Wywiad z premierem w radiu TOK FM
„To czego się dzisiaj obawiam najbardziej, to - że wymarzona przez pewną, dość wąską część opinii publicznej, rewolucja obyczajowa - czyli pełna legalizacja związków partnerskich, rozumianych, jako alternatywne małżeństwo, na pewno spotka się z blokadą konstytucyjną” - powiedział premier Donald Tusk na antenie radia TOK FM. Z Tuskiem rozmawiali dziś Jacek Żakowski, Tomasz Wołek, Tomasz Lis i Wiesław Władyka.
Tomasz Lis podpytywał premiera, czy jego zdaniem nasze społeczeństwo raczej cechuje się radykalizmem i stężeniem emocji, czy umiarem i powściągliwością. „Polacy nie są niebezpiecznymi radykałami, natomiast coraz bardziej pogłębia się przepaść pomiędzy radykałami z lewa i radykałami z prawa” – mówił premier. Nie ocenił jednak kto jego zdaniem bardziej przesadza. „Zdecydowanie bardziej rozumiem tych, którzy dopominają się swoich praw, od tych, którzy chcą krzykiem czy przemocą tych praw zabronić. Nawet jeśli z nie wszystkimi roszczeniami się zgadzam. Tutaj kwestia związków partnerskich jest może najbardziej klasycznym przypadkiem” – powiedział Tusk, dodając, że jeśli ktoś swoją fizyczność „zamienia w przemoc, to serce każe zawsze być po stronie tego, który jest zagrożony, to jest poza dyskusją”.
Uwaga na rewolucję obyczajową!
Tusk przyznał też, że zmiana obyczajowa niekoniecznie będzie jednoznacznie pozytywną zmianą. Zdaniem premiera kwestia związków partnerskich ewidentnie wywołuje napięcia – dla ludzi to najczytelniejszy znak radykalnych przemian. Odnosząc się do wypowiedzi Lecha Wałęsy, a następnie reakcji jego syna – powiedział, że na tym przykładzie widać gigantyczny dylemat generacyjny. Tusk przyznał, że gdy był w wieku Jarosława Wałęsy nie było mowy o legalizacji związków homoseksualnych – dyskusja nie istniała, ani to, że taki problem może zaistnieć. W kontekście wydarzeń ostatnich miesięcy premier powiedział, że dziś jest ważne, żeby państwo nie było wielkim hamulcowym i nie stanęło na barykadzie jako awangarda. Premier przyznał też, że było mu osobiście przykro po lekturze wywiadu z Agnieszką Holland. „Moim zadaniem nie jest ciągnięcie rewolucji obyczajowej, ale zadaniem rządu jest chronić mniejszości. I dostosować prawo do ewidentnych przemian” – mówił.
„Nie można zrobić większej krzywdy środowiskom homoseksualnym w Polsce, niż doprowadzić do jednoznacznego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, że żadna zmiana w kwestii związków partnerskich nie jest możliwa” – powiedział też Tusk. Czy premier takiej Polski jaka ona jest może być liberałem? – podpytywał Tomasz Lis. „Zadaniem każdego premiera jest dbać o to, żeby mniejszości nie były narażone na opresje ze strony większości, ekstremizmy niezależnie od koloru nie zagrażały stabilności i ładowi społecznemu, normy dotyczące przyzwoitości i obyczajowości działają wtedy kiedy są akceptowane przez większość, a nie dyktowane przez mniejszość, w jakąkolwiek stronę spojrzymy, w prawo, czy w lewo. Władza państwowa jest także od tego, żeby chronić obywateli przed radykalizmami wtedy, kiedy stają się ekstremizmami politycznymi sięgającymi do przemocy” – podkreślał.
(md)
Irytuje mnie, że kwestia zapewnienia mi i mojemu partnerowi budzi tyle niepotrzebnych emocji. To nie są kwestia wymarzona przez pewną, dość wąską część opinii publicznej, rewolucja obyczajowa tylko sprawa przestrzegania praw człowieka!!!
Szczerzę wątpię w to aby w tej kadencji doszło do jakichkolwiek regulacji. Propozycja prezydenta jest nielogiczna. Kto będzie i w jaki sposób definiował, że dwie osoby pozostają we "wspólnym pożyciu".
Poza tym przy takim podejściu polityków nasze prawa zawsze będą "tematem zastępczym" i nigdy nie będzie dobrego momentu aby podjąć temat.
Mi się wydaje, że ta grupa nie jest aż taka wąska. Tzn. jeśli związki partnerskie tylko dla homo to wąska ale zdaje się, że one mają być dla każdego. We Francji takie związki w większości zawierają hetero.
Lanie wody.
Już dawno powinni sie w niej utopić.