Epidemia i wszechobecna nienawiść nie zatrzymały aż dwóch marszów równości, które przeszły w sobotę przez Katowice i Słubice. Z powodu obostrzeń sanitarnych, były to dopiero, po zeszłotygodniowej manifestacji w Krakowie, drugie i trzecie takie wydarzenia w bieżącym roku.
Hasło tegorocznego, czwartego w historii katowickiego marszu, brzmiało: "Kochać wolno(ść)". Wątek miłości kontynuowali w przemówieniach członkowie Stowarzyszenia Tęczówka, organizatorzy wydarzenia: "Możemy zawalczyć o miłość, miłość do samych siebie, miłość do tej osoby, którą kochamy i miłość do wolnej Polski". Odczytano manifest marszu, którego postulaty były ściśle sprecyzowane:
demonstranci domagali się rozszerzenia ochrony prawnej grup dyskryminowanych na osoby LGBT, edukacji antydyskryminacyjnej w placówkach publicznych, równości małżeńskiej i adopcyjnej, prawa do dziedziczenia oraz uregulowania sytuacji osób transpłciowych i interpłciowych pod względem zarówno medycznym, jak i legislacyjnym. Wyrażono również wobec wiernych Kościoła Katolickiego oczekiwanie zdecydowanego odcięcia się od retoryki dyskryminacyjnej, której dopuszczają się jego hierarchowie.
"Katowice dla wszystkich", "Ślonsk otwarty na każdego", "Solidarność naszą bronią", skandowali uczestnicy, wśród których można było zauważyć nielicznych polityków Zielonych, Wiosny i Nowoczesnej. "
To za mało. Powinni być tutaj przedstawiciele wszystkich klubów i partii, którzy wierzą w równość i prawa człowieka", twierdziła obecna na marszu Monika Rosa, posłanka Koalicji Obywatelskiej. "Ta cała agresja kontrmanifestantów na marszach równości, czy wobec osób w autobusach z tęczowymi torbami czy tęczowymi włosami, to jest wszytko efekt tego, że kamienie wkładane są do rąk tych osób przez polityków. I to jest ich odpowiedzialność". Osłaniany przez policję marsz przebiegł spokojnie, mimo prób zakłócenia go przez niewielkie grupki narodowców i prolajferów.
Spokój panował również nad drugim końcu Polski, gdzie pierwsza, polsko-niemiecka manifestacja równości przeszła przez Słubice i most graniczny w stronę Frankfurtu nad Odrą. Celem marszu było zwrócenie na brak infrastruktury dla osób LGBT po obu stronach granicznej rzeki oraz okazanie solidarności z osobami nieheteronormatywnymi w Polsce.
Wydarzenie przyciągnęło gości z różnych stron obu krajów, wyraźnie przekraczając wymiar lokalny. Reakcje mieszkańców Słubic na kolorowy tłum były podzielone: wyrazom sympatii i pozdrowieniom z okiem towarzyszyły katolicka kontrmanifestacja w rejonie mostu granicznego oraz jeżdżące po mieście furgonetki, oklejone hasłami stygmatyzującymi społeczność LGBT. Grupy oddzielił od siebie policyjny kordon.
We Frankfurcie postulaty marszu wręczono Robertowi Włodkowi, wicestaroście Słubic.
"Pojawiłem się na marszu, ponieważ nie ma mojej zgody na obrażanie i wykluczanie ze społeczeństwa osób o innej orientacji seksualnej czy poglądach. Chciałem okazać z nimi solidarność i zadeklarować, że powiat słubicki to miejsce otwarte i tolerancyjne. Dziękuje uczestnikom marszu za odwagę", powiedział Włodek. Na miejscu obecny był również Rene Wilke, nadburmistrz Frankfurtu.
Wesprzyj Queer.pl - najstarszy portal LGBT w Europie
Dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy własnego głosu w Internecie. Daliśmy radę przez 24 lata - z Waszą pomocą przetrwamy także ten ciężki okres. Równocześnie utrzymanie takiego projektu jeszcze nigdy nie było tak trudne.
Zobacz jak wspomóc QUEER.PL Kontrowersje wzbudził wizerunek Matki Boskiej w tęczowej aureoli, który natychmiast wychwyciły prawicowe media. "Profanacja obrazu Matki Boskiej!", alarmował portal DoRzeczy, zaś jeden z użytkowników portalu slubice24.pl domagał się od prokuratury wszczęcia przeciwko organizatorom marszu postępowania z uwagi na "podżeganie do nienawiści wobec narodu polskiego i atak na porządek prawny i konstytucyjny RP". Agnieszka Gozdyra, dziennikarka Polsatu, również nie była zachwycona całokształtem wydarzenia.
"Czym i kogo oni chcą w ten sposób przekonać? Akurat tu? A potem krzyk, że nie mamy szacunku. Jeśli sami go nie mamy? Komu to służy?",
napisała na Twitterze.
JS
Po jednej stronie mostu sąd nie ma problemu z furgonetkami oczerniających kilka procent społeczeństwa, nie ma ochrony prawnej, a że LGBT to nie ludzie pada nawet z ust prezydenta, po drugiej z kolei masz prawo wychowywać dzieci w normalnym jednopłciowym związku bo jesteśmy normalnymi ludźmi. Niby nieduża odległość, a jednak lata świetlne.
Jeszcze raz wrzucam reportaz Zenona Kalafaticza, bo moze ktos nie widzial, a mysle, ze warto zobaczyc gdyz jest straszno i smieszno, taki komediodramat. a rzecz dotyczy marszu rownosci w Krakowie.