Wyniki referendum w Słowenii
W niedzielnym referendum Słoweńcy odrzucili nowe prawo, które umożliwiałoby parom jednopłciowym adoptowanie biologicznego dziecka jednego z partnerów - donosi PAP. Referendum wymogli konserwatyści. Wzięło w nim udział poniżej 30 proc. mieszkańców kraju.
Związki partnerskie zalegalizowano w Słowenii w 2005 roku, w następnych latach były plany zrównania praw par jednopłciowych z małżeństwami - bez skutku. W czerwcu 2011 roku znowelizowano prawo rodzinne, które przyznawało parom jednopłciowym więcej praw. Konserwatyści zdołali jednak zebrać 40 tys. podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum w tej sprawie. 56,73 proc. Słoweńców wypowiedziało się w referendum przeciwko nowej ustawie o prawie rodzinnym, za było 43,27 proc. głosujących - wg informacji podanych przez komisję wyborczą.
Kolejna próba przeforsowania nowego prawa będzie możliwa dopiero za rok.
(md)
ot rozmawiamy sobie. co nie znaczy że będziemy rzucać się na z pałacu prezydenckiego by ktoś zwrócił na nas uwagę.
chalkos sorry ale gdzie ty widzisz wielkie halo o homo adopcje? Chyba trochę przesadzasz.
Może zacznijmy od tego, że geje w Polsce nie są traktowani jak murzyni w USA w XIX wieku... więc ta cała "walka" o "prawa" przypomina mi zwykłe tupanie rozkapryszonego dziecka w sklepie z zabawkami. Nie, żeby związki i idąca za nimi normalizacja życia partnerów była zła... ale to akurat nie ten temat. Fanatyzm zaś nie jest dobry pod jakąkolwiek postacią, tak katolicką, jak i zawzięcie "progejowską". W Polsce jeszcze nie ma związków partnerskich, a tu już wielkie halo o homoadopcję, istne dzielenie skóry na niedźwiedziu.
Kwestia wprowadzenia homoadopcji powinna być procesem wieloletnim, długofalowym, powinna odbywać się na wielu płaszczyznach. Jedna ustawa zaspokoi tylko waszą potrzebę, ale nie pomoże całej sprawie.
android:
Dobra, okej. Ale jak sobie wyobrażacie wprowadzanie prawa powoli i metodycznie w takim przypadku? Co, najpierw adopcja połowy dziecka, a potem za 10 lat drugiej połowy? Albo najpierw danie "drugiej mamusi" czy drugiemu tatusiowi tylko części praw rodzicielskich, a potem, jak sobie zasłuży, dać jej/jemu całą resztę? W tym przypadku sprawa jest prosta - albo pary tej samej płci mogą adoptować dziecko, albo nie mogą. Jedyne, co może być powolne i metodyczne, to proces oswajania się ze zmianami i wprowadzania społecznej akceptacji nie tylko dla rodziców, ale i dla dzieci. A do tego jeszcze długa droga, co nie oznacza, że nie powinniśmy iść do przodu. Odkładanie wszystkiego w nieskończoność, "bo kiedyś nastaną lepsze czasy", nic dobrego nie przynosi. Lepsze czasy miały nastać już dawno. Nastały? Nie. Wciąż nie mamy ani związków partnerskich, ani małżeństw, ani adopcji. Ile jeszcze trzeba na to czekać? 10 lat? 100? Zawsze będą ludzie, którym jakieś prawo nie podpasuje, ale to ich problem, a nie nasz. Jedyna metoda walki z nietolerancją i dyskryminacją to postawienie ludzi przed faktem dokonanym. W końcu się przyzwyczają.
nie chodziło mi o wprowadzanie prawa etapami tylko zanim to prawo wprowadzimy to społeczeństwo przydało by się oswoić z tematem, bo puki co spora część z niego ma nas za dziwaków zboczeńców itp, jakoś nie sądzę ze jak takich postawić przed faktem dokonanym że "zboczeńcy" mogą dzieci adoptować to przejdą nad tym do porządku dziennego. spora część z nas (a działacze to już w ogolę) zapominają w jakim kraju żyją i wprowadzają działania na wzór amerykański ( parady, żądanie praw, najlepiej wszystko szybko i naraz) bo tam zadziałało to u nas też powinno; ale jakoś ,kurcze, nie działa... jak by tak dostosować działania do zastanych warunków to można by więcej zdziałać, morze wolniej ale efektywniej
"Nachalność w walce o swoje prawa"? Skąd Ty się urwałeś?
Może mam jeszcze przepraszać religijnych fanatyków, że żyję?
Dobra, okej. Ale jak sobie wyobrażacie wprowadzanie prawa powoli i metodycznie w takim przypadku? Co, najpierw adopcja połowy dziecka, a potem za 10 lat drugiej połowy? Albo najpierw danie "drugiej mamusi" czy drugiemu tatusiowi tylko części praw rodzicielskich, a potem, jak sobie zasłuży, dać jej/jemu całą resztę? W tym przypadku sprawa jest prosta - albo pary tej samej płci mogą adoptować dziecko, albo nie mogą. Jedyne, co może być powolne i metodyczne, to proces oswajania się ze zmianami i wprowadzania społecznej akceptacji nie tylko dla rodziców, ale i dla dzieci. A do tego jeszcze długa droga, co nie oznacza, że nie powinniśmy iść do przodu. Odkładanie wszystkiego w nieskończoność, "bo kiedyś nastaną lepsze czasy", nic dobrego nie przynosi. Lepsze czasy miały nastać już dawno. Nastały? Nie. Wciąż nie mamy ani związków partnerskich, ani małżeństw, ani adopcji. Ile jeszcze trzeba na to czekać? 10 lat? 100? Zawsze będą ludzie, którym jakieś prawo nie podpasuje, ale to ich problem, a nie nasz. Jedyna metoda walki z nietolerancją i dyskryminacją to postawienie ludzi przed faktem dokonanym. W końcu się przyzwyczają.
Adopcja tak, albo nie? Owszem, bo inaczej to bez sensu. Ale sęk w tym, że pośpiech w niczym nie pomoże. Najpierw nastrojenie społeczeństwa (uszykujmy się na parę lat SENSOWNEJ pracy, a nie bzdurnych parad i happeningów), a potem ustawa łatwiej przeleci przez parlament.
A czy miało i czy jest lepiej? No cóż moi drodzy, jeśli wszyscy wychodzimy z założenia, że parada równości ściągająca do siebie gejów, lesbijki i narodowców to szczyt walki o równość... leję ze śmiechu, acz nie wiem, czy cicho nie zaszlochać nad takim stanem rzeczy. Jak ma być lepiej, skoro sami najchętniej utrwalamy stereotypy o sobie?! Społeczeństwo to potężna, bezwładna masa, której nie zachęcicie do siebie pstryknięciem palca. Jeśli w mediach dalej będziemy powielać i umacniać stereotypowe wizerunki ludzi ze środowiska LGBT, nachalność w walce o "swoje prawa" i dalej będziemy z uśmiechem na ustach wprowadzać "nowoczesność" w miejsce tradycji... to prędzej nas wszystkich spalą, niż zaakceptują.
Kwestia wprowadzenia homoadopcji powinna być procesem wieloletnim, długofalowym, powinna odbywać się na wielu płaszczyznach. Jedna ustawa zaspokoi tylko waszą potrzebę, ale nie pomoże całej sprawie.
android:
Dobra, okej. Ale jak sobie wyobrażacie wprowadzanie prawa powoli i metodycznie w takim przypadku? Co, najpierw adopcja połowy dziecka, a potem za 10 lat drugiej połowy? Albo najpierw danie "drugiej mamusi" czy drugiemu tatusiowi tylko części praw rodzicielskich, a potem, jak sobie zasłuży, dać jej/jemu całą resztę? W tym przypadku sprawa jest prosta - albo pary tej samej płci mogą adoptować dziecko, albo nie mogą. Jedyne, co może być powolne i metodyczne, to proces oswajania się ze zmianami i wprowadzania społecznej akceptacji nie tylko dla rodziców, ale i dla dzieci. A do tego jeszcze długa droga, co nie oznacza, że nie powinniśmy iść do przodu. Odkładanie wszystkiego w nieskończoność, "bo kiedyś nastaną lepsze czasy", nic dobrego nie przynosi. Lepsze czasy miały nastać już dawno. Nastały? Nie. Wciąż nie mamy ani związków partnerskich, ani małżeństw, ani adopcji. Ile jeszcze trzeba na to czekać? 10 lat? 100? Zawsze będą ludzie, którym jakieś prawo nie podpasuje, ale to ich problem, a nie nasz. Jedyna metoda walki z nietolerancją i dyskryminacją to postawienie ludzi przed faktem dokonanym. W końcu się przyzwyczają.
Siłuje się jedna strona, że to nienaturalne, a druga się szarpie, że to względne. Jedni wolą klasykę - model rodziny M-K, inni zaś nie widzą problemu w adopcjach przez pary M-M i K-K. A ktokolwiek pomyślał o tym dziecku? Nie mam na myśli tego, że dzieje mu się krzywda. Opcja "dwóch ojców" jest nie gorsza od opcji "samotny ojciec". Dla dziecka im więcej miłości, tym lepiej. Problem wybiega dalece poza samą adopcję, bo chodzi o rozwój dzieciaka... zupełnie niezależny od waszego "widzi mi się" w omawianej tu sprawie. Dziecko pójdzie do szkoły, usłyszy o modelu rodziny "mama tata" i powie "a ja mam dwóch tatusiów". Zacznie się horror, bo to będzie takie novum, że dziecko z pewnością spotka się z nietolerancją. Winne będzie społeczeństwo, które odrzuci to dziecko. I nie ma się czemu dziwić, bo społeczeństwo (w przeciwieństwie do zwolenników homoadopcji) jakoś niespecjalnie jest na te cuda gotowe.
Kwestia wprowadzenia homoadopcji powinna być procesem wieloletnim, długofalowym, powinna odbywać się na wielu płaszczyznach. Jedna ustawa zaspokoi tylko waszą potrzebę, ale nie pomoże całej sprawie.
(nie bój się nie będę cie linczował) :D Zawsze miło jest posłuchać kogoś kto ma jakieś argumenty i nie sprowadza wszystkiego do jednego zdania "...bo to nienaturalne..."
A więc myślę że każdy powinien wypowiedzieć się za siebie. Jeśli chodzi o mnie to w tej "walce" chodzi mi o równe traktowanie osób homoseksualnych. Naprawdę nie chcę ucierać nikomu nosa. Chcę by zaakceptowano mnie jako normalnego człowieka. Równego innym ludziom. Przy czym naprawdę myślę że dzieci nic tutaj nie tracą. Co najwyżej mogą zyskać.
Widzę że boisz się o dzieci. Ale pomyśl o tym że jakaś polka zwiąże się z afroamerykaninem i mają małego (mulata czy metysa). Takie dziecko ma inny kolor skóry.Pozostałe dzieci nie muszą nawet się pytać o rodziców by zauważyć że z tym jednym jest coś nie tak. No i pojawia się pytanie czy nikomu nie jest żal takiego dziecka? Wiadomo że będą gnębić tego jednego innego. Czemu więc pozwala się takiej rodzinie żyć w Polsce? Czy dla dobra dziecka nie powinno się ich gdzieś przenieść do innych ludzi bardziej do nich podobnych. (Nie wiem może jakieś getta porobić)<sarkazm>
Chciałem tylko powiedzieć że dzieci szybko akceptują rzeczy których ich rodzice nie mogą pojąć. Dla dzieci to nie jest problem.
Aaa i spokojna głowa do adopcji dzieci przez pary tej samej płci jeszcze daleka droga :) Nie ma się co o to martwic.ehh.. :)
jestem jak najbardziej za homoadopcjami, zgadzam się że dzieci mogą na tym zyskać (chociaż nie w każdym jednym przypadku, rożnie bywa :) ) i tez jestem za traktowaniem ludzi homo na równi z hetero. napisałeś o dzieciach które szybciej akceptują niż rodzice i ze nie jest to dla nich problem, ale dzieci potrafią być też okrutne (bezwiednie, nie z premedytacją) poza tym często kopiują zachowania rodziców uważając je za odpowiednie bo dorosłe; dla mnie problem jest o wiele szerszy, nie chodzi tylko o dzieci, ale i o ich rodziców no i nauczycieli (a wiem, również z autopsji, że niektórzy są najzwyczajniej idiotami ) w sensie o ogół społeczeństwa, nie jesteśmy jeszcze gotowi na takie coś i nie ma się co spieszyć, czasem powoli i metodycznie więcej się zyska :)
Siłuje się jedna strona, że to nienaturalne, a druga się szarpie, że to względne. Jedni wolą klasykę - model rodziny M-K, inni zaś nie widzą problemu w adopcjach przez pary M-M i K-K. A ktokolwiek pomyślał o tym dziecku? Nie mam na myśli tego, że dzieje mu się krzywda. Opcja "dwóch ojców" jest nie gorsza od opcji "samotny ojciec". Dla dziecka im więcej miłości, tym lepiej. Problem wybiega dalece poza samą adopcję, bo chodzi o rozwój dzieciaka... zupełnie niezależny od waszego "widzi mi się" w omawianej tu sprawie. Dziecko pójdzie do szkoły, usłyszy o modelu rodziny "mama tata" i powie "a ja mam dwóch tatusiów". Zacznie się horror, bo to będzie takie novum, że dziecko z pewnością spotka się z nietolerancją. Winne będzie społeczeństwo, które odrzuci to dziecko. I nie ma się czemu dziwić, bo społeczeństwo (w przeciwieństwie do zwolenników homoadopcji) jakoś niespecjalnie jest na te cuda gotowe.
Kwestia wprowadzenia homoadopcji powinna być procesem wieloletnim, długofalowym, powinna odbywać się na wielu płaszczyznach. Jedna ustawa zaspokoi tylko waszą potrzebę, ale nie pomoże całej sprawie.
(nie bój się nie będę cie linczował) :D Zawsze miło jest posłuchać kogoś kto ma jakieś argumenty i nie sprowadza wszystkiego do jednego zdania "...bo to nienaturalne..."
A więc myślę że każdy powinien wypowiedzieć się za siebie. Jeśli chodzi o mnie to w tej "walce" chodzi mi o równe traktowanie osób homoseksualnych. Naprawdę nie chcę ucierać nikomu nosa. Chcę by zaakceptowano mnie jako normalnego człowieka. Równego innym ludziom. Przy czym naprawdę myślę że dzieci nic tutaj nie tracą. Co najwyżej mogą zyskać.
Widzę że boisz się o dzieci. Ale pomyśl o tym że jakaś polka zwiąże się z afroamerykaninem i mają małego (mulata czy metysa). Takie dziecko ma inny kolor skóry.Pozostałe dzieci nie muszą nawet się pytać o rodziców by zauważyć że z tym jednym jest coś nie tak. No i pojawia się pytanie czy nikomu nie jest żal takiego dziecka? Wiadomo że będą gnębić tego jednego innego. Czemu więc pozwala się takiej rodzinie żyć w Polsce? Czy dla dobra dziecka nie powinno się ich gdzieś przenieść do innych ludzi bardziej do nich podobnych. (Nie wiem może jakieś getta porobić)<sarkazm>
Chciałem tylko powiedzieć że dzieci szybko akceptują rzeczy których ich rodzice nie mogą pojąć. Dla dzieci to nie jest problem.
Aaa i spokojna głowa do adopcji dzieci przez pary tej samej płci jeszcze daleka droga :) Nie ma się co o to martwic.ehh.. :)
Pohamuj się i nie obrażaj drobiu!
:D dokładnie :)
Kwestia wprowadzenia homoadopcji powinna być procesem wieloletnim, długofalowym, powinna odbywać się na wielu płaszczyznach. Jedna ustawa zaspokoi tylko waszą potrzebę, ale nie pomoże całej sprawie.
a tu się w pełni zgadzam i dotyczy to według mnie nie tylko kwestii homoadopcji