Szczecińska aktywistka
Monika Tichy podczas przemówienia na proteście Strajku Kobiet, skierowała się bezpośrednio do Kai Godek, głównej aktywistki pro-life, która przyczyniła się do wprowadzenia niemal całkowitego zakazu aborcji w Polsce.
"
TVP dostało drgawek z ekstazy, bo powiedziałam na panią Godek brzydkie słowo na "K" i bynajmniej nie było to "Konstytucja". Dziś napisała że wytoczy mi dwa procesy, a jej fandom dzwoni do mnie z prywatnych numerów z pogróżkami śmierci.
A wiecie, gdzie się nauczyłam że można na kobietę mówić "ku*wo, szmato"? Tu na tym placu, na demo w obronie Margot. Kiedy osiłki z krzyżami i kotwicami ma bluzach krzyczeli tak do mnie, do prof. Iwasiów, do posłanek, radnych i szczecinianek. Kiedy mówili do nas z bliska, w oczy, że nas spalą i zaj*bią" - napisała Tichy w swoich
mediach społecznościowych.
Aktywistka wyjaśniła także, skąd użycie akurat takich słów. "Chciałam z tego miejsca, za tę obrazę, szczerze i z głębi serca przeprosić.
Wszystkie seksworkerki, które mogły się poczuć urażone tym porównaniem. Naprawdę nie o to mi chodziło.
Nie ma bowiem w językach ludzi i aniołów takiego słowa, które by wyraziło adekwatnie jak bardzo niegodziwą, niemoralną i okrutną jest osoba, która wobec milionów ludzi stosuje przemoc legislacyjną.
Która w białych rękawiczkach zmusza kobiety i osoby z macicami do znoszenia tortur.
Pani Godek i jej Ordo Iuris stoją też za przemocą symboliczną wobec osób LGBT+, których w Polsce są dwa miliony. Strefy wolne od LGBT to właśnie ich sprawka, podobnie jak zbieranie podpisów pod ustawą zakazującą marszów równości" - czytamy w oświadczeniu.
Monika Tichy szczerze opowiada o swoich prywatnych doświadczeniach. Mówi, dlaczego ta sprawa dotyka jej bezpośrednio. "Ja też jestem matką. I też mam syna specjalnej troski, którego, w przeciwieństwie do pani Godek, wychowuję sama. Jak 9 na 10 matek chorych dzieci w Polsce, bo mężczyźni odchodzą z rodzin, w których jest chore dziecko.
Widzieliście te plakaty na mieście "dziękuję za życie"? Moje dziecko ma życie, ale to co ja mam - tego się już nie da nazwać życiem. To jest orka. To są śmieszne, groszowe zasiłki i pogarda PiSu, który lekką ręką rzuca miliardy rydzykowi i TVP, a nie ma ich dla niepełnosprawnych. Ja sama dźwigam ten ciężar - nie ordo Iuris, nie proboszcz, nie biskup i nie rząd.
I tym się różnię od Kai Godek, że nikomu niczego nie narzucam.
Walczę o to, by każda matka czy inna osoba opiekująca się chorym dzieckiem, mogła żyć godnie. I by każda osoba która nie chce skazywać swego przyszłego dziecka na cierpienie, miała prawo do takiej decyzji. Aby wszystkie decyzje podejmowane były przez te osoby które poniosą ich konsekwencje. A więc przez osoby w ciąży. A nie w Sejmie, nie w trybunale, nie w episkopacie. Nic o nas bez nas" - przekonuje.
"
Każda osoba która nie proponuje ciężarnej, że zaadoptuje jej dziecko, może sobie wsadzić w dupę swoje "pro-life". Podejmują decyzję za ludzi, zmuszają ich do przestrzegania ich religii, i zostawiają samych z konsekwencjami. Wypie*dalać, faryzeusze" - komentuje aktywistka.Monikę można wspierać na Patronite. Śledźcie ją także w mediach społecznościowych, gdzie możecie obserwować jej akcje aktywistyczne.
(kb)
bo do tego już doprowadzają katolibańskie (nie)rządy PiSu. Żadna w miare świadoma kobieta, nie będzie planować potomstwa, wiedząc że nie ma co liczyć na odpowiednią opieke prenatalną. Wskaźnik urodzeń już spada. A ten pseudo wyrok, pseudo trybunału to kolejny gwóźdź do trumny dla demografii.
I to według mnie jest argument, którym należy zamykać mordy każdemu "obrońcy życia" na miarę krzyżowca.