ma czas, ale w stonce?
Mi się wydaje, że nie tyle chodzi o pogaduchy co raczej o to, aby jakieś konflikty w związku (które w końcu zawsze są) nie odbijały się na pracy tych osób. Też raczej wolałabym w miarę możliwości "rozdzielać pary" bez względu na orientację.
Prawda wspólną praca bywa stresująca
Praca w tej samej firmie co partner /partnerka
Rzeczywiście może się odbić na związku
Nie chcę być adwokatem stonki, nie chcę być adwokatem takich zachowań, ale dla rzetelności, jako osoba pracująca w handlu chciałbym zaznaczyć, że spotkałem się z praktykami sieciówek, że osoby w związkach (bez określenia orientacji) nie mogą pracować w jednym sklepie.
Nie byłem w głowie osób tworzących te zalecenia, ale zakładam, że uznali, że dwie osoby bliskie mogą zbyt dużo czasu służbowego poświęcać na rozmowy.
W galeryjnych sklepach może ktoś ma czas, ale w stonce?
Mi się wydaje, że nie tyle chodzi o pogaduchy co raczej o to, aby jakieś konflikty w związku (które w końcu zawsze są) nie odbijały się na pracy tych osób. Też raczej wolałabym w miarę możliwości "rozdzielać pary" bez względu na orientację.
Rozdzielanie par to jest po prostu obrzydliwa dyskryminacja i tyle w temacie.
Wspólną praca dla części par bywa trudna, stresująca
Gdy oboje partnerów pracuje w jednej firmie
Nie chcę być adwokatem stonki, nie chcę być adwokatem takich zachowań, ale dla rzetelności, jako osoba pracująca w handlu chciałbym zaznaczyć, że spotkałem się z praktykami sieciówek, że osoby w związkach (bez określenia orientacji) nie mogą pracować w jednym sklepie.
Nie byłem w głowie osób tworzących te zalecenia, ale zakładam, że uznali, że dwie osoby bliskie mogą zbyt dużo czasu służbowego poświęcać na rozmowy.
W galeryjnych sklepach może ktoś ma czas, ale w stonce?
Mi się wydaje, że nie tyle chodzi o pogaduchy co raczej o to, aby jakieś konflikty w związku (które w końcu zawsze są) nie odbijały się na pracy tych osób. Też raczej wolałabym w miarę możliwości "rozdzielać pary" bez względu na orientację.
Rozdzielanie par to jest po prostu obrzydliwa dyskryminacja i tyle w temacie.
1. Relacje pracownicze są bardzo ważne, jednakże ważniejsze są relacje pomiędzy kadrą zarządzającą, a pracownikami są NAJWAŻNIEJSZE. A tu już sobie "B" kompletnie nie radzi. Kierownicy sklepów, ale także Kierownicy rejonowi nie mają nawet podstawowej wiedzy w temacie Zarządzania zasobami ludzkimi i nie posiadają nawet bladego pojęcia jak budować zespół, jak odzywać się do ludzi i jak zarządzać ich czasem we współpracy z najbardziej zainteresowanymi - czyli pracownikami.
2. Zachowanie kierownictwa, które same sobie (pomiędzy kierownikami sklepów, a także kierownikami regionalnymi) kryje tyłki oraz dogaduje się aby komuś utrudnić życie jest po prostu nagminne. Nawet do tego stopnia, że o pewnych ich zachowaniach względem pracowników nawet Dyrektorzy przed którymi Kierownictwo odpowiada - nic nie wie.
3. Zgodnie z negatywnymi przykładami Zarządzania zasobami ludzkimi (których w ogóle nie powinno się używać), w formie nacisku na pracownika (które robi się aby osiągnąć różne cele np. ukarać pracownika za co się chce lub się zemścić, bo nam się coś w danym pracowniku nie podoba), o których ja sam na co dzień mówię w swojej pracy zawodowej to:
a) ustalanie jednostce pracowniczej nietypowych godzin pracy, ze szczególnym uwzględnieniem aspektu utrudnienia jej funkcjonowania w życiu osobistym (np. zmiana 10 godzin od 5 rano do 15 lub od 8 rano do 18 lub też jak kierownik jest hu... to od 15 do 5) - robi się to w taki sposób, aby utrudnić załatwienie spraw urzędowych, rodzinnych, itp.
b) przydzielanie cały czas obowiązków na najgorszych działach (działach na których jest najwięcej pracy, albo bałaganu, który zostawiają klientów, lub działu gdzie jest bardzo duża rotacja) i jeszcze ochoczo szukać błędów lub pomyłek aby móc je na forum pracowniczym elegancko odpowiednio komentować.
c) przesuwanie pracownika pomiędzy różnymi sklepami na terenie jednego miasta w taki sposób i na takie placówki, aby jak najbardziej utrudnić możliwość dojazdu do pracy lub powrotu z niej (np. brak połączeń autobusowych, lub też brak własnego transportu lub prawo jazdy).
Więc reasumując tego co napisałem powyżej - a to wierzchołek góry lodowej - kierownictwo "B" i "L" robi sobie co chce, z kim chce i jak chce. A klub wzajemnej adoracji (koleżanki, znajome, lizusy) mają lepiej, a ci którzy dobrze i ciężko pracują, ale nie lubią być lizusami są wywalani w kosmos i uprzykrza im się życie. A kierownicy są kryci, nawet jak jakiś klient zgłosi wielką nieprawidłowość bezpośrednio na infolinii lub wyśle oficjalnego e-maila (patrz ja we własnej osobie) to kierownikowi jedyne co robią - to przyjeżdża regionalna, mówi żeby tak nie robił i odjeżdża.
I teraz pytanie, do tych którzy wytrwali do końca mojego komentarza :)
Jak myślicie?
Czy kierownik coś zmienia w swoim postepowaniu, jak dostaję reprymendę od regionalnej, o której wie że ona sama się lepiej nie zachowuje, ani lepiej nie zachowywała jak była Kierownikiem sklepu?
Uznajmy to za pytanie retoryczne.
Gdy w sieciówce takiej jak Biedronka jesteś ty, żarówka, a kilkanaście metrów od ciebie jest lampka - wszystko świeci i ma moc 200 W - jesteście szczęśliwe/i. Nie jest to praca spełniająca marzenia, ale jesteście i światło świeci. Bo ma kurczę taką moc, że świeci. Ogrzewa was, daje napęd.
Gdy wykręcicie żarówkę...
Nie chcę być adwokatem stonki, nie chcę być adwokatem takich zachowań, ale dla rzetelności, jako osoba pracująca w handlu chciałbym zaznaczyć, że spotkałem się z praktykami sieciówek, że osoby w związkach (bez określenia orientacji) nie mogą pracować w jednym sklepie.
Nie byłem w głowie osób tworzących te zalecenia, ale zakładam, że uznali, że dwie osoby bliskie mogą zbyt dużo czasu służbowego poświęcać na rozmowy.
W galeryjnych sklepach może ktoś ma czas, ale w stonce?
Spójrzmy zatem z innej perspektywy. To nie sarkazm.
Wielokrotnie bywam w jednej z sieci handlowych. Kupuję, bo... to moja sprawa, ale mogę ujawnić pewien szczegół: nie trafia w moje ręce książka czy co podobnego. Część kasy się zwraca.
Jeżeli para homo, bi, hetero pracuje w tym samym sklepie sieci można pomyśleć, że będą starali się być blisko siebie, zaniedbywać swoje obowiązki.
Większe zakupy robię właśnie w sklepach różnych sieci i nie zauważyłam, ani razu, a robię je od wielu lat (nie podam nazw sieciówek), żeby para ketero, homo, bi... a chwila!
Moment!
Była sytuacja, gdy dwoje pracowników rozmawiało prywatnie przez chwilę. Poczułam się jak wśród ludzi, nie maszyn. Ciepło na sercu. Że tak mogą, pomiędzy zapier*alaniem a zapier*alaniem, wymienić kilka prywatnych słów.
PS Ciekawe, dlaczego akurat teraz *ta* pani została przeniesiona. Ale, spokojnie, przecież w tym samym mieście pracuje, na tym samym stanowisku.
Nie wiem jak Wy, ale gdyby moją Kobietę przenieśli nagle, i to po tym dymie, to chyba by mnie tak szlag trafił jasny, że nie wiem co bym zrobiła.