"Jej przyjaźń była najlepszą rzeczą jaka spotkała mnie w Zielonej Górze" - pisze przyjaciel Katarzyny Bienias, działaczki LGBT, która ponad rok temu zmarła tragicznie. W dzisiejszym, wyjątkowym dniu, wspominamy Kasię, jak i wszystkie ważne dla nas osoby, które już odeszły.
Katarzyna współtworzyła zielonogórski oddział Kampanii Przeciw Homofobii i była jego koordynatorką. KPH ZG organizował wtedy m.in. równościowe flashmoby, imprezy Dancing Queer, festiwal Tęczowa Góra, czy festiwal Watch Docs. W 2011 roku startowała w wyborach parlamentarnych z list Ruchu Palikota - uzyskała bardzo dobry wynik. Później związała się z Partią Zielonych i współtworzyła struktury partii w Zielonej Górze.
Katarzynę wspominamy dziś słowami jej przyjaciela:
W sumie co mógłbym napisać o Kasi... Moje wspomnienia jej zazwyczaj zawierają też Martę, jednak jeśli miałbym napisać o niej samej to wspominam ją jako pewnego rodzaju mentorkę (jeśli można to tak ująć). Przygarnęła pod swoje skrzydła fajtłapowatego małomiasteczkowego chłopaka i poprzez znajomość a później przyjaźń pokazała, że świat nie jest czarny i biały, ani nawet w odcieniach szarości, tylko kolorowy i różnorodny. Była tą różnorodnością zachwycona i uwielbiała ją. Na nietolerancję reagowała bardzo ostro i krytycznie. Pokazała mi swoim przykładem, że bycie sobą to nic złego, że można być innym niż reszta i nie wstydzić się siebie. Z resztą wiem, że nie byłem jedynym, który wiele się od niej nauczył. Jako przyjaciółka potrafiła zrobić wszystko co w swojej mocy, żeby pomóc w trudnych chwilach najbliższym i choć brzmi to kiczowato to tak naprawdę było. Znała tysiąc i jeden sposobów na każdy problem.
Jej przyjaźń była najlepszą rzeczą jaka spotkała mnie w Zielonej Górze.
Z drugiej strony była społeczniczką z całego serca. Uwielbiała działać, nie lubiła stać w miejscu. Łączyło się to też z tym, że była liderką z krwi i kości. Bardzo mało było i jest osób, które wzbudzało u mnie taki autorytet i chęć działania razem z nimi. Miała w sobie takie 'coś' co sprawiało, że żadne zadanie przy Niej nie wydawało się trudne. Nawet gdy czegoś się bała lub była stremowana potrafiła schować negatywne uczucia ‘w kieszeń’ i brnąć przed siebie w kierunku, który wcześniej sobie wyznaczyła. W moim odczuciu to na jej osobie opierało się KPH w Zielonej Górze i to dzięki niej wydarzyło się tam tyle rzeczy związanych ze społecznością LGBT.
Była też bardzo ciekawa świata. Uwielbiała naukę, kosmos, naturę (i klocki lego). Zachwycała się światem i tym jak dużo wiemy (i jak dużo jeszcze jest do odkrycia). Przede wszystkim była jednak dziewczyną z Kożuchowa, małego miasteczka w Lubuskim, która dotknęła swoim działaniem, osobowością i charyzmą bardzo wielu osób i wielu ludziom pomogła.