Nowa produkcja Leo Herrery ma przedstawiać świat, w którym do życia zostają przywrócone postaci, które zmarły na AIDS. A rzeczywistość w filmie ma być wolna od zakażeń wirusem HIV. „Artyści i aktywiści żyją, i mamy prezydenta-geja” - wieszczy twórca.
Leo Herrera, reżyser i aktywista, zbiera pieniądze na produkcję filmu dokumentalnego sci-fi o alternatywnym świecie, gdzie wciąż żyją homoseksualni artyści i aktywiści, bohaterowie walki o równouprawnienie.
„To jakby „Spojrzenia” połączyć z „Czarnym lustrem”, i „Lemonade” Beyonce” - mówi reżyser.
Pomysł narodził się, kiedy twórca zdał sobie sprawę, że powstaje luka generacyjna – brakuje gejów-seniorów, którzy pamiętają czasy walk ulicznych i zamieszek, walk o wolność.
„Nasza społeczność pozbawiona jest „ojców” – nie mamy z nimi kontaktu. My ich potrzebujemy, żeby przetrwać i nie dać się zaszczuć”. Herrera zastanawia się, co by się działo, gdyby skonfrontować rodzinę Kardashianów z Mapplethropem? Co David Wojnarowicz zrobiłby, żeby zaradzić egzekucjom ze względu na orientację seksualną na Bliskim Wschodzie? To są pytania, na które nie poznamy już odpowiedzi. Z pomocą jednak przychodzą nam nowe technologie. Z ich wykorzystaniem będziemy mogli zobaczyć stracone pokolenie ruchu LGBT! Historie zostaną napisane przez ludzi nauki i sztuki, znawców i profesjonalistów. To tworzenie nowych biografii! Pomocą będą służyć ci, którzy przeżyli, artyści, naukowcy, przyjaciele i rodziny.
„Fathers” aktualnie można dofinansować na
platformie Indiegogo.
"Projekt jest ważny, dotyka każdego z nas, naszą kulturę, nasze życia jako jednostki LGBT – w szczególności mówi o niesprawiedliwości, dyskryminacji i stygmatyzacji ze względu na HIV/AIDS" - podsumowuje Herrera.
(ar)