Kanadyjski muzyk Socalled postanowił uczcić swoje 40. urodziny kręcąc... gejowskie porno! Artysta podkreśla, że stawia nie na kryzys wieku średniego, a na jego celebrację. A tak poza tym to kocha "seks, świetne zdjęcia i filmy, więc to jest kombinacja tego wszystkiego".
Josh Dolgin, znany jako Socalled jest przede wszystkim muzykiem. A także producentem, reżyserem, instrumentalistą, raperem i magikiem. Oraz ujawnionym gejem z Kanady, który ma korzenie rosyjskie, rumuńskie i ukraińskie. Na koncie ma kilka albumów, także w różnych kolaboracjach - przede wszystkim z Davidem Krakaurem i Fredem Wesleyem, z którymi odwiedził kilka lat temu Kraków (jako Abraham Inc.). Dolgin wspaniale uwspółcześnia muzykę klezmerską, przypomina ją młodszym pokoleniom, miesza z hip hopem, funkiem i elektroniką.
Josh uwielbia też filmy. I właśnie "The Housesitter", który będzie miał swoją premierę na jednym z kanadyjskim festiwali ma być jego hołdem oddanym historii kinematografii.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że film to... godzinne gejowskie porno. W rozmowie z "Vice" Dolgin opowiada, że nie lubi pornografii w sposób, który oglądają ją niektórzy ludzie. Bardziej fascynuje go jako kino, zjawisko. Jakiś czas temu odkrył Toby'ego Rossa, nazywanego "ojcem chrzestnym pornografii". Josh skontaktował się z filmowcem, co zaowocowało wspólnym projektem muzyczno-filmowym. Na Montreal Pop Festival pokazywany był jeden z klasycznych filmów Rossa z lat 70., do którego Dolgin wraz z zespołem grał na żywo.
Wracając do "The Housesitter".
Zaczęło się od tego, że na jednej z gejowskich aplikacji randkowych Socalled poznał aktora porno, Rivera Wilsona. Panowie poszli razem do kina i tak narodził się pomysł nakręcenia czegoś razem. Konkretnie gejowskiego porno - wizualnie ładnego i z pięknym światłem. W projekt włączył się inny aktor, Valentin Braun. A sam film został nakręcony w... domu rodziców Josha, gdy ci wyjechali na kilka dni.
"Mają piękne ciała, ale są naturalni. Tak, porno to fantazja, ale chciałem, by film był rzeczywisty i seksowny" - mówi muzyk.
Sam Socalled podkreśla, że film jest odpowiedzią na jego 40. urodziny. "Nie myślę o nim jak o reakcji na kryzys wieku średniego, raczej jego celebracji. Mam szczęście jako artysta, ponieważ moje nazwisko jest na tyle znane, że mogę próbować nowych rzeczy, ale nie na tyle sławne, by musieć się ograniczać" - reasumuje w rozmowie z "Vice".
(md)
A swoją drogą, Socalled skończył czterdziestkę w grudniu 2016 ;p
#nikogo :]