250 tys. podpisów zebrano pod obywatelskim projektem ustawy, której celem jest dopisanie do Kodeksu Karnego zapisu o tym, że "kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletnich poniżej lat 15 zachowań seksualnych lub dostarcza im środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań" powinien podlegać karze nawet do 2 lat więzienia. Inicjatorzy akcji, mającej chronić dzieci przed pedofilami nie próbują nawet udawać – chodzi o społeczność LGBT, "która marzy o dostępie dzieci w szkołach".
Projekt ustawy
znalazł się już w Sejmie. Czy wejdzie pod obrady i jak zachowają się posłowie i posłanki? Tego nie wiemy, ale przypomnijmy, że w kwietniu 368 parlamentarzystów głosowało za odrzuceniem projektu ustawy o edukacji seksualnej, który do laski marszałkowskiej złożyła Wanda Nowicka. Przeciwko ustawie głosowała prawie cała Platforma Obywatelska (1 osoba zagłosowała za).
Przed czym straszą Polaków autorzy projektu ustawy? W zeszłym roku pojawiła się polska wersja dokumentu Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) "Standardy edukacji seksualnej w Europie. Podstawowe zalecenia dla decydentów oraz specjalistów zajmujących się edukacją i zdrowiem". W dokumencie znajdują się m.in. uzasadnienia potrzeby wprowadzenia do szkół edukacji seksualnej, czy przykładowe zagadnienia dotyczące owej edukacji na różnych etapach rozwoju dzieci i młodzieży: m.in.
przekazywanie informacji o higienie osobistej, prawach do bycia chronionym i bezpiecznym, różnych związkach rodzinnych i rodzajach miłości, czy radości i przyjemności z dotykania własnego ciała u dzieci między 0 a 4 rokiem życia. Autorzy projektu ustawy przeciwko edukacji seksualnej grzmią, że zalecenia mają na celu "seksualizację dzieci". "W Polsce również podejmowane są próby wprowadzenia edukacji seksualnej, opartej na tych samych wzorcach. Do wielu szkół próbują wchodzić osoby z
Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton, która odwołuje się do przedstawionych powyżej standardów" – czytamy w uzasadnieniu i dowiadujemy się także, że "Penetrację szkół ułatwia „edukatorom” Ministerstwo Edukacji Narodowej, które oficjalnie współpracuje z Pontonem". Mariusz Dzierżanowski, pełnomocnik Komitetu "Stop Pedofilii" i założyciel organizacji Pro – Prawo do Życia, mówił w rozmowie z Katolickim Stowarzyszeniem Dziennikarzy, że "środowiska LGBTQ marzą o dostępie do dzieci w szkołach" i dodawał, że na Zachodzie "podczas lekcji promuje się związki homoseksualne". Strona Komitetu też nie pozostawia złudzeń. Na głównej stronie widzimy zdjęcie dwóch nagich mężczyzn z tęczową flagą – logo inicjatywy to tęcza wpisana w znak zakazu.
"Konieczność prowadzenia edukacji seksualnej stanowi następstwo zmian, które miały miejsce w ostatnich dziesięcioleciach. Zmiany te dotyczą procesu globalizacji, migracji różnych grup społecznych odmiennych kulturowo i wyznających różne religie, szybkiego rozwoju nowoczesnych mediów, szczególnie Internetu i telefonii komórkowych. Związane są również z pojawieniem i rozprzestrzenianiem się infekcji wywołanej przez ludzki wirus upośledzenia odporności (HIV) oraz nabytego zespołu upośledzenia odporności (AIDS), a także z narastającymi problemami związanymi z wykorzystywaniem seksualnym dzieci i młodzieży, i wreszcie – ze zmianą podejścia do zagadnień dotyczących seksualności oraz zachowań seksualnych młodych osób. Te nowe wyzwania wymagają opracowania skutecznych strategii umożliwiających młodym ludziom radzenie sobie z własną seksualnością w bezpieczny i zadowalający sposób" –
czytamy we wstępie do dokumentu WHO.(md)
Poza tym twardo uważam, że nie wszystko wolno. Żeby było jasne: potępiam seks bez miłości. Taki jest mój światopogląd i zdania nie zmienię.
Za to młodzież zasługuje na edukację seksualną także dlatego, że niestety, we współczesnej kulturze z reguły kontakt z pornografią wyprzedza podejmowanie współżycia i ktoś musi dawać odpór pornograficznej propagandzie. Młodzież uczy się z tego absurdalnych wzorców urody i chorobliwego skoncentrowania na nich, w tym pogardy dla mężczyzn o "niepornograficznych" wymiarach (owszem, zetknęłam się z przykładami takiego zdania wywiedzionego właśnie z oglądania "świerszczyków"), bezdusznego, "sprawnościowego" podejścia do seksu, i przede wszystkim - dramatycznego lekceważenia kobiet. Czytam "Żywe lalki. Powrót seksizmu" Natashy Walter i jestem przerażona tym, jakie wzorce zachowań seksualnych młodzi ludzie czerpią z pornografii, jak wiele tam po prostu przemocy wobec kobiet.
Rozumiem brak ochoty do wysiłku umysłowego i rozróżniania pedofilii od homoseksualizmu ale żeby mylić wszystko i wszystkie inicjatywy mające na celu znormalnienie i uświadomienie tego ciemnego narodu wrzucać do worka pn.pedofilia i gender??
Bez przesady.
Edukacja z głową. Tego brakuje w tych wszystkich pomysłach. Bo na razie jeździmy ze skrajności w skrajność. Brak edukacji jest błędem, ale nadmiar może spowodować zwyczajne skołowanie w głowie młodego człowieka. W tym wypadku więc nie popieram żadnej ze stron, bo obie strony mają trochę racji i obie są jednocześnie w błędzie. Szukać złotego środka drodzy Państwo, a nie pretekstu do kłótni.
NO jasne, że należy poznać program tej edukacji seksualnej, ale jeśli jest to informowanie z rozsądnym wyprzedzeniem o tym, jak zmienia się ciało pod kątem dojrzewania seksualnego i jakie za tym idą zmiany w psychice i to wszystko jest mówione tak, jakby mówić o jedzeniu czy oddychaniu, a więc jak o czymś co jest całkowicie naturalne i powszechne i z czym nie może się wiązać żadne poczucie wstydu z powodu czynności seksualnych - to jest to edukacja niezbędna i absolutnie pilna!
W późnym średniowieczu wiek inicjacji seksualnej oscylował ok. 12 roku życia.
Chyba jednak się mylisz. Z tego co ja wiem, dynastyczne małżeństwa dzieci były owszem zjawiskiem częstym, ale "skonsumowanie" małżeństwa następowało raczej w wieku 15-17 niż 12 lat. Oczywiście to nadal wcześnie - moim zdaniem za wcześnie - ale trudno tu mówić o "małżeństwie dzieci" w innym niż formalne znaczeniu.
Zresztą nowoczesna cywilizacja - choćby zmiany w odżywianiu - przyspieszyła dojrzewanie. Dziś fizycznie niemal dorosła 12-latka nie jest rzadkim zjawiskiem (ja w wieku 12 lat miałam już biust, okres i komplet stałych zębów oprócz ósemek, przechodziłam mutację i przestawałam rosnąć), w średniowieczu prawie się to nie zdarzało. Wtedy choćby okres pojawiał się raczej około 15-16. roku życia.
Nie, no jasne, że zdarzały się późne ciąże. Jadwiga Andygaweńska zmarła właśnie przez taką, a rodziła w wieku 26 lat. Przypomnę, że to królowa, miała dostęp do medyków i dobre warunki bytu
Pamiętajcie też, że statystyki o których mówimy dotyczą szlachty. Nie wiem czy do wyśledzenia jest wiek matek na wsiach (zależy na ile sumiennie ktoś piszący prowadził księgi parafialne).
I choć nie mówię, że zawsze (z tą konsumpcją ślub się zgodze, Ryszard II nie uprawiał seksu ze swoją 6 letnią (sic!) żoną), ale młode matki były, nie tylko u nas. Na szybko przypomina mi się jeden przykład:
Elżbieta Kazimierzówna (ur. 1326) - córka Kazimierza Wielkiego (ur. 1310) i Aldony Anny (ur. ok. 1311-13)
Chodzi mi o to, że wmawianie sobie, że "kiedyś było lepiej" i że to teraz "upada cywilizacja" to raczej mrzonka.
W późnym średniowieczu wiek inicjacji seksualnej oscylował ok. 12 roku życia.
Chyba jednak się mylisz. Z tego co ja wiem, dynastyczne małżeństwa dzieci były owszem zjawiskiem częstym, ale "skonsumowanie" małżeństwa następowało raczej w wieku 15-17 niż 12 lat. Oczywiście to nadal wcześnie - moim zdaniem za wcześnie - ale trudno tu mówić o "małżeństwie dzieci" w innym niż formalne znaczeniu.
Zresztą nowoczesna cywilizacja - choćby zmiany w odżywianiu - przyspieszyła dojrzewanie. Dziś fizycznie niemal dorosła 12-latka nie jest rzadkim zjawiskiem (ja w wieku 12 lat miałam już biust, okres i komplet stałych zębów oprócz ósemek, przechodziłam mutację i przestawałam rosnąć), w średniowieczu prawie się to nie zdarzało. Wtedy choćby okres pojawiał się raczej około 15-16. roku życia.