Pieczyński: pobito mnie w centrum Warszawy
"Ziejący nienawiścią człowiek, który mówi "ty pedale, ty ubeku". Ja mówię: może porozmawiajmy, może z kimś mnie pan myli, o co chodzi w ogóle. I zaczyna mnie kopać" - opowiada aktor Krzysztof Pieczyński, który w mediach społecznościowych poinformował, że w środę został pobity w centrum Warszawy. Z relacji aktora wynika, że napastnikowi nie spodobało się, że ten ubiera się... młodzieżowo. Sprawa jest wyjaśniana przez policję, ale pamiętajmy, że przemoc motywowana homofobią dotyka nie tylko ludzi LGBT.
O zdarzeniu Pieczyński opowiedział w rozmowie z "Polsat News". Aktor spieszył się na tramwaj, gdy - zgodnie z jego relacją - mijał go człowiek, który rzucił w stronę aktora "ty pedale". "Więc poszedłem za nim, dotknąłem go w ramię, on się odwrócił i pytam: dlaczego mnie pan nazwał pedałem? I zaczęły się bluzgi" - mówi Pieczyński.
Aktor opowiada, że został kopnięty, zaczął się więc bronić. Udało się mu zrobić zdjęcie napastnikowi - wtedy ten uderzył go w twarz.
"Usłyszałem od niego, że w innych krajach, takich jak ja się likwiduje. Zapytałem - za co mnie tak nienawidzisz? Bo masz czerwoną kurtkę, bo masz 70 lat, a ubierasz się jak 14-latek" - miał usłyszeć Pieczyński.
"Polsat News" podaje, że wg informacji od stołecznej policji - między mężczyznami doszło do awantury, obaj też zgłosili się na posterunek przy Wilczej. "Jak wynika z ich relacji, mieli pokłócić się, szarpać, zadawać sobie uderzenia. Dokładnie wyjaśniamy okoliczności i przyczynę tego zdarzenia" - powiedziała stacji Anna Kędzierzawska ze stołecznej policji.
Aktor odniósł się też do sprawy w mediach społecznościowych: "Mniej boli mnie to, że zostałem pobity, ale bardziej nienawiść człowieka, który to zrobił. Zachowywał się w taki sposób, że gdyby nie obawiał się kary prawdopodobnie by mnie zabił przekonany o własnej słuszności. Podobni do niego mają dość nienawiści, żeby nieść przed sobą krzyż i chrystianizować Europę" - napisał aktor na Facebooku.
(md)
Że niby dla kogo jest ok ?
Dla kierownictwa partii, która umieszcza homofobów na listach wyborczych.
Że niby dla kogo jest ok ?
Ale jeżeli jakiś polityk nie ma jakiegoś dużego poparcia zarządu partii a w swoim środowisku cieszy się dużym poparciem, to będzie wystawiany na listach wyborczych ,bo gwarantuje dobry wynik.
Czyli jednak homofonia jest ok.
Ale jeżeli jakiś polityk nie ma jakiegoś dużego poparcia zarządu partii a w swoim środowisku cieszy się dużym poparciem, to będzie wystawiany na listach wyborczych ,bo gwarantuje dobry wynik.
W dużych partiach zawsze będą jacyś politycy ze skrajnymi poglądami . Tacy są zazwyczaj ignorowani a jak już mocno przesadzają ,to partia się ich zwykle pozbywa.
Jak przesadzają, to albo nie mają dobrych miejsc na listach wyborczych, albo w ogóle. nie wystawia się ich w wyborach. Wystawienie kogoś w wyborach jest oznaką, że go cenisz i polecasz wyborcom.
W dużych partiach zawsze będą jacyś politycy ze skrajnymi poglądami . Tacy są zazwyczaj ignorowani a jak już mocno przesadzają ,to partia się ich zwykle pozbywa.
Nie jest we władzach PiSu , nie bierze udziału w politycznych dyskusjach w TV, więc jego zdanie jest marginalne.
Tym bardziej powinno dziwić, że szeregowy poseł pozwala sobie na publiczne wypowiedzi w mediach, które całkowicie nie pasują do oficjalnego stanowiska partii i nic nie można z tym zrobić. Tzn. można oczywiście ale jak już pisałem, "oficjalne" stanowisko PiS-u to pic na wodę i mydlenie oczu.
Nie jest we władzach PiSu , nie bierze udziału w politycznych dyskusjach w TV, więc jego zdanie jest marginalne.