"Niestety wciąż kolejne przykłady pokazują nam, jak bardzo potrzebne są przepisy regulujące kwestie mowy nienawiści i antydyskryminacji na każdym polu - stacje telewizyjne nie mają w tym przypadku stosownego narzędzia" – tymi słowami Yga Kostrzewa komentuje odpowiedź Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji na skargę dotyczącą wyborczego spotu Solidarnej Polski, w którym pojawił się napis "nie dla homo". Stacje TVP, TVN oraz Polsat przyznały, że spot emitowany był warunkowo i oczekiwały na zmianę dyskryminującego napisu. Równocześnie nadawcy zachęcają KRRiT do zainicjowania zmiany przepisów – dotychczasowe nie są wystarczające.
"Czy jesteś przeciwny gender, małżeństwom homoseksualnym i adopcji przez nie dzieci?" - pytała w spocie wyborczym Solidarnej Polski Beata Kempa, za którą pojawiał się wielki napis "nie dla homo". Partia przekonywała wyborców, że jest za obniżeniem podatków, obiecywała też 500 zł na każde dziecko. "Postaw na bezpieczną i uczciwą Polskę" – mówił w spocie Zbigniew Ziobro. O spocie było głośno przed majowymi wyborami -
stacje telewizyjne odmówiły jego emisji. Yga Kostrzewa i Tomasz Szypuła
złożyli w sądzie pozew w trybie wyborczym przeciwko Solidarnej Polsce.
Sąd pozew oddalił, uzasadniając, że nie jest wstanie ustalić, czy zdanie "nie dla homo" jest prawdziwe, czy nie, a tylko komunikaty wprowadzające w błąd podlegają ocenie sądu w tym trybie. W związku z tym Kostrzewa i Szypuła złożyli skargę do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w Warszawie.
KRRiT odpowiedziała działaczom, załączając pisma wyjaśniające od TVP, TVN i Polsatu. Rada podkreśla, że wszyscy nadawcy podjęli działania, by zamienić dyskryminujące w spocie hasło. Dodaje jednak, że "nadawcy mają uzasadnione podstawy, by ograniczać swoją ingerencję w treść audycji wyborczych w imię umożliwienia swobodnego kształtowania się opinii publicznej" – co jest szczególnie istotne w trakcie kampanii wyborczej.
Czego dowiadujemy się z pism od stacji? TVP podkreśla, że spot Solidarnej Polski emitowany był w bloku nieodpłatnych audycji wyborczych. Jeżeli treść spotu stanowiłaby przestępstwo przewidziane w Kodeksie Karnym – nadawca zobligowany jest powiadomić prokuraturę. "Analizując spot Solidarnej Polski, w którym pani poseł Beata Kempa porusza kwestię osób o orientacji homoseksualnej na tle napisu "nie dla homo", należy stwierdzić, że tego rodzaju przekaz nie wyczerpuje znamion przestępstw określonych w kodeksie karnym, a zatem nie było podstaw do powiadomienia prokuratury" – podkreśla TVP.
Reklamowy blok odpłatny podlega jednak ustawom o radiofonii i telewizji i prawo prasowe – TVP nie wyraziła zgody na emisję spotu bez zmiany treści, które "w powszechnym odbiorze oznaczają nietolerancję dla określonej orientacji seksualnej" – czytamy. Podobnie postąpiła stacja TVN, która zwraca jednak uwagę na niejasne zasady emisji ogłoszeń pochodzących od komitetów wyborczych. Równocześnie nadawca podkreśla "społeczne znaczenie" spotów wyborczych dla "prowadzonej debaty publicznej". "Swoista prewencyjna "cenzura" nadawcy powinna być zatem znacznie ograniczona tak, aby nie przekłamywać rzeczywistego stanowiska danego komitetu wyborczego (partii, kandydata)" – zaznacza TVN, dodając jednak, że "nie oznacza to oczywiście, że nie należy eliminować treści, które naruszają porządek publiczny, jednakże konieczne wydają się tu jednak wyraźne wskazówki ustawodawcy".
TVN apeluje do KRRiT o włączenie się do prac nowelizacyjnych ustawy Kodeks Wyborczy i wspólne wypracowanie przejrzystych zasad prowadzenia kampanii wyborczych i określenie roli nadawców w debacie publicznej. Zmianę hasła "nie dla homo" (na np. "nie dla małżeństw homoseksualnych") zaproponowała Solidarnej Polsce także stacja Polsat, która nie miała wątpliwości, że pierwotny napis w spocie był dyskryminujący i wykluczający.
"Nadawcy według mnie zachowali się dobrze, pomimo braku stosownych przepisów emitowali spot warunkowo, oczekując od Solidarnej Polski jego zmiany. Niestety wciąż kolejne przykłady pokazują nam, jak bardzo potrzebne są przepisy regulujące kwestie mowy nienawiści i antydyskryminacji na każdym polu - stacje telewizyjne nie mają w tym przypadku stosownego narzędzia" –
podkreśla w rozmowie z nami Yga Kostrzewa, rzeczniczka Lambdy Warszawa, współautorka wysłanej do KRRiT skargi. Kostrzewa dodaje też, że nie zgadza się z TVN: "Jeśli partia ma program homofobiczny, nie musi go ujawniać w mediach publicznych. Im mniej treści homofobicznych w mediach - tym lepiej dla nas, nie powinno się dawać legitymacji takim przekazom" – mówi, dodając, że apel do KRRiT o zmianę przepisów jest cenną wskazówką: "Im więcej podmiotów będzie zajmować się żądaniem zmian przepisów - tym większy nacisk i większa szansa na ich zmianę" – reasumuje Kostrzewa.
My przypominamy, że przed nami "maraton wyborczy": wybory samorządowe jesienią, a w przyszłym roku wybory prezydenckie i parlamentarne. Nie dajmy się obrażać!(md)
"Nie dla homo" to stwierdzenie na równie z "nie dla czarnych" i "nie dla bab". Mnie wszystkie stwierdzenia oburzają, bo nie mają żadnego merytorycznego poparcia, są przykładem czystego braku akceptacji dla innych ludzi.
Nie dla Żydów. Nie dla Rumunów. Nie dla nie-katolików.
"Nie dla homo" to stwierdzenie na równie z "nie dla czarnych" i "nie dla bab". Mnie wszystkie stwierdzenia oburzają, bo nie mają żadnego merytorycznego poparcia, są przykładem czystego braku akceptacji dla innych ludzi.
Nie polecam grania w gry hazardowe. Źle zakładasz.
Wszole nie nauczyli czytania ze zrozumienie...
Ciebie najwyraźniej nie nauczyli pisać. Nie odniosłem się do artykułu. Jak tylko zobaczyłem zdanie w którym zawarto "Mowę nienawiści" skończyłem czytać. W praktyce właśnie tak się używa tego określenia. Wobec wszystkich którzy mają inne zdanie. Dzięki politycznie poprawnym mediom tak większość ludzi widzi to określenie.
Wszole nie nauczyli czytania ze zrozumienie...