Porwana syryjka okazała się Amerykaninem z żoną
W zeszłym tygodniu "branżowym" światem wstrząsnęła wiadomość o porwaniu znanej syryjskiej blogerki-lesbijki, Aminy Abdallah Arraf al-Omari, autorki bloga "Lesbijka w Damaszku". Okazało się, że Aminą był... 40-letni żonaty Amerykanin, Tom MacMaster. Do podszywania się pod lesbijkę przyznał się też Bill Graber, autor bloga LezGetReal.com.
Blog "Lesbijka w Damaszku" miał tysiące czytelników, którzy z zapartym tchem śledzili wpisy Aminy, opisującej życie lesbijki w pogrążonej w kryzysie Syrii. W zeszłym tygodniu w mediach społecznościowych pojawiła się informacja o trzech uzbrojonych mężczyznach, którzy wywieźli gdzieś Aminę, na Facebooku bardzo szybko powstały strony wsparcia, zilustrowane nawet jej zdjęciem.
Po paru dniach cała sytuacja zaczęła budzić wątpliwości - najpierw do mediów zgłosiła się Brytyjka, która okazała się Aminą ze zdjęcia, syryjscy działacze LGBT przyznali, że nigdy dziewczyny nie widzieli, a władze USA - że nic nie wiedzą o istnieniu takiej obywatelki (MacMaster pisał, że Amina ma także amerykańskie obywatelstwo). W końcu - 12 czerwca, na blogu pojawił się wpis zatytułowany: "Przeprosiny dla czytelników", podpisany przez MacMastera: "Pomimo tego, że cała narracja była fikcyjna, to fakty zawarte w moich wpisach są prawdziwe i nie przekłamują sytuacji w Syrii" - napisał mężczyzna. Wyraził nadzieję, że nikogo nie skrzywdził: "Chciałem stworzyć mocny głos traktujący o sprawach, które są dla mnie bardzo ważne". MacMaster podkreślił, że chciał przybliżyć problemy mieszkańców krajów arabskich ludziom zachodu, zwłaszcza w kontekście ruchów rewolucyjnych, które przez te kraje przetaczają się od paru miesięcy. Następnego dnia Amerykanin przeprosił raz jeszcze, w dłuższym oświadczeniu.
Nie wszyscy jednak podchodzą entuzjastycznie do całej sprawy, działacze LGBT krytykują MacMastera: "Jednego dnia kiedy to ja naprawdę zostanę porwany przez władze, wielu ludzi nie przejmie się tym, ponieważ mogę być kolejnym Amerykaninem" - skomentował całą sprawę bloger z Libii. Sami Hamwi oraz Daniel Nassar, z portalu GayMiddleEast.com, napisali: "Wstydź się pan! W Syrii są blogerzy, którzy robią co mogą, żeby donieść światu o sytuacji w naszym kraju. Napotykamy na tyle trudności, że nawet pan sobie nie wyobraża. To co pan zrobił dotyka nas wszystkich, naraża nas na niebezpieczeństwo i sprawia, że coraz bardziej martwimy się o aktywizm LGBT. Przeprosiny nie zostają przyjęte, zwłaszcza, że sami zaczęliśmy prowadzić śledztwo w sprawie porwania Aminy, które mogło zaprowadzić nas do grobu!".
To jednak nie koniec historii - dziennikarz gazety "The Washington Post", opisujący historię, chciał poprosić o komentarz autorkę innego popularnego bloga lesbijskiego - LezgetReal.com. Szybko okazało się, że za Paulą Brooks stoi inny Amerykanin - 58-letni emerytowany żołnierz z Ohio, Bill Graber. Graber tłumaczył się, że bloga zaczął prowadzić po tym, jak był świadkiem złego traktowania bliskiej mu pary jednopłciowej - "Moje intencje były jak najbardziej dobre" - powiedział. Podkreślił też, że strona miała przekonać ludzi do zniesienia zasady "don't ask don't tell" (o działaniu której wiedział dużo jako były oficer armii). "Nie założyłem strony pod swoim nazwiskiem... Wydawało się mi, że ludzie nie wezmą na poważnie heteryka piszącego o takich sprawach..." - powiedział gazecie. "Washington Post" donosi także, że Paula i Amina... korespondowały, a nawet flirtowały ze sobą! (nic nie wiedząc o swoich prawdziwych tożsamościach)
Cała sprawa z Aminą budzi różne uczucia. Co Wy o tym sądzicie? Rewolucja w Egipcie, którą napędzały portale społecznościowe, pokazała, że żyjemy w nowych czasach... Podoba się Wam taki sposób poruszania ważnych problemów społecznych, czy budzi Wasz niesmak? Czytacie/prowadzicie blogi? Zapraszamy do dyskusji!
(md)
Akurat ta kwestia znacząco zakłóca teorię o "poważnym dziennikarstwie".
Fascynuje mnie, po co ta cała historia z porwaniem?
Też tak mi się skojarzyło, zwłaszcza po przeczytaniu, że flirtowali ze sobą... Przykre ;/
faktycznie w tym zdaniu powinno znaleźć się jeszcze słowo "tylko".
Ludzie nie potrafią zajmować się tylko własnym życiem. Interesuje nas to co robią inni, stąd popularność fb, pudelka itp
wybieram odpowiedź "b"
właśnie to wynika z mojej poprzedniej wypowiedzi! :D
Mam nadzieję, że zdanie było pisane pod wpływem co najmniej 10-ciu piw. Gorszej bzdury nie czytałem od bardzo dawna :) Interesuję się własnym życiem, ale nie na tyle, by okrzyknięto mnie egoistą. Z drugiej strony interesuję się życiem innych ludzi Przykład? Moja rodzina oczywiście. Autor tego zdania najwidoczniej:
a) jest egoistą i każe nam myśleć w podobnych kategoriach,
b) nie interesuje go nikt inny (patrz punkt "a)" ),
c) nie ma zielonego pojęcia o temacie, w którym się wypowiedział.
Co do tych blogów, być może nie jest to do końca moralne, a tym bardziej szczere, ale skuteczne i pobudzające do myślenia działanie.
Pozdrawiam.
W internecie nie każdy jest sobą.
Użytkownicy fb, nk czy innych portali społecznościowych na 100% mają w swoich znajomych choć jedną osobę, która w internecie jest inna niż w rzeczywistości. To normalne. Na portalach randkowych też wiele osób gra jakieś role.
Ludzie nie potrafią zajmować się własnym życiem. Interesuje nas to co robią inni, stąd popularność fb, pudelka itp
Nie popieram zachowania tych blogerów ale nie mogę udawać zszokowanego czy zbulwersowanego bo to jest norma.