Bartosz Staszewski rozszerza swoją akcję ze znakiem "strefa wolna od LGBT".
Swoją tabliczkę aktywista zabrał na Węgry, gdzie przymocował ją do wejścia do węgierskiego parlamentu.
Staszewski chciał w ten sposób sprzeciwić się "zakazowi promocji homoseksualności" - nowemu prawu, przez które Węgrzy i Węgierki nie będą mogli zobaczyć w przestrzeni medialnej treści,
które "propagują homoseksualizm lub przedstawiają go".
"Mój protest ma zwrócić na drakońskie prawo, które pod pozorem "ochrony" rodziny, tak naprawdę uderza w społeczność LGBT w niespotykany do tej pory w Europie sposób. Skopiowane z putinowskiej Rosji prawo ma celu wyrzucenie osób LGBT
poza nawias społeczeństwa, nakładając na wszystkich przeciwników sankcje. Protestuję, bo uważam, że naszym obowiązkiem jest teraz stanąć solidarnie w walce z populistycznymi rządami i ich dehumanizujący pomysłami, które wprowadzają w życie systemową dyskryminację osób LGBT. Musimy bić na alarm bo dzisiaj są to Węgry a jutro Polska - komentował aktywista dla Noizz.

Staszewski deklaruje, że to nie koniec jego działam na Węgrzech. "Tworzy się unikalne pole do działań i współpracy. Możemy wcielić słynne powiedzenie o polsko-węgierskiej przyjaźni w życie, walczyć o równe prawa wszystkich obywateli. Wracam do Węgier za dwa tygodnie" - napisał aktywista na swoim profilu na Facebooku/
(kb)