"Według danych z sierpnia, około 30 różnych samorządów ogłosiło się jako "strefy wolne od LGBT", włączając w to 4 południowo-wschodnie województwa (...). Lewicowa partia Razem określiła te strefy jako obszary "no-go" dla osób LGBT. Liberalni politycy, media i aktywiści zaangażowani w obronę praw człowieka porównują je do wyznaczanych przez nazistów obszarów wolnych od Żydów" - możemy przeczytać w artykule na anglojęzycznej Wikipedii o strefach "no-go" gdzie jako przykład podano Polskę.
Dokumenty te według wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Kielcach, który odrzucił prywatną skargę na uchwałę "przeciwko promocji LGBT+" przyjętą w czerwcu przez sejmik województwa świętokrzyskiego, mają charakter jedynie bardzo ogólnikowej deklaracji ideowej i nie wpływają na życie mieszkańców i mieszkanek.
Inaczej zinterpretowała dokumenty osoba, która w artykule o obszarach "no-go", jako przykład podała właśnie przypadek Polski z jej strefami "wolnymi od LGBT". "Według danych z sierpnia, około 30 różnych samorządów ogłosiło się jako "strefy wolne od LGBT", włączając w to 4 południowo-wschodnie województwa (...). Lewicowa partia Razem określiła te strefy jako obszary "no-go" dla osób LGBT. Liberalni politycy, media i aktywiści zaangażowani w obronę praw człowieka porównują je do wyznaczanych przez nazistów obszarów wolnych od Żydów. Członkowie społeczności LGBT stwierdzali wielokrotnie, że nie czują się bezpiecznie w Polsce" - czytamy we wspomnianym fragmencie.
W przybliżeniu, strefami "no-go" określa się miejsca, które z leżą na terenie danego kraju, ale z różnych przyczyn pozostaje poza kontrolą władz (np. obszary działań gangów lub oddziałów paramilitarnych) lub też miejsca, do których odradza się wstęp jakiejś określonej grupie osób.
Pamiętacie, jak prawica straszyła tzw. no-go zones? Dzięki tej samej prawicy doczekaliśmy się własnych stref no-go. Obrzydliwe. https://t.co/8CmaIyLAaw
Autor bądź autorka artykułu, powołał się na partię Razem, ponieważ kiedy w lipcu Gazeta Polska zapowiedziała, że w jednym z jej wydań znaleźć będzie można naklejki z napisem "Strefa wolna od LGBT", członkowie i członkinie tego ugrupowania skomentowali działania czasopisma na Twitterze. "Pamiętacie, jak prawica straszyła tzw. no-go zones? Dzięki tej samej prawicy doczekaliśmy się własnych stref no-go. Obrzydliwe" - napisano.
"Nasz tweet był komentarzem do skandalicznych naklejek "Strefa wolna od LGBT" autorstwa skrajnie prawicowego dziennika "Gazeta Polska". Budziły one najgorsze skojarzenia - chociażby z miastami określanymi jako "judenfrei" albo z kartkami "Żydom wstęp wzbroniony", które pojawiały się w latach 30. w witrynach sklepowych. Wszyscy wiemy, do czego to doprowadziło" - poinformowała portal "Wirtualna Polska" rzeczniczka partii Razem, Dorota Olko.
"Straszył nimi z sejmowej mównicy sam Jarosław Kaczyński, przekonując, że kilkadziesiąt takich stref istnieje w Szwecji. Interweniowała wtedy szwedzka ambasada. Nasze nawiązanie do terminu "no-go zones" było prowokacją i wytknięciem prawicy jej hipokryzji. Bo jak można straszyć rzekomymi "strefami no-go" za granicą, a tu, w Polsce, na różne sposoby wskazywać miejsca, gdzie osoby nieheteronormatywne są niemile widziane?" - dodaje polityczka.
(pk)
Wtorek, 25.02.2020 Krzysztof Śmiszek złożył 90 skarg na uchwały anty-LGBT
Piątek, 21.02.2020 Dziennikarze OKO.press ślą donosy na "strefy wolne od LGBT"
Piątek, 07.02.2020 Radni i radne Starego Sącza oburzeni Atlasem Nienawiści
Piątek, 29.11.2019 "Atlas nienawiści" - czyli mapa uchwał "anty-LGBT"
Czwartek, 31.10.2019 Samorządowcy PiS z Sandomierza chcieli sprzeciwu wobec "ideologii LGBT+"
Chodzi oto żeby kobiety hetero i bi niebyly podrywane jak przyszły tylko się zrelaksować i zabawić
Faceci bi o homo będą wpuszczani