1200 stron dowodów
Archidiecezja w Neapolu przekazała Watykanowi 1200 stron zrzutów ekranu z gejowskich czatów erotycznych oraz zdjęcia, które mają dotyczyć 40 księży. Francesco Mangiacapra, eskort, który postanowił upublicznić "hipokryzję", mówi włoskim mediom: mówimy o grzechach, a nie przestępstwach.
Gejowska "afera" we włoskim Kościele. Sprawcą całego zamieszania jest Francesco Mangiacapra, eskort, który twierdzi, że uprawiał seks z 36 księżmi i 4 seminarzystami. Jako dowód: 1200 stron zrzutów ekranu z gejowskich czatów i roznegliżowane zdjęcia "bohaterów".
Wszystkie dowody archidiecezja w Neapolu przekazała Watykanowi. Kardynał Cresenzio Sepe wydał specjalne oświadczenie, w którym podkreśla, że żaden z księży nie pracował w Neapolu. Dowody postanowiono jedna przekazać Watykanowi, albowiem, jak czytamy, "istotny jest ciężar tej sprawy, a ci, którzy popełnili błąd, muszą ponieść konsekwencje oraz otrzymać pomoc w zadośćuczynieniu krzywd".
Sam Mangiacapra mówi w rozmowie z włoskimi mediami, że sprawę postanowił upublicznić, albowiem ma dość hipokryzji. Podkreśla jednak, że nie wie nic o tym, by któryś z księży wykorzystywał nieletnich. I dlatego "mówimy o grzechach, a nie o przestępstwie" - jak mówi sam eskort.
W ostatnich tygodniach głośno było we Włoszech o zasiadającym w jednym z trybunałów w Kurii Pietro Amencie, który, po tym, gdy napastował 18-latka, przyznał się do posiadania pornografii dziecięcej. Amenta zajmował się sprawami... unieważnienia małżeństw.
(md)
Wracając do sedna - to, że o homoseksualistach jest głośno w kontekście skandalu raczej nie wpłynie najlepiej na nastroje społeczne, szczególnie że w tej perspektywie zachowania homoseksualne były wysoce niewłaściwe (oczywiście ze względu na hipokryzję/niedotrzymanie celibatu), a przecież wiadomo, że wiele ludzi lubi sobie wybiórczo podchodzić do faktów.