Jak wygląda stan edukacji seksualnej w Polsce? Czy możemy mówić o osamotnieniu osób młodych w dostępie do rzetelne wiedzy? Dlaczego rodzice i opiekunowie powinni rozmawiać o czymś więcej, niż podpaskach i prezerwatywach - to wszystko i więcej w rozmowie z Sarą Tylką @psychosekslogicznie i Tosią z @wdz.dla.zaawansowanych.
Rozmowa z Sarą Tylką - psycholożką i seksuolożką, która swoją wiedzą dzieli się na instagramowym kanale @psychosekslogicznie. Prowadzi edukację na temat psychologii, seksuologii, tożsamości i relacji. Jest autorką podcastu W sypialni. Wspiera eksperco SexedPL przy tworzeniu treści merytorycznych.
Pod jednym ze zdjęć na Twoim instagramowym profilu, na którym jest piękny wibrator w kształcie wieloryba, widnieje komentarz. Parafrazuję: Ale piękny… aż niezręcznie pytać, jak go używać. Jak to jest z postrzeganiem seksu i seksualności w naszym kraju? Czy poruszamy się w przestrzeni wspomnianej tu niezręczności?
Myślę, że to zależy od tego gdzie rozmawiamy o seksie. Internet daje możliwość zachowania anonimowości. Wypowiedzi, które dostaję w formie odpowiedzi na zadawane pytania, oceniłabym jako śmiałe, szczere i często podane wprost. Na konsultacjach psychologicznych i seksuologicznych, które prowadzę, generalnie spotykam się z otwartością. Tak samo oceniłabym środowisko, w którym pracuję. Myślę też, że wiele zależy od osoby, która słucha. Czasem pewne kwestie są trudne, a ich podejmowanie odbywa się drogą naokoło.
Wspomniałaś o wieku. Jak oceniłabyś podejście do seksu i seksualności wśród młodzieży?
Pracuję z osobami 18+, ale tu wciąż mówimy o młodzieży. Przypomina mi się burza wiadomości, jaka pojawiła się pod postem dotyczącym stosunku przerywanego. Dla wielu osób zaskoczeniem było, że to nie jest metoda antykoncepcyjna. Dzięki internetowi wiele osób w różnych tematach jest wyedukowanych, ale wciąż istnieje spore grono, zwłaszcza osób młodych, których wiedza nadal jest ogólna. To było dla mnie dużym zaskoczeniem na początku prowadzenia mojego kanału. To, że ja daję coś od siebie w formie postów to jedno, ale to, co dostawałam w informacjach zwrotnych, niejednokrotnie mnie zaskakiwało. Łącznie z wiadomościami, w których byłam proszona o swego rodzaju diagnozę, czy konkretna aktywność jest w stanie sprawić, że ktoś zajdzie w ciążę. Sądzę więc, że wśród młodzieży istnieje spora potrzeba wiedzy. Ta luka się zapełnia, jednak nie każdy potrafi dobrze korzystać z internetu. Nie każdy trafi na profil SexedPL czy Kasia co z tym seksem.
Myślę, że to pokazuje, że podejście niekoniecznie zawsze nadąża za stanem wiedzy. Kilka lat temu natknęłam się na wywiad z wolontariuszkami Pontonu, które opowiadały o podobnych pytaniach. Chociażby o to, czy orgazm dzięki pettingowi może prowadzić do ciąży.
Młode osoby to najczęściej te, które uczęszczają wciąż do szkoły. To nie jest obowiązek ucznia, żeby uczęszczać na zajęcia WDŻ (wychowanie do życia w rodzinie – przyp. red.). Obowiązek leży po stronie szkoły, aby zapewnić dostęp do takich zajęć. Tutaj jednak mamy do czynienia z różną jakością nauczania, a warto także wspomnieć o bardzo małej ilości godzin tego przedmiotu. Niektóre osoby prowadzące WDŻ mogą dołożyć wszelkich starań do samodoskonalenia tak, aby treści były faktycznie jakościowe. Nie zmienia to jednak faktu, że czasu na ich przekazanie mają niewiele. Drugą ważną kwestią jest to, że młodzież ma obecnie dostęp do większej ilości informacji. Niebezpieczeństwem może być jednak to, na jakie treści napotka i w jakim stopniu przyjmuje je za pewnik. Dlatego wsparciem dla osoby młodej zawsze powinna być osoba dorosła. To będzie najczęściej albo opiekun, albo rodzic. Tu jednak istnieje kolejna pułapka, bo dorosły nie zawsze sam będzie w stanie odesłać tego młodego człowieka do dobrych źródeł. Nie zapominajmy, że w większości dorośli sami nie są ekspertami i mają prawo również czegoś nie wiedzieć.
Tymi pomocnymi źródłami mogą być profile takie, jak Twój, czy wspomniane SexedPL Jednak myślenie o tym, że to załatwi sprawę, jest niestety życzeniową bańką. Warto też podkreślić, że nie każdy ma dostęp lub dobry dostęp do internetu i nie każdy umie się w nim odnaleźć. Patrząc na wszystkie wspomniane tu przeszkody — czy możemy dziś mówić o pewnego rodzaju osamotnieniu osób młodych w dostępie do wiedzy związanej z seksem i seksualnością?
Myślę, że tak. Myślę, że mogą czuć się sami z niektórymi tematami. Ta kwestia internetu jest niezwykle ważna. Ktoś może nie wiedzieć, jak szukać informacji i to jest w porządku. Sama nieraz się w nim zagubiłam jako osoba dorosła. Nie każdy też będzie miał do tego internetu dostęp. To zresztą doskonale pokazała pandemia. Jeśli już mówimy o rodzicach, to w ich przypadku możemy wspomnieć także o zagubieniu. Niekoniecznie to musi być poczucie osamotnienia. Wielu rodziców, którzy tych źródeł nie szukają, nie zdaje lub nie chce sobie zdawać sprawy z tego, w jak dużym stopniu pozostawia to dziecko bez wiedzy. Problemem jest często to, że część z tych osób nie chce poznać faktycznych problemów tego młodego człowieka. Z góry zakłada, że dziecko czegoś nie potrzebuje, czegoś na pewno jeszcze nie robi, na pewno nie jest gejem, lesbijką, osobą biseksualną, transpłciową, niebinarną itp. Często spotykam się z sytuacją, kiedy rodzic lub opiekun przychodzi do mnie w momencie, gdy jest już bardzo późno. To wszystko prowadzi do tego, że faktycznie młodzież może odczuwać osamotnienie — związane z brakiem dostępu do wiedzy i nieobecnością rodzica w tym temacie.
Czy osoby LGBTQ+ stanowią dużą grupę odbiorczą twoich treści?
Myślę, że sporą. Nie dominującą, ale na pewno sporą. Zależy mi na tym, aby na moim profilu klimat był otwarty. Staram się patrzeć na tematykę, która się tam pojawia, z perspektywy tego, do czego sama nie miałam dostępu, gdy byłam nastolatką. Dostaję wiele informacji o tym, że osoby LGBTQ+ lubią obserwować mój profil, bo sama nie uciekam od mówienia o tym, kim jestem. Od jakiegoś czasu odkrywam w swojej postawie, że bardzo zależy mi, aby osoby LGBTQ+ widziały jakąś nadzieję dzięki temu co wrzucam, co piszę, jak wyrażam własne stanowisko. To sprawia, że te osoby same się aktywizują i piszą o swoich potrzebach, czy trudnościach. Trzeba też pamiętać o tym, że obecnie świat mocno przyspieszył. Gdy byłam nastolatką, mój świat internetowy kończył się na portalach takich jak Grono, Epuls, czy komunikatorze Gadu-Gadu. Dziś non stop mamy przepływ nieskończonej ilości informacji politycznych, opinii, dyskusji, komentarzy, postów. Na Instagramie narracja również jest różna. Fajnie jest wiedzieć, jednak nie wiadomo, jak na taką młodą osobę te treści wpłyną. To często nie są przychylne treści. Mnie samej, osobie z zapasem narzędzi, jest je czasem trudno czytać, a co dopiero taka młoda, niewyoutowana osoba, która być może nie ma w swoim gronie nikogo wspierającego i nie wie, jak sobie w tym radzić. Temat, który ostatnio jest bardzo istotny, zwłaszcza dla tych relacji, które już dłużej trwają, to temat Ja mam za sobą swój coming out, wszyscy o mnie wiedzą, ale o mojej dziewczynie/moim chłopaku nie wie nikt. Dlatego, gdy ktoś mówi, że jest tolerancyjny, ale nie obchodzi go, kto z kim sypia, to chcę powiedzieć, że to powinno nas obchodzić. To jest bardzo ważny w naszym kraju temat, ale nie mówimy tu o czysto seksualnym wymiarze tej informacji.
Wspomniałaś o rozpędzeniu świata, w ślad za którym idzie ogromny przepływ informacji i trudność w jej weryfikowaniu. Przy ostatnich wyborach prezydenckich mieliśmy do czynienia z ogromną nagonką właśnie na osoby LGBTQ+. Wyobrażam sobie, że takie osoby jak Ty mogły się wtedy mierzyć z dużą ilością wiadomości od osób, które to przerastało. Sama zresztą ten strach odczułam — osoba dorosła, niezależna i mieszkająca w dużym mieście, a dziś rozmawiamy o osobach młodych, nastoletnich, takich, które możemy czasem określić nawet mianem dzieci. Dla wielu z nich ta sytuacja musiała być szczególnie trudna.
Zgadza się i obserwowałam to nie tylko u mnie. Zaważyłam, że wielu psychologów i psycholożek, terapeutów i terapeutek, którzy wcześniej tym tematem jakoś nieszczególnie byli zainteresowani, nagle zaczęli to robić. Sama zresztą, pomimo mojej pracy, pomimo prowadzenia tego profilu, jestem człowiekiem i mnie również niektóre rzeczy wystraszają. Jako osoby dorosłe wiemy, że wiele tych treści jest polityczną grą. Wiele tych wypowiedzi jest dziwnych, czy głupich. Czasem mam takie odczucie, słuchając niektórych z nich, że sama wstydziłabym się coś takiego powiedzieć. Nawet gdybym chciała upokorzyć jakąś grupę. Fajne jest to, że tym młodym osobom można to wyjaśniać. Czasem dobrze jest nie śledzić tych treści — nie słuchać i nie czytać, ale trzeba im przypominać, że jeśli już po nie sięgną, to powinni to weryfikować. Kluczowe jest też otaczanie się osobami, które nie funkcjonują, nie myślą i nie robią takich rzeczy, jak te, wypowiadające nienawistne hasła. Może się jednak zdarzyć, że ktoś, kto zasiada w rządzie i mówi takie rzeczy, może trafić na podatny grunt. Ktoś to odbierze i przyjmie za prawdę objawioną. Nie wykluczam, że pewne rzeczy mogą się wydarzyć. Zresztą wydarzają się i są niebezpieczne. W takim klimacie te młode osoby mogą nawet nie być w stanie określić swoich potrzeb. Dlatego znów pojawia się tu postać rodzica, który powinien stać na straży. Jednak nie zawsze się to dzieje i nie zawsze zrobi sobie do tego dziecka fajną drogę. Tymczasem powinien być obecny. Nawet jeśli nie wie, jak rozmawiać o tematach zakładania prezerwatywy, czy odpowiednich podpasek, to kluczowe jest dać znać: Ja tu jestem i zawsze będę.
Wracając do tematu rodziców i opiekunów — pytam teraz o rodziców i opiekunów osób LGBTQ+ — piszą do Ciebie?
Zdarza się, choć nie jest to bardzo duża liczba Są to zwykle rodzice, którzy w jakimś stopniu są już wyedukowani i chcą dowiedzieć się czegoś więcej. Nie wykluczam jednak, że istnieje grupa tych rodziców i opiekunów, którzy obserwują mój profil z ukrycia — nie komentują, nie piszą prywatnych wiadomości, ale są. Zdarzyło mi się mieć kilka dłuższych rozmów i wiem, że są też tacy rodzice, którzy nie tylko sami się edukują, ale też przekazują tę wiedzę dzieciom. Wsparciem są tu zresztą nie tylko kanały internetowe. Są grupy prowadzone przez organizacje takie jak Tolerado, czy Grupa Stonewall.
W zeszłym roku pojawiła się słynna wypowiedź posłanki Prawa i Sprawiedliwości — Elżbiety Płońskiej — w której użyła ona jeszcze słynniejszego określenia ideologizacja dzieci. Są osoby, które tak właśnie postrzegają kwestię edukacji seksualnej. Jako grupę ludzi, którzy np. na siłę chcą uczyć dzieci masturbacji. Nie wspomina się przy tej okazji, że edukacja seksualna to również nauka stawiania granic i ochrony własnej nietykalności. Jak więc przekazać takim osobom, że edukacja seksualna to temat ważny?
Wielu rodziców i opiekunów jest zaniepokojonych tym, czego ich dziecko będzie uczone na zajęciach WDŻ. Zawsze jednak może poznać osobę prowadzącą zajęcia. Tak samo, jak konsultuje się z innymi nauczycielami, czy nauczycielkami i omawia wyniki w nauce dziecka. Zwłaszcza że prawem dziecka jest prawo do wiedzy. Rodzice, którzy nawet nie próbują otworzyć się na temat edukacji seksualnej, zawłaszczają sobie to prawo. Oczywiście, że rodzic w wielu ważnych kwestiach decyduje za dziecko, tym samym ucząc go świata. Pokazuje mu, że jak jest zimno, to może niekonieczne rozsądne jest wychodzenie w krótkich spodenkach i japonkach. Pewne rzeczy musimy jednak — jako rodzice i opiekunowie — poddawać krytyce i refleksji, a z tym wiąże się weryfikacja i osobiste poznanie tematu. Poznanie nauczyciela, osób edukujących. Trzeba założyć, że jako rodzic, czy opiekun mogę się w niektórych kwestiach mylić. Nie wiemy tego, co spotka nasze dziecko. Jeśli chcemy je uchronić przed naszymi osobistymi lękami, to najzwyczajniej jest to niemożliwe. To dziecko tę wiedzę gdzieś pozyska i dopiero wtedy może okazać się to źródłem, które faktycznie będzie w stanie wyrządzić wiele krzywdy. Wystarczy wspomnieć tu o pornografii. Dużo osób wie, że to taka bajka dla dorosłych, a rzeczywistość niekoniecznie wygląda tak, jak ją się tam przedstawia. Dziecko tej wiedzy jest pozbawione.
Na samym początku naszej rozmowy użyłaś słowa, które jest dla mnie niezwykle ważne — nadzieja. Z racji Tęczowego Piątku warto o niej sobie przypomnieć. Jaką Ty dostrzegasz nadzieję?
Myślę, że taką nadzieję można tworzyć sobie poprzez środowisko, którym się otaczamy. Nie jesteśmy sami i jedyni, choć świat może zdawać się nam tak podpowiadać. Niekoniecznie namawiam do aktywizmu, bo on potrafi być wyczerpujący, ale przez jakiś czas może dać trochę energii. Nawet przebywając w internecie, możemy wybierać te miejsca, w których czujemy się ok. Nawet jeśli rodzic będzie tym nieakceptującym, co jest super trudne, to te rzeczy mijają. Mija rodzicowi brak wiedzy, albo mija czas, w którym ja z tym rodzicem mieszkam. Warto o tym pamiętać. To bezpieczne miejsce, dające nadzieję, można budować w wielu miejscach. Wiem, że jako społeczność LGBTQ+ zawsze będziemy mega silni. Po drodze może wydarzyć się wiele przykrych spraw, ale ostatecznie będziemy silni.
Moje szkolne lata i lekcje wychowania do życia w rodzinie, przywołują na myśl stwierdzenie no przykro. Jak oceniasz dzisiejszy poziom lekcji WDŻ?
Z poziomem bywa bardzo różnie — są zarówno bardzo fajne lekcje, lekcje średnie, jak i lekcje, które wręcz szkodzą. Wydaje mi się jednak, że liczba nauczycieli i nauczycielek, którzy prowadzą te lekcje w fajny i interesujący sposób, stale rośnie. Obserwuję tę sytuację już od kilku ładnych lat. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że jest to ważny przedmiot i chcą prowadzić go tak, aby odpowiadał na potrzeby uczniów i uczennic.
Nie da się jednak ukryć, że to lekcje wciąż marginalizowane. Choćby przez fakt nieobowiązkowości lub niesprzyjające umieszczenie w planie zajęć. Jak oceniłabyś poziom zainteresowania tym przedmiotem osób, które na nie uczęszczają oraz rodziców i opiekunów?
Zgadza się. To przedmiot, z którego nie ma ocen, nie ma egzaminów, nie da się z niego nie zdać, można się wypisać. Jeśli chodzi o zainteresowanie, to wydaje mi się, że w podstawówkach jest lepiej, niż w szkołach ponadpodstawowych. To wynika z ogólnego podejścia do zajęć lekcyjnych, które zmienia się wraz z wiekiem. Ale oczywiście także w młodszych klasach niektórzy rodzice wypisują dzieci z tego przedmiotu. Czasem ze względu na jakość prowadzonych zajęć, ale też zdarza się, że niektórzy nawet nie sprawdzają, kto i jak je prowadzi. Wystarczy, że naczytają się w internecie różnych komentarzy na temat poziomu tych lekcji lub mają własne negatywne doświadczenia z przeszłości. Ja zawsze bardzo mocno zachęcam, żeby dać WDŻ jednak szansę. Najlepiej byłoby spotkać się z osobą prowadzącą — takie spotkania powinny być organizowane na początku każdego roku szkolnego. Dodatkowo, z lekcji WDŻ można wypisać dziecko w dowolnym momencie, dlatego można sprawdzić 2-3 lekcje i zapytać o opinię dziecka.
Co z poruszaniem tematów związanych z LGBTQ+ na lekcjach WDŻ?
W podstawie programowej jest kilka zapisów na temat płciowości, ale są dosyć ogólne. Trudno mi ocenić, na ile nauczyciele i nauczycielki poruszają ten temat. Jednocześnie jednak ilość szkół w rankingu placówek przyjaznych osobom LGBTQ+, czy zainteresowanie webinarami w tym temacie świadczą o tym, że sporo osób ma świadomość, że jest to temat, który po prostu młodych ludzi interesuje, a przede wszystkim ich dotyczy. Rozmawiamy w tygodniu, w którym odbywa się Tęczowy Piątek. Może więc niekoniecznie WDŻ, ale inne inicjatywy są przestrzenią do rozmów dotyczących orientacji seksualnej czy tożsamości płciowej.
Zgadza się, istnieją inicjatywy takie jak Tęczowy Piątek. Jednak coraz częściej ten jeden w roku dzień jest bombardowany falą sprzeciwu. Zewnętrzni edukatorzy i edukatorki, nie wspominając już o NGO-sach, również nie mają obecnie dostępu do szkół. Na ile szkoły są przygotowane, aby to zmieniać i wprowadzać temat na zajęcia?
Od momentu pojawienia się propozycji tzw. ustawy zakazującej edukacji seksualnej kwestie prowadzenia jakichkolwiek zajęć stały się bardzo utrudnione. Potem pojawiła się pandemia, która dołożyła swoje, a na koniec pojawił się temat tzw. Lex Czarnek. Szkoły są więc na tyle przygotowane, na ile konkretne pojedyncze osoby, które w nich pracują, czują, że chcą być przygotowane. To oczywiście wiąże się z koniecznością poświęcania prywatnego czasu na dokształcanie, zbieranie informacji itd. Choć oczywiście są szkoły z bardziej lub mniej sprzyjającym klimatem.
Spotykasz osoby, które są na to gotowe?
Tak, oczywiście. Młodzież sama zresztą domaga się poruszania rozmów związanych z orientacją seksualną i tożsamością płciową. Na szczęście wiele osób uczących w szkołach ma tę gotowość i odwagę, że z nimi o tym rozmawiać. A przede wszystkim mają poczucie, że nie chcą zostawiać dzieciaków samych z tymi pytaniami. Dlatego naprawdę warto doceniać takie nauczycielki i takich nauczycieli.
Szkoła mogłaby stać się jednym z najlepszych miejsc do poruszania kwestii orientacji czy tożsamości. Jednak, kiedy jest to utrudnione cała nadzieja w internecie i kanałach takich, jak Twój. Zastanawiam się, czy Twój profil odwiedzają rodzice osób LGBTQ+?
Trudno mi to ocenić, bo wiele osób odwiedza mój profil, ale tylko niektórzy decydują się napisać do mnie coś o swojej osobistej sytuacji. Chyba najwięcej reakcji było po poście skierowanym do rodziców, który dotyczył tego, jak zareagować na coming out dziecka. Dostałam wtedy wiadomość, która mocno zapadła mi w pamięć, a była od dziewczyny, która wysłała ten post swojej mamie. Po wspólnej lekturze przegadała z nią ponad półtorej godziny o tym, jak to przebiegło u nich. Mimo że jej coming out wobec mamy generalnie przebiegł dobrze, to było kilka spraw, które miała poczucie, że nie zostały do końca wyjaśnione, a ten post pomógł im domknąć tę sprawę.
Obecnie potrzeba dokonania coming outu pojawia się coraz szybciej. Osoby, które odczuwają niedopasowanie do heteronormatywnych standardów, czują niejednokrotnie wewnętrzną niezgodę na ukrywanie się. Spłycam to teraz, ale u osób dorosłych sprawa jest prostsza. Mam jednak nadzieję, że nasza rozmowa dotrze do osób młodych, które zastanawiają się nad coming outem. Co chciałabyś im przekazać?
Przede wszystkim sprawdź, czy jesteś bezpieczn_. Reakcje rodziców i opiekunów mogą być naprawdę różne. W niektórych sytuacjach rozsądnym może być, aby poczekać z taką rozmową np. do momentu uzyskania pełnoletności, czy większej niezależności. Warto zastanowić się, czy w razie skrajnych sytuacji będziesz miał_ się gdzie podziać. Warto też sprawdzić grunt do rozmowy. Wielokrotnie spotykam się, z tym że młode osoby zajawiają w jakiś sposób ten temat. Wspominają rodzicom, że jakaś ich osoba znajoma jest homoseksualna, wspominają, że oglądali filmik o transpłciwości albo zagadują o marsz równości. Sprawdzają w ten sposób ich reakcje. Oczywiście reakcja na hipotetyczną sytuację może się różnić od reakcji na informację Mamo, tato jestem gejem, lesbijką, osobą transpłciową. Często miejscem pierwszych coming outów staje się właśnie szkoła — ktoś przypnie sobie przypinkę, ktoś inny naklei na telefon naklejkę. Często te informacje trafiają najpierw do wspierających nauczycieli i nauczycielek. Znam sytuacje dzieciaków transpłciowych, które w domu funkcjonują pod dead namem, a w szkole pod swoim imieniem.
Zachęcam też, aby dać swoim rodzicom czas. Warto wziąć pod uwagę, że prawdopodobnie ty sam_ potrzebował_ś czasu na przerobienie tego tematu w sobie. W momencie coming outu to jest już najczęściej ułożone, a dla rodzica to jest punkt startowy. Być może się domyślali, znam takie sytuacje, jednak znów — domyślać się, a mieć to potwierdzone, to jednak różnica. To rzecz, którą chcę powiedzieć trochę w obronie rodziców i opiekunów. Pamiętajmy, że stres mniejszościowy dotyczy także ich. Nawet jeśli rodzic czy opiekun jest wspierający, nie oznacza to, że nie będzie się martwił o swoje dziecko. Nie jesteś zobowiązan_ zamieniać się w edukatora czy edukatorkę, ale warto czasem podrzucić im wtedy coś, co może im pomóc oswoić się z tematem. A być może przyda im się także profesjonalne wsparcie, jeśli te emocje będą zbyt trudne do poukładania samodzielnie.
Spotkałam się kiedyś z takim zdaniem: Często kiedy dziecko dokonuje coming outu i wychodzi z szafy, to wchodzi do niej rodzic/opiekun. Mówiłyśmy o dzieciach, ale jak już słusznie zauważyłaś — rodzice i opiekunowie także są tu ważni. Jak mogą pomóc sami sobie, kiedy ich dziecko wychodzi z szafy?
Warto szukać innych dorosłych, którzy są w podobnej sytuacji. Internet sprawia, że jest to o wiele łatwiejsze. Niekoniecznie trzeba od razu się ujawniać. Anonimowo także można czytać historie innych osób oraz wszelkie dostępne materiały. Oczywiście należy weryfikować źródła, po które sięgamy. Polecam także Telefon Zaufania dla osób LGBT+ i ich bliskich, który prowadzi Lambda Warszawa.
Patrząc na obecną sytuację w kraju — jak widzisz przyszłość edukacji seksualnej?
Najważniejszą prognozą jest kwestia najbliższych wyborów i nie mam pojęcia, jaki będzie ich wynik. Ale ogólnie w życiu jestem optymistką. Wierzę, że tej rewolucji, która zadziała się w głowach wielu, wielu osób w Polsce, po prostu nie da się zatrzymać. Działa Fundacja SexedPL, Kasia Koczułap ma ogromne zasięgi, jest także mnóstwo innych wartościowych profili, rodzice chcą się edukować i organizować warsztaty, młodzież domaga się wiedzy i wsparcia. Nawet jeżeli jakiekolwiek ruchy polityczne będą wykonywane w kierunku zatrzymania tego, to grono rodziców i opiekunów, którzy nie chcą dla swoich dzieci dojrzewania w ciszy, wstydzie i skrępowaniu jest i będzie coraz większe. Po prostu wierzę, że tego nie da się zatrzymać.
Wtorek, 29.11.2022 Ukryte cele LGBT+, Anja Rubik i 70 płci: Czytamy inicjatywę wspartą przez Ministra Rodziny i Polityki Społecznej
Sobota, 17.06.2023 Parada Równości w mediach i w rzeczywistości
Wtorek, 01.02.2022 Kolejne "maile Dworczyka" wyciekły? Do premiera Morawieckiego: szukamy osób krytykujących LGBT
Środa, 08.09.2021 Tomasz Krawczyk, wyoutowany gej, były doradca PiS, poucza Barta Staszewskiego w sprawie rzecznika MSZ
Czwartek, 16.07.2020 Prezes Grupy Stonewall otrzymuje pogróżki w związki z kanałem na Youtubie