Vlogger, Manny Gutierrez, znany jako Manny Mua, od października próbuje sił w nowej roli - został pierwszym mężczyzną - ambasadorem produkującej kosmetyki marki Maybelline w internetowej kampanii.
Film zamieszczony przez użytkownika Manny Gutierrez (@mannymua733)
Środa, 11.01.2017 Hari Nef: jestem tego warta
Wtorek, 10.12.2024 Siła nabywcza osób LGBTQ+ to aż 189 mld zł rocznie
Czwartek, 13.06.2024 Czas na kolorowe szaleństwo z TK Maxx!
Wtorek, 06.12.2022 Świąteczna opowieść niczym z serialu Królowa: Wzruszająca reklama whiskey
Piątek, 03.06.2022 Witamy w naszej różowej pralni(1), czyli rozpoczynamy miesiąc handlu dumą
Tak Ci się pięknie wszystko składa, wzajemnie z siebie wynika i na końcu wybrzmiewa pięknym unisono, że chyba nawet Balcerowicz nie miałby aż takiej wiary w emancypacyjną rolę wolnego rynku.
Ja tej wiary nie podzielam. Z bardzo wielu powodów, o których pisanie byłoby chyba jednak nie temat pod artykułem o kolesiu"#IworkedwithMaybellineOMG".
Odniosę się więc tylko do podatności na reklamy. Widzę na portalach LGBT tendencję do szczególnego, bezrefleksyjnego jarania się zupełnie czymkolwiek, co zostanie mianowane tęczowym. Choćby nawet w tęcze opakować gówno.
Nie byłoby emancypacji kobiet, bez uniezależnienia finansowego i nie będzie emancypacji LGBT jeśli będziemy biedni. Fakt, że biznes dostrzega jakąś grupę społeczną (wcześniej spychaną na margines społeczeństwa) jest dla mnie objawem, że sprawy idą w dobrym kierunku. Kiedy biznes zrozumie, że osoby LGBT to pieniądze a politycy zrozumieją, że osoby LGBT to głosy wyborcze, to wtedy będziemy o wiele bliżej do równouprawnienia.
Gdyby biznes nie dostrzegał osól LGBT jako klientów, to branżowe media jak queer.pl nie miałby przychodów z reklam. Może wtedy nie mielibyśmy w ogóle możliwości dyskutowania pod tym artykułem?
PS. Zupełnie inną bajką jest to, że biznes próbuje kreować zapotrzebowanie na różne produkty. Jednak nie wskazałbym osób LGBT jako szczególnie podatnych na reklamy. Prawdą jest, że produkuje się za dużo, za dużo się zużywa paliw nieodnawialnych, za dużo kupujemy i wyrzucamy na śmietnik. Ale to chyba inny temat na dyskusję.
Zupełnie mnie nie boli, że firmy zarobią trochę więcej kasy na tych kilku kolesiach, którzy kupią tusz do rzęs. Co więcej, o ile nie lubię makijażu u mężczyzn, o tyle nie lubię jego zupełnego braku u kobiet. Tak więc absolutnie nie namawiam do bojkotu przemysłu kosmetycznego. A sportowy i wydawniczy aktywnie wspieram swoimi zakupami - to tak a propos Twojego przykładu.
To, co jest natomiast zabawne w tym newsie to, że temu kolesiowi chyba faktycznie wydaje się, iż tak się cudownie wypindrzył, tak bardzo stał się forpocztą "nowej mody", że aż Maybelline wzruszone jego osiągnięciem uczyniło go pierwszym "ambasadorem". Cieszyłbym się jego szczęściem, gdyby nie to, że jak na mój gust, środowisko LGBT ostatnio trochę za często odgrywa rolę pożytecznego idioty biznesu, gdy tylko zostanie zwabione jakimś "queerowym" frazesem.
Na szczęście zupełnie im to nie wychodzi. Zjawisko pozostaje marginalne. "Ambasador" też tego nie zmieni.
Uwielbiam argument "firmy zarabiajo".
Gdyby więcej osób uprawiało sporty, to firmy produkujące sprzęt i ciuchy sportowe więcej by zarobiły. Gdyby więcej osób czytało książki, to firmy wydawnicze więcej by zarobiły. Wniosek? Zróbmy na złość koncernom i nie uprawiajmy sportów i nie czytajmy książek!
Na szczęście zupełnie im to nie wychodzi. Zjawisko pozostaje marginalne. "Ambasador" też tego nie zmieni.