Jak to jest być rockmenem i ujawnionym gejem w Libanie? Tego możemy się dowiedzieć od Hameda Sinno – muzyka, artysty, wokalisty, frontmena zespołu Mashrou’ Leila. Na Zachodzie – nie ma z tym problemu. Na Bliskim Wschodzie jednak jest to niebezpieczniejsze niż mogłoby się wydawać. Piosenkarz mówi o krzywdzącym kobiety prawie i o silnej pozycji homofobii. Coming out może być końcem kariery, ale nie musi.
Mashrou’ Leila to zespół z Bejrutu, który powstał w 2008 roku, jego nazwa oznacza - w wolnym tłumaczeniu - „projekt nocny”. Grupa wydała cztery albumy – ostatni, „Ibn El Leil” (tłum. „Syn nocy”) miał premierę w grudniu zeszłego roku.
Choć są porównywani do „Arctic Monkeys” czy „Radiohead”, zespół dostał oficjalny zakaz koncertowania w Jordanii ze względu na ich poglądy. W tym te, który dotyczą płci i seksualności. Po paru dniach, kiedy media zajęły się sprawą, zakaz został cofnięty.
Okazuje się, że w regionie, gdzie szerzy się religijny ekstremizm, bycie gejem i muzykiem może być satysfakcjonujące, jednak w dużej mierze wiąże się z niebezpieczeństwem i społecznym napiętnowaniem:
„Dużo osób czuje się tutaj nie pewnie, kiedy mają wyrazić swoje zdanie, w szczególności w temacie bycia gejem albo lesbijką” – mówi Hamed, który stał się głosem społeczności LGBT w swoim kraju.
Zespół nie ucieka od tematyki queerowej – ich piosenka „Shim el Yasmine” to opowieść o pragnieniu młodego chłopaka, który chce przedstawić swojego partnera swojej rodzinie.
Mało tego, Hamed uważa, że należy wyzwolić się z dyktatu definicji i pojęć, żeby tak naprawdę pojąć szerokie spektrum tego, do czego jesteśmy zdolni, czego tak naprawdę pragniemy, a przede wszystkim – kim jesteśmy. 28-latek mówi bez ogródek, że teksty tworzy pod wpływem impulsu – pod wpływem tego, co go inspiruje – przede wszystkim jest to drugi człowiek. A są to różne rzeczy, także te dotyczące społeczności LGBT.
„Queer to forma pozbycia się płci i narzuconej seksualności, kiedy to osiągniemy otwiera się przed nami szerokie spektrum naszych możliwości” – mówi. Kwestii LGBT nie należy generalizować, bo nie ma jednej narracji i jednej polityki, do głosu dochodzi sprawa wieku, płci i – wciąż - klasy.
„Mam wrażenie, że kiedy sięgasz po rękę swojego chłopaka, to staje się to bardzo polityczne” – mówi dla „Live Nation TV”. I to wymaga zmiany. Mało tego – nie krytykuje tu tylko islamu, ale także chrześcijaństwo. Dwie opresyjne religie, który narzucają ludziom ustalony wieki temu status quo, jedną wersję, jak należy żyć.
Liban nazywany jest jednym z najbardziej progresywnych i liberalnych krajów regionu. Ale według Sinno – tego tutaj nie ma. „Ciągle żyjemy w postfeudalnym świecie, w państwie, gdzie prawo nie chroni kobiet, a raczej traktuje je jako obywateli trzeciej kategorii, z niewielką swobodą i akceptacją LGBT”. W ocenie wokalisty gejowska scena w Bejrucie jest „ułożona pod dyktat klas i opiera się na konsumpcji i ciągłym imprezowaniu”. A na tym nie da się zbudować trwałej tożsamości. W swoich tekstach krytykuje politykę rządu libańskiego za korupcję, opresję i zamykanie się na rozwój i różnorodność.
(ar)
Środa, 11.03.2026 „Bagno" Patryka Chilewicza - twórca Vogule Poland napisał powieść o własnym dnie
Poniedziałek, 02.03.2026 Między prawem a fatwą. Sytuacja osób LGBT w Iranie
Niedziela, 22.02.2026 Wolny w niewoli. Recenzja filmu „Pillion”
Piątek, 23.01.2026 „Mam tylko jedno życie, więc chcę żyć” – recenzja filmu „Dobry wieczór, dobry dzień”
Czwartek, 22.01.2026 25 lat dumy i buntu. Rusza rejestracja na jubileuszową Paradę Równości 2026!