Ludzie LGBT żyją w strachu
Od momentu, gdy liberyjscy liderzy religijni stwierdzili, że epidemia eboli jest "boską karą" za m.in. homoseksualność, ludzie LGBT w tym kraju muszą się ukrywać i żyją w strachu. Coraz częstsze są też ataki na gejów i lesbijki - donosi Reuters.
"Gdy kościelni pastorzy orzekli, że ebola jest plagą zesłaną przez Boga, by ukarać sodomię w Liberii, przemoc wobec gejów i lesbijek zwiększyła się. Pojawiły się nawet głosy nawołujące do kary śmierci. Żyjemy w strachu" - powiedział Reutersowi działacz LGBT, Leroy Ponpon. Najgorsza sytuacja jest w stolicy kraju - Monrovii, gdzie dochodzi do nękania i pobić.
Liberia jest afrykańskim krajem, który najbardziej ucierpiał wskutek epidemii: ponad 4500 chorych osób i 2700 ofiar. Jeszcze w maju arcybiskup Monrovii, Lewis Zeigler, podkreślał, że jednym z największych występków przeciw Bogu, za który Liberia zostanie ukarana, jest homoseksualność. W sierpniu ponad 100 liberyjskich liderów religijnych podpisało i ogłosiło rezolucję dotyczącą eboli. Dowiadujemy się z niej m.in, że "Bóg jest zły na Liberię a ebola jest plagą. Obywatele Liberii muszą modlić się i błagać Boga o przebaczenie z powodu zgorszenia i niemoralnych aktów (takich jak homoseksualizm itd.), które przenikają nasze społeczeństwo".
Mieszkający w kraju geje i lesbijki podkreślają, że policja wykorzystuje zarządzoną w Liberii godzinę policyjną, by nie pomagać atakowanym ludziom LGBT.
(red)
Czemu?