Chcę udowodnić, że jestem dobrą osobą
90-letnia Helen Grace James, która w latach 50. została zwolniona z amerykańskiego lotnictwa za bycie lesbijką, idzie do sądu, by walczyć o swój honor. I usunięcie z jej dokumentów zapisu o "niehonorowym" zwolnieniu, które prześladowało ją całe życie.
Helen Grace James wstąpiła do wojska w latach 50. XX wieku - spełniła w ten sposób swoje marzenie i poszła w ślady w ojca i dziadka. Wybrała amerykańskie lotnictwo, została operatorką radiową, w czym była tak dobra, że szybko awansowała. Ale w 1955 roku, wraz z koleżanką z oddziału, wybrała się na wspólną kolację. Jak opowiada James - ponieważ restauracja była pełna, wzięły kanapki na wynos i znalazły ciche miejsce niedaleko, gdzie zatrzymały samochód. Okazało się, że były śledzone. James przypuszcza, że wcześniej przeszukiwano także ich rzeczy. Łącznie przesłuchano trzy kobiety: zagrożono im, że jeżeli nie podpiszą dokumentów, ich rodziny dowiedzą się, że są lesbijkami. James się zgodziła - otrzymała "niehonorowe zwolnienie z wojska".
W rozmowie z "Washington Post" kobieta opowiada, że zanim opuściła oddział, spędziła w koszarach jeszcze kilka tygodni - by nie mogła "splamić honoru" munduru, odcięto jej guziki.
Po wyrzuceniu z wojska skończyła studia, m.in. na Uniwersytecie Stanforda, była profesorką i świetną fizjoterapeutką, pracującą m.in. z olimpijczykami. Nie ukrywa, że jej życie było wspaniałe, być może dzięki temu co stało się w 1955 roku. Ale z drugiej strony "niehonorowe zwolnienie", które w latach 60. udało się jej zmienić na "z powodów honorowych", prześladowało ją całe życie. Mając w dokumentach taki zapis, odmawiano jej ubezpieczenia, czy kredytów. Nie mówiąc już o korzystaniu z wojskowych przywilejów - czy np. pochówku z honorami.
Dlatego w zeszłym roku postanowiła aplikować o zmianę na "zwolniona honorowo". James zderzyła się jednak z biurokracją: okazało się, że jej dokumenty spłonęły w latach 70. W listopadzie otrzymała informację, że w jej sprawie podjęto decyzję, ale oczekuje na podpis dowództwa. James nie chciała już czekać i dlatego zdecydowała się iść do sądu.
Air Force nie chce na razie komentować sprawy.
Takich osób, jak James, było w latach 50. nawet i kilka tysięcy - na długo przed zasadą "don't ask, don't tell". Antykomunistyczna nagonka McCarthy'ego dotyczyła też osób homoseksualnych. Joseph McCarthy uważał, że geje i lesbijki sympatyzują z "czerwonymi" i są zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego.
"Poszłam do Stanford, byłam profesorką w Cal Fresno. Miałam wielu pacjentów, przyjaciół, studentów, od których wiele się nauczyłam. To wszystko stało się dlatego, że mnie wyrzucono. Teraz muszę zrobić wszystko, by udowodnić, że jestem dobrą osobą. Wciąż nie czuję się tak w pełni" - mówi James w rozmowie z "Washington Post".
(md)
w Sądzie i to jak najszybciej!