"Przyszywany" siostrzeniec o kandydatce na prezydenta
"Gratulowała mi, gdy wyszedłem z ukrycia, gdy zdobyłem licencję pilota, gdy poślubiłem męża i gdy adoptowaliśmy naszą dziewczynkę" - Colin Ebeling, syn bliskiej przyjaciółki Hillary Clinton, broni kandydatki na prezydenta i zachęca do głosowania na nią w osobistym wpisie.
Mama Colina, Betsy, chodziła z Hillary do szkoły. Panie przyjaźnią się od lat 60., a przyszła pierwsza dama zawsze była blisko rodziny Ebelingów.
"Ciocia Hillary jest ciepłą, zabawną kobietą, która nauczyła mnie, że ostry sos na omlecie to samo zdrowie" - podkreśla w osobistym poście na Facebooku Ebeling, dodając, że "Była z nami często, także gdy moja mama miała problemy i miała operację na raka piersi. Ciocia Hillary często nadal zaprasza mnie z mężem na różne wydarzenia i jest dla nas szczególnie miła. Często mieliśmy okazję porozmawiać i powymieniać się różnymi historiami i powiem wam, że przy jej cierpkim poczuciu humoru wysiadają niektórzy scenarzyści sitcomów, z którymi zdarza mi się pracować" - podkreśla Colin, który sam jest reżyserem. Swojego męża, Willa Colyera, mężczyzna poznał właśnie na planie filmowym. Panowie są razem od 12 lat.
Dlaczego Colin zdecydował się opisać swoje kontakty z Clinton? Żeby ją też oddemonizować. "Gratulowała mi, gdy wyszedłem z ukrycia, gdy zdobyłem licencję pilota, gdy poślubiłem męża i gdy adoptowaliśmy naszą dziewczynkę" - podkreśla Colin i zachęca do głosowania na "ciocię Hillary", albowiem nie tylko jest świetną kandydatką, ale przede wszystkim będzie to sygnał dla wszystkich dziewczynek, w tym córki Colina i Willa, że mogą osiagnąć wszystko.
(red)
Po pierwsze, Trump wprost pochodzi z wielkiego biznesu.
Po drugie, Trump nie tylko zmieniał poglądy ale i kłamie w zakresie tych swoich poglądów. Popierał atak na Irak, choć teraz twierdzi, że nie popierał.
A kto mówi, że Trump jest lepszy? Jedyne co wynika z mojej wypowiedzi przy uwzględnieniu faktu, jak wielką porażką jest Trump, to to, że Amerykanie w tej swojej przypudrowanej oligarchii zwanej przez nich "demokracją" mają wybór między dżumą a cholerą, a jedynego sensownego kandydata, którym bym Bernie Sanders zmiażdżyła medialna machina propagandowa i systemowa korupcja partii demokratycznej.
Takie zarzuty miałyby sens, gdyby te cechy odróżniały Clinton od Trumpa.
Po pierwsze, Trump wprost pochodzi z wielkiego biznesu.
Po drugie, Trump nie tylko zmieniał poglądy ale i kłamie w zakresie tych swoich poglądów. Popierał atak na Irak, choć teraz twierdzi, że nie popierał.