Menadżer zespołu Nirvana z początków ich kariery, Danny Goldberg, wydał nową książkę, w której opisuje swoje wspomnienia z czasu, kiedy współpracował z grupą, skupiając się na osobie jej frontmana - Kurta Cobaina. Autor książki stwierdził, że artysta był gender queer w czasach, kiedy nazwa na jego tożsamość jeszcze nie istniała. Dlaczego? Przeczytajcie!
Kurt Cobain, nieżyjący lider rockowego zespołu Nirvana, według menadżera grupy Danny'ego Goldberga był gender queer. Pisał o Cobainie w nowo wydanej książce "Serving the Servant: Remembering Kurt Cobain", gdzie opisuje swoje wspomnienia z czasu swojej współpracy z Nirvaną.
Cobain był feministą i sojusznikiem osób LGBTQ na długo przed tym, jak stał się sławny. Często i chętnie krytykował homofobów, rasistów i mizoginów, nieraz wypraszając takie osoby ze swoich koncertów i prosił, by nie kupowały jego muzyki, a także głosił wyższość kobiet nad mężczyznami. Jest autorem słynnych słów: "Nie jestem gejem, ale chciałbym być, choćby po to, by wkurzyć homofobów". Powiedział też, że gdyby nie jego żona, Courtney Love, identyfikowałby się jako osoba biseksualna. Wielokrotnie opowiadał o "kobiecej" stronie własnej osobowości i nie wstydził się przyznać, że jest o wiele bardziej "kobiecy" niż jego rówieśnicy. Na koncertach często zakładał na scenie sukienki.
Goldberg i Cobain nie tylko ze sobą współpracowali, ale pozostawali też w bliskich stosunkach prywatnie - artysta widział w Goldbergu drugiego ojca.
Autor książki wspomina m.in. udział Cobaina w kampanii przeciwko ustawie anty-LGBTQ w stanie Oregon. O tym, czy artysta wchodził w relacje seksualne z mężczyznami, napisał: "O ile mi wiadomo, Kurt nigdy nie miał romansów z mężczyznami. Jednak od dawna identyfikował się ze społecznością osób homoseksualnych jako sojusznik w walce przeciwko nietolerancji i prześladowaniom, a także wielu jego idoli było homoseksualnych".
Goldberg pisał: "Kurt powiedział Michaelowi Azerradowi z magazynu 'Rolling Stone', że w liceum był dumny z 'prawie bycia gejem'. [Kurt mówił:] 'Miałem przyjaciela geja, który się do mnie dobierał. Powiedziałem mu wprost, że nie jestem gejem, ale chciałem się dalej przyjaźnić. Prawie znalazłem wtedy swoją tożsamość'".
W książce przeczytamy też: "Feministyczna historyczka muzyki, Ann Powers, wspomina, jak była pod wrażeniem 'sposobu, w jaki Kurt przedstawiał się światu, sposobu, w jaki prezentował queerowość, mimo że podobały mu się kobiety'. W 2018 roku znamy termin 'gender queer', co znaczy, że sposób, w jaki się prezentujesz, jest odrębną kwestią od twojej seksualności. To był właśnie Kurt na początku lat 90., kiedy nie było na to nazwy".
Na razie nie wiadomo, czy książka Danny'ego Goldberga ukaże się w wersji polskiej.
(ab)
Wtorek, 23.10.2018 Rozmowa z autorem książki "Alan Cole nie jest tchórzem", Erikiem Bellem
Piątek, 11.12.2015 "Mandarynka" na święta
Poniedziałek, 23.06.2025 "Zuch" na ekranach kin! Kultowa gejowska powieść Edmunda White’a doczeka się ekranizacji.
Poniedziałek, 20.01.2025 Gejowski vibe na wiecach Trumpa. Dlaczego Village People zdecydowali się na układ z konserwatywnym prezydentem?
Środa, 05.06.2024 Chris Colfer ujawnia, że ostrzegano go przed coming outem, bo miał "zrujnować" jego karierę
Czyli rozpowszechnienie nieprawdy jest spoko, bo rzekomo nikomu nie szkodzi? Dawno nie czytałem większej bzdury.
A wielu z tych "samców" oraz niejedna, ponoć tak empatyczna "samica", jak widzi opętanych seksem lub paradujących z gołymi tyłkami w Amsterdamie gejów, ma ochotę krzyczeć "wara od naszych dzieci!". Nie mówiąc o tym, co i geje, i heterycy mają ochotę krzyczeć na widok muzułmańskiego terroryzmu albo co biali mieszkańcy Chicago mają ochotę krzyczeć na temat strzelanin w "czarnych", południowych dzielnicach.
Różnica pomiędzy tymi, którzy krzyczą a tymi, którzy nie krzyczą to w istocie różnica pomiędzy tymi, którzy w centrum stawiają godność jednostki a tymi, którzy widzą ludzi przez pryzmat grup, do których ci należą. Grup, na temat których następnie czynią "niewinne potoczne stwierdzenia o charakterze obserwacyjnym".
To, że Ty uznałbyś przytaczanie takich czy innych "obserwacji" na temat kobiet lub gejów i wygłaszanie na ich podstawie mizoginicznych lub homofobicznych stwierdzeń za skandal a czynienie tego samego w stosunku do heteroseksualnych mężczyzn uważasz za niewinne, nie oznacza, że jest ono niewinne rzeczywiście. Tylko, że najwidoczniej wyznajesz ideolo, które piętnuje te same zachowanie wobec jednych grup, usprawiedliwiając je wobec innych.
Gdy na podstawie swoich traum określasz mężczyzn jako "samców z zalanym testosteronem mózgiem", nie jesteś lepszy niż pewien discopolowiec, który z powodu własnego doświadczenia molestowania uznaje gejów za zgraję zboków albo niż incele, którzy na podstawie jakichś krzywd doznanych od dziewczyn, uznają kobiety za demoniczne potwory bez serca.
Jeśli natomiast Kurt pozostawił jakieś notatki, dzienniki, są dowody, to OK.
W dzisiejszym świecie pewne grupy niestety tendencyjnie wykorzystują nieżyjące postaci do swojej walki politycznej.
Uważam to za nie w porządku, bo po pierwsze dowody są często bardzo mizerne.
A po drugie nie wiemy, czy np. Kurt życzyłbym sobie wciagania go do tego.
I jeszcze jedna myśl: Kurt zmarł 25 lat temu. Świat przez ten czas bardzo się zmienił, mam tu na myśli np. kierunek w jakim poszła cenzura, czy poprawność polityczna i ruchy feministyczne. Czy współczesny ruchy mogą brać sobie na patrona kogoś umieszczonego w zupełnie innym kontekście politycznym(USA lat 90 to inne USA niż teraz)?
"To był właśnie Kurt na początku lat 90., kiedy nie było na to nazwy".
No właśnie, wtedy nie było"na to" nazwy więc dlaczego współczesne organizacje femi i lgbt chcąc go "w nazwę" czyli współczesną definicję(patrz tytuł). Nie mamy pewności czy Kurt identyfikowal by się z jakąś współczesną definicją swojej tożsamości.
No cóż, dla ludzi myślących jest to oczywista, natomiast w świat ma iść poprawny politycznie przekaz że Kurt głosił wyższość kobiet nad mężczyznami.