Riot Games przedstawia historię Varusa
Dzieje się w świecie gier komputerowych: producent jednej z najpopularniejszych, Riot Games, przedstawił nam "muzyczną" historię postaci Varusa. A w tle - tragiczna, gejowska miłość. To nie pierwszy ukłon League of Legends w stronę społeczności LGBT.
League of Legends to bardzo popularna sieciowa gra, która np. w USA od kilku lat uznawana jest za sport. Rozgrywki turniejowe obserwowane są przez miliony ludzi na całym świecie, w 2013 roku Riot Games ogłosiło League of Legends Championship Series (LCS), regularną ligę e-sportową gry.
Gra, w której gracze muszą po prostu zniszczyć bazę (nexusa) wroga nie daje wielu możliwości do tworzenia lore, czyli całego fabularnego tła. Kilka lat temu Riot Games postanowili jakoś to zmienić - i spróbować zainteresować graczy i graczki także całą otoczką wokół gry. Powstały np. komiksy na temat bohaterów oraz trzy animowane klipy muzyczne. Czwarty - opowiada historię Darkina, Varusa. Dla fanów i fanek gry historia tragicznej miłości dwóch łowców, Valmara i Kaia, to z pewnością nic nowego - ukochany śmiertelnie rannego Kaia zaniósł go do świątyni, mając nadzieję, że jej moc go uzdrowi. Mężczyźni zostali jednak pochłonięci przez demona, który z ich dwóch ciał stworzył sobie nowe, ale w jego duszy wciąż toczy się wojna o jej kontrolę.
Uczucie łączące Valmara i Kaia, jak i powstanie Varusa, pokazuje najnowszy klip wypuszczony przez Riot Games.
Jak Wam się podoba?
Przypomnijmy, że to nie pierwszy ukłon League of Legends w stronę społeczności LGBT: dwa lata temu firma wpłaciła ponad 30 tys. dolarów na organizację wspierającą młodzież LGBT i powiedziała głośne nie homofobii i dyskryminacji.
(md)
No cóż...
Teoretycznie nie są martwi.
Jeden martwy w ciele drugiego
No cóż...
Teoretycznie nie są martwi.
No cóż...
Dodatkowo kwestia filozoficzna... Walka o duszę demona ? Hymm.. W sensie że demon żyje w jeszcze innej postaci i walczy o swoja dusze z tymi dwomia chłopakami ?
Kochankowie połączyli się w jedno ciało i duszę, a za spoiwo posłużył im Darkin - Varus właśnie, który nad tym ciałem panuje.
Tak, to prawda - również i tutaj leży jeden z głównych powodów dla których nie zobaczymy League of Legends w Katowicach w 2018 roku. Nie zmienia to jednak faktu, że LoL w Polsce kuleje i to bardzo. Oglądalność spada bo też mało jest sukcesów polskich drużyn - prawdę powiedziawszy w ogóle ich nie ma. Żyjemy tylko losami Jankosa, Vandera i innych zawodników którzy znaczą coś na europejskiej/światowej scenie. W przypadku CS:GO natomiast mamy drużynę, która osiąga ogromne sukcesy i jest polską formacją.
Proszę zauważyć, że na scenie Europejskiej nie istnieją typowo narodościowe drużyny więc i Polska nie odbiega od standardów. Istnieje Polska Liga E-Sportowa, organizowane są turnieje. Wbrew pozorom pod tym względem się nie cofamy. Wydawać się tak może, ponieważ nie ma już aż takiego skoku i nie jest to już aż takim fenomenem jak trzy lata temu. Jest to raczej powolna ewolucja. Patrząc przez pryzmat sceny międzynarodowej prawdą jest, że wygląda to inaczej, ale cóż, Korea pożera świat.